wtorek, 4 września 2018

Rzeź w Glencoe

   Pod koniec XVII wieku, w Szkocji doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w nowożytnej historii tego kraju. Wskutek intryg i spisku, członkowie klanu MacDonaldów w ciągu jednego dnia zostali podstępnie wymordowani na rozkaz króla Anglii Wilhelma III. Oprawców gorliwie wspierali Campbellowie – szkocki klan, który za wszelką cenę starał się pozbyć swoich znienawidzonych sąsiadów. Za wspieranie jakobitów, za marzenia o niepodległej Szkocji i za miłość do własnej ojczyzny MacDonaldowie zapłacili najwyższą cenę. Dzień 13 lutego 1692 roku przeszedł do historii jako „rzeź w Glencoe”.


    Przyjęci z honorami goście, korzystający z hojności gospodarzy, przez kilka dni jedli, pili i bawili się. Przez dziesięć dni udawali najlepszych przyjaciół, by pewnego ranka z zimną krwią wymordować jedną trzecią mieszkańców wioski. Nie oszczędzono nikogo. Najpierw z rąk połączonych oddziałów Anglików i Szkotów, a potem z zimna i wyczerpania ginęły dzieci, kobiety i starcy. Dla nikogo nie było litości. I choć zbrodnia ta odbiła się głośnym echem w Europie na przełomie XVII i XVIII wieku, żaden sprawca rzezi nigdy nie poniósł jakiejkolwiek odpowiedzialności. Oto historia zbrodni bez kary, gdzie rękę na Szkota podniósł inny Szkot.


KATOLICY I ANGLIKANIE

Jakub II z dynastii Stuartów (1633-1701)
Król Anglii i Szkocji (jako Jakub VII).
   Gdy 6 lutego 1685 roku zmarł król Anglii Karol II Stuart, na angielski tron wstąpił jego brat, wyznający wiarę katolicką Jakub Stuart – młodszy syn Karola I (króla Anglii i Szkocji w latach 1625-1649) oraz Henrietty Marii Burbon (córki Henryka IV, króla Francji). Dla Anglików był Jakubem II, dla Szkotów – Jakubem VII. Choć objęcie przez niego tronu odbyło się bez większych komplikacji, a jego sukcesji nie sprzeciwił się nawet Kościół Anglikański, panowanie Jakuba II w Anglii było negatywnie odbierane z powodów religijnych. Anglikanie obawiali się, że Jakub II przywróci w ich kraju katolicyzm jako religię państwową. Nad angielską szlachtą pojawiło się widmo zwrotu kościelnych majątków, które skonfiskowane zostały katolickim klasztorom przez Henryka VIII Tudora.

   Jakub II zaczął rządzić w sposób absolutny, przy czym jawnie faworyzował wyznawców swojej religii, co nie podobało się wiernym Kościoła Anglikańskiego. Ogłosił amnestię dla katolików, a w kościele królewskim zaczęto odprawiać katolickie nabożeństwa. Najważniejsze stanowiska w państwie otrzymywali katolicy, a nuncjusz papieski stał się bardzo częstym gościem Jakuba II. Zmiany odbiły się nawet na szkolnictwie. Uniwersytety w Oksfordzie i Cambridge zaczęły być poddawane coraz większym naciskom, aby w sposób zauważalny zwiększyły dostęp do swoich uczelni dla katolików.

   Na powód do buntu przeciwko królowi nie trzeba było długo czekać. 10 czerwca 1688 roku przyszedł na świat jego syn Jakub Franciszek Edward Stuart. Jego matką była druga zona Jakuba II – Maria Beatrycze z Modeny. Aby utrwalić katolicyzm w Anglii, chłopiec od najmłodszych lat miał być wychowany w wierze katolickiej, w przeciwieństwie do dwóch córek króla z poprzedniego małżeństwa – Marii i Anny, które były protestantkami.

    Do tej pory główną pretendentką do angielskiego tronu była najstarsza córka króla Maria II Stuart – gorliwa protestantka, popierana przez opozycję. W tej sytuacji torysi porozumieli się ze swoimi przeciwnikami politycznymi – wigami. Wspólnie postanowili działać, aby bronić angielskiego dziedzictwa i wolności. O pomoc zwrócili się do męża Marii, Wilhelma Orańskiego. Pod koniec czerwca 1688 roku sześciu lordów i jeden biskup (4 wigów i 3 torysów) wysłało list do Wilhelma z prośbą, aby przybył i obalił Jakuba II. Wkrótce wierność księciu Orańskiemu przysięgli wyżsi oficerowie armii i angielskiej floty…

NA POMOC UDRĘCZONEJ ANGLII

Wilhelm III Orański (1650-1702).
Król Anglii, Szkocji, Irlandii i Francji.
    Wilhelm Orański był gotowy do pomocy. 10 października 1688 roku wydał deklarację, w której ogłosił swój zamiar przybycia do udręczonej Anglii, aby mieczem bronić nie tylko wiary protestanckiej, ale także wolności i Parlamentu. 5 listopada Wilhelm, wraz ze swoim 15-tysięcznym oddziałem żołnierzy, dobił do brzegów Anglii. W ciągu następnego miesiąca, na stronę Wilhelma przeszła angielska armia. Po niej, wierność przybyszowi przysięgli także urzędnicy oraz hierarchowie Kościoła Anglikańskiego. Nawet Anna, młodsza córka Jakuba II wystąpiła przeciwko ojcu.

   7 grudnia 1688 roku król Jakub II i Wilhelm Orański spotkali się w Hungerford. W jednej z miejscowych karczm oboje uzgodnili prawa katolików oraz zgodzili się na to, aby ich armie pozostały w odległości 40 kilometrów od Londynu. Wilhelm jednak nie miał zamiaru wywiązać się ze swoich obietnic. Dwa dni później jego oddział zwiadowczy niedaleko Reading starł się ze Szkotami i Irlandczykami, popierającymi Jakuba. Bitwa zakończyła się porażką zwolenników króla. Następnego dnia Jakub II odesłał żonę i syna do Francji. Tam miał do nich dołączyć, jednak nie zdążył dostać się na umówiony okręt. 11 grudnia został pojmany w hrabstwie Kent i odesłany do Londynu. Parlament poprosił króla o spotkanie z Wilhelmem, na co Jakub się zgodził i 16 grudnia ponownie spotkał się ze swoim zięciem. Ten jednak nie zamierzał utrzymać przy władzy swojego teścia. Nakazał swojej holenderskiej straży aresztować króla Anglii i przewieść go do Rochester. Zabronił jednak swoim ludziom robić jakichkolwiek przeszkód, jeśli król zdecyduje się opuścić Anglię. Tym sposobem 23 grudnia 1688 roku Jakub II odpłynął do Francji.

   Przeciwnicy króla ogłosili jego abdykację. Tron Anglii nie mógł pozostać pusty, więc o jego objęcie poproszono Wilhelma i jego żonę Marię. Para chętnie zgodziła się na propozycję. Po uchwaleniu przez Parlament „Deklaracji Praw” („Bill of Rights”), petycji z 13 lutego 1689 roku, która w 13 punktach wyliczała podstawowe nadużycia władzy, popełnione przez dynastię Stuartów – Wilhelm i Maria, 11 kwietnia, zostali koronowani w Westminsterze przez biskupa Comptona. Miesiąc później, 11 maja 1689 roku Wilhelm III Orański został uznany królem Szkocji. Przyjął tam imię Wilhelma II.

   Jakub II nie pogodził się z utratą tronu. Mając poparcie króla Francji Ludwika XIV oraz szkockich i angielskich zwolenników dynastii Stuartów (zwanych od imienia Jakuba II – „jakobitami”), bardzo szybko podjął próby odzyskania władzy. Jakobici robili wszystko, by wzniecić narodowowyzwoleńcze powstanie. Wilhelm III nie zamierzał jednak zrezygnować z angielskiego tronu…

WIERNOŚĆ LUB ŚMIERĆ

Malownicze okolice Glencoe W Szkocji.
Miejsce dokonanie rzezi w roku 1692.
    Wszystkie szkockie klany góralskie z „Wyżyn” („Highlands”) popierały prawowitą szkocką dynastię Stuartów i stanowiły jedną z głównych grup oporu przeciwko znienawidzonym sąsiadom z południa. Wyjątek stanowił jedynie klan Campbellów z Argyll, który wspierał angielskich najeźdźców. Korzystając z opieki i pomocy Anglików Campbellowie kontynuowali ekspansję i umacniali zdobycze terytorialne w Szkocji.

    16 kwietnia 1689 roku John Graham wicehrabia Dundee ogłosił zbrojny zaciąg pod sztandary króla Jakuba II, rozpoczynając tym samym „powstanie Dundee’ego”. Początki walk z Anglikami były obiecujące. 27 lipca 1689 roku Szkoci pokonali armię Wilhelma III w bitwie na przełęczy Killiecrankie. W walce zginął jednak przywódca jakobitów. Śmierć wicehrabiego Dundee znacząco obniżyła morale Szkotów, co doprowadziło do ich porażki, gdy niecały miesiąc później starli się z Anglikami w bitwie pod Dunkeld. Kolejna przegrana bitwa, stoczona pod Cromdale, 1 maja 1690 roku, wyraźnie zwiastowała upadek powstania jakobitów w Szkocji. Decydującym starciem, które doprowadziło do definitywnego upadku jakobitów była klęska w bitwie nad rzeką Boyne w Irlandii, 11 lipca 1690 roku. Po tej porażce Szkoci już się nie podnieśli.

John Dalrymple (1685-1747).
Szkocki Sekretarz Stanu był jedną z osób
odpowiedzialnych za masakrę w Glencoe.
W roku 1703 otrzymał tytuł
hrabiego Stair.
    Szkocja została spacyfikowana. Mimo to nastroje wśród przedstawicieli klanów wyżynnych były bardzo bojowe. Wilhelm III zdawał sobie sprawę, że w każdej chwili może wybuchnąć nowe powstanie. Angielscy żołnierze stacjonujący w Szkocji i pilnujący tam porządku, byli potrzebni Wilhelmowi III Orańskiemu do prowadzenia „wojny dziewięcioletniej” (1689-1697), pomiędzy Francją a Ligą Augsburską. Monarcha musiał więc zrobić coś, co skłoniłoby krnąbrnych Szkotów do uległości. Już w marcu 1690 roku Sekretarz Stanu w Szkocji, sir John Dalrymple, zaproponował wszystkim szkockim klanom łączną kwotę 12 tysięcy funtów za złożenie przysięgi wierności Wilhelmowi III. Ta swoista łapówka, z oczywistych względów, nie zadziałała. Zdarzały się, co prawda, pojedyncze przypadki przechodzenia Szkotów na stronę Wilhelma III, należały one jednak do rzadkości. Nieudana próba przekupienia szkockich klanów zrodziła nowy pomysł.

   26 sierpnia 1691 roku Wilhelm III Orański wydał proklamację, w której wszyscy zwolennicy Jakuba II zostali określeni jako zdrajcy. Król Anglii dał jednak jakobitom szansę na odkupienie swoich win. Jeśli uczestnicy powstania złożyliby przysięgę wierności Wilhelmowi III przed końcem roku 1691 (do północy 31 grudnia), mieli otrzymać przebaczenie. Przysięgę zobowiązani byli składać przedstawiciele wszystkich szkockich klanów, w imieniu swoich ludzi. Ci, którzy odważyliby się odmówić, mieli być potraktowani jak przestępcy i odpowiedzieć za zdradę króla i Anglii. Kara za zdradę mogła być tylko jedna – śmierć…

OSTATNI Z BUNTOWNIKÓW

Wiktoriańskie wyobrażenie członka klanu
MacDonaldów z Glencoe. Ilustracja
autorstwa Roberta R. McIana z roku 1845.
   Początkowy opór przedstawicieli szkockich klanów szybko ustąpił miejsca strachowi przed nieuchronnością kary. Na początku października 1691 roku poprosili oni Jakuba II o zgodę na podpisanie przysięgi wierności. Zastrzegli jednak, że jeśli Jakub będzie w stanie dokonać zbrojnej interwencji przed upływem terminu, staną u jego boku. Były szkocki król doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że udzielenie zgody definitywnie zamknie jego szanse na odzyskanie tronu. Nie był jednak w stanie rozpocząć nowego powstania przeciwko Anglikom. Ze swoją odpowiedzią zwlekał ponad dwa miesiące. W końcu udzielił jej na piśmie. Dokument wysłano z Francji 13 grudnia. Z powodu złej pogody dotarł on do Szkocji dopiero 28 grudnia, trzy dni przez upłynięciem terminu złożenia przysięgi.

    Naczelnicy niemal wszystkich klanów wyruszyli do swoich lokalnych szeryfów, aby dopełnić niezbędnych formalności. Jedynym, który zwlekał do ostatniej chwili był 61-letni Alasdair Ruadh MacIain MacDonald (zwany Alasdairem MacIainem lub McIanem), z klanu MacDonaldów z Glencoe. Jednak i on, w trosce o dobro swojej rodziny oraz pozostałych mieszkańców wioski, udał się 30 grudnia do fortu William, aby spełnić ten przykry dla Szkotów obowiązek. Gdy dotarł na miejsce, dowiedział się, że przyszedł na próżno…

   Angielski dowódca fortu, pułkownik Hill, poinformował MacIaina, że nie ma on specjalnych uprawnień, pozwalających mu na odebranie od Szkota przysięgi wierności. Polecił więc Alasdairowi udać się do szeryfa Argyll, sir Colina Campbella, urzędującego w Inverary. Wiedząc, że Szkot nie zdąży przybyć na czas, pułkownik Hill sporządził specjalny dokument, mówiący o tym, że MacIain z Glencoe przybył na czas, aby złożyć przysięgę, jednak on jako dowódca fortu nie mógł jej przyjąć. Poprosił również Campbella, aby ten przyjął przysięgę i traktował ją, jako deklarację złożoną w terminie. Przy okazji pismo dawało Szkotowi gwarancję, że w trakcie marszu do Inverary nie zostanie zatrzymany i oskarżony o zdradę.

Fort William. Właśnie tam Alasdair MacIain bezskutecznie próbował podpisać „przysięgę wierności”.

    Nie czekając ani chwili Alasdair MacIan udał się we wskazane miejsce. Z powodu bardzo złych warunków pogodowych, do szeryfa Argyll dotarł dopiero 3 stycznia. Kilka dni i nocy szedł bez odpoczynku przez zaśnieżone góry. Po drodze nie zatrzymał się nawet na odpoczynek w swoim domu, mimo, że przechodził obok niego w odległości kilkuset metrów. Na miejsce dotarł zmęczony, zmarznięty i głodny. Szeryf był jednak nieobecny. Zjawił się dopiero 6 stycznia.

Mapa przedstawiająca Glencoe w roku 1691.
   Bogaty i przychylny Anglikom klan Campbellów był od dawna skonfliktowany z biednymi MacDonaldami. Od wielu lat oba klany walczyły ze sobą zaciekle. MacDonaldowie jawnie opowiadający się za królem Jakubem II, stali na przeszkodzie Campbellom w ich planach zjednoczenia się pod przewodnictwem angielskiego króla. Zdarzało się nawet, że członkowie jednego klanu, nazywani przez drugich „zdrajcami Szkocji”, byli skrycie mordowani. Ten lokalny konflikt spowodował, że spokrewniony z Campbellami szeryf hrabstwa Argyll nie chciał przyjąć przysięgi przybysza z Glencoe. Dopiero błagania i łzy MacIaina zmieniły postawę Campbella, który z wyraźną niechęcią pozwolił złożyć swojemu gościowi wymaganą przysięgę na wierność królowi Wilhelmowi III.

  Alasdair MacIain, już spokojny, wyruszył w drogę powrotną, a szeryf Argyll listownie poinformował szkockiego Sekretarza Stanu sir Johna Dalrymple’a o zaistniałej sytuacji. Cambpellowie, żyjący w dobrych relacjach z Dalrymplem postanowili wykorzystać spóźnienie MacIaina do własnych celów. W głowie krewnego sir Colina Campbella – sir Johna Campbella hrabiego Breadalbane zrodził się okrutny plan, który szybko zaczęto wprowadzać w życie…

    Razem z innymi członkami klanu Campbellów, przy współpracy z sir Johnem Dalrymple, hrabia Breadalbane postanowił zataić przed Wilhelmem III fakt złożenia przysięgi przez klan MacDonaldów. Wkrótce Szkodzi z niewielkiej wsi Glencoe oskarżeni zostali o zdradę króla. Rozkaz ukarania buntowników miał zostać dostarczony w ciągu kilku dni. Campbellowie postanowili raz na zawsze, z pomocą Anglików, pozbyć się znienawidzonych przez siebie MacDonaldów…

UCZTA Z WROGIEM

Kapitan Robert Campbell (1630-1696),
jeden z dowódców odpowiedzialny za
dokonanie rzezi w Glencoe.
    Rozkaz został napisany odręcznie przez Sekretarza Stanu sir Johna Dalrymple’a i podpisany przez króla Wilhelma III. W dniu 16 stycznia 1692 roku dokument wysłano do kapitana Drummonda, z dodatkową informacją, że król Anglii niechętnie godzi się na rozlew krwi i skłonny byłby okazać swoje miłosierdzie, jednak przypadek klanu MacDonaldów musi być potraktowany przez innych zbuntowanych Szkotów jako ostrzeżenie i dowód na nieuchronności kary w przypadku oskarżenia kogokolwiek o zdradę króla i Anglii.

   2 lutego 1692 roku drugi regiment piechoty hrabstwa Argyll, w liczbie 120 żołnierzy pod dowództwem kapitana Roberta Campbella z Glenlyon przybył do Glencoe. Zbliżając się do wioski spotkali Johna MacDonalda, najstarszego syna przywódcy klanu Mac Donaldów, którego zaniepokoiła obecność tak dużej liczby żołnierzy. Kapitan Campbell wyjaśnił, że jego regiment przyjechał pokojowo, aby w przyjacielskiej atmosferze dopilnować wprowadzenia w życie nowego podatku nałożonego na klany przez szkocki parlament już w roku 1690. Dowódca pokazał Szkotowi specjalnie sporządzony dokument, mający uwiarygodnić jego słowa.

    Żołnierze zostali odprowadzeni do wioski i serdecznie przyjęci przez mieszkańców. Przez dziesięć kolejnych dni, wszyscy razem bawili się i ucztowali, zgodnie ze słynną szkocką gościnnością. Nikogo nie zaniepokoił wtedy fakt, że kapitan Campbell ani razu nie zawitał do domu młodszego syna Alasdaira MacIaina - Alexandra MacDonalda, którego żona była siostrzenicą kapitana Campbella. Warto przy okazji wspomnieć, że kobieta ta była także siostrą legendarnego „Rob Roya” McGregora.

Rozkaz dokonania masakry we wsi Glencoe, adresowany do
kapitana Roberta Campbella i podpisany przez majora
Roberta Duncansona w dniu 12 lutego 1692 roku.
   Późnym popołudniem, 12 lutego 1692 roku, do Glencoe przyjechał major Robert Duncanson. Przywiózł dwa ważne dokumenty, które jeszcze tego samego dnia wręczył kapitanowi Robertowi Campbellowi. Jednym z dokumentów był rozkaz dokonania egzekucji na mieszkańcach Glencoe, która miała rozpocząć się następnego dnia, o godzinie piątej rano. Drugim dokumentem był list napisany przez szkockiego Sekretarza Stanu:
„Cieszę się, że Glencoe nie przybyło w wyznaczonym terminie. Mam nadzieję, że to, co ma się tam dokonać, stanie się jak najwcześniej, zanim reszta będzie w stanie się zjednoczyć. Myślę, że grabież ich bydła i spalenie ich domostw jest konieczna, aby ukarać tych zdeprawowanych, bezprawnych ludzi (…) ale głęboko wierzę, że będzie Pan usatysfakcjonowany z wielkiej korzyści dla narodu, jaką niesie wykorzenienie i wycięcie tego bandyckiego klanu. Musi to być jednak zrobione po cichu i w największej tajemnicy. Inaczej inni gotów będą dokonać zwrotu przeciwko nam. Tak za swoich ludzi, jak i za swoje bydło. 
Proszę więc nie kłopotać naszego Rządu więźniami (…) 
Modlę się, żeby sprawa z Glencoe została rozwiązana tajnie i nagle. Tak, aby wyciąć to gniazdo zbójów, którzy prawo zhańbili. Zwłaszcza, że teraz jest do tego najlepszy czas, siła i sposobność, aby pokazać, że sprawiedliwość króla będzie równie widoczna, jak Jego łaska okazywana ludziom mu wiernym (…)”

    Major Robert Duncanson – Szkot, od wielu lat opowiadający się po stronie klanu Campbellów, powiadomił kapitana, że on sam przybędzie wraz z żołnierzami o piątej rano, aby przyłączyć się do oddziałów Campbella i pomóc mu w wykonaniu rozkazu króla. Do wioski zbliżały się już dwa kolejne oddziały – jeden pod dowództwem sierżanta Barkera, drugim dowodził kapitan Drummond.

PRZERWANA NOC W GLENCOE

Obraz Georga Reida z roku 1876, przedstawiający angielską armię
maszerującą do Glencoe, aby wykonać haniebny wyrok.
   Była już noc, gdy kapitan Campbell wrócił do swojego pokoju z rozkazem w dłoni. Kiedy szykował się do snu, odwiedził go syn przywódcy klanu, aby życzyć mu dobrej nocy i zaprosić na uroczystą kolację, która miała odbyć się następnego dnia. Kapitan z uśmiechem na ustach zaproszenie przyjął. Chwile później wieś Glencoe zapadła w głęboki sen. Ten ostatni raz…

   Z głębokiego snu wyrwały Johna MacDonalda niepokojące odgłosy, pochodzące z zewnątrz. Pierworodny syn naczelnika klanu wyszedł, by sprawdzić co się dzieje. Tuż za granicami Glencoe napotkał żołnierzy kapitana Campbella. Mężczyźni sprawiali wrażenie, jakby przygotowywali się do jakiegoś przedsięwzięcia. Zapytany o dziwne ruchy regimentu, dowódca starał się uspokoić Johna, tłumacząc mu, że właśnie otrzymali rozkaz wymaszerowania na północ, do Glengarry. Odpowiedź ta wystarczyła, aby uspokoić ciekawskiego Szkota, który szybko wrócił do swojego łóżka. Nie dane mu jednak było przebywać w nim zbyt długo.

Tablica wskazująca miejsce pochówku szczątków ofiar z Glencoe.
    Kilkanaście minut przed godziną piątą zbudził go sługa, oznajmiając, że przed chatą dzieje się coś złego. John przez okno zobaczył dostrzegł tych samych żołnierzy, których spotkał kilka godzin wcześniej. Wiedział już, że oddział nie miał zamiaru wymaszerować do Glengarry. 20 uzbrojonych w muszkiety żołnierzy zajmowało swoje pozycję przed chatą najstarszego MacDonalda. Nie zastanawiając się ani chwili John uciekł tylnym wyjściem i skierował się w stronę najbliższego wzgórza. Wkrótce dołączył do niego jego brat Alexander, który również został ostrzeżony przez swojego służącego.

   Bracia w milczeniu obserwowali jak ledwo dostrzegalne w ciemnościach sylwetki żołnierzy okrążają Glencoe, obstawiając wejścia do każdej z chat. MacDonaldowie doskonale wiedzieli, że dla mieszkańców nie ma już ratunku.

    Na ucieczkę ze swojej chaty zdecydował się także sąsiad Johna, Duncan Rankin. Próbował uciec na południe i dostać się na drugi brzeg rzeki Cone. Został jednak zauważony i dogoniony przez kilku żołnierzy, po czym zastrzelony na miejscu. Tym samym Rankin stał się pierwszą ofiarą tragedii, która przeszła do historii jako „rzeź w Glencoe”.

ŚMIERĆ PRZYCHODZI PRZED ŚWITEM…

„Glencoe 1692”. Obraz Johna Blake'a MacDonalda z roku 1879.
    Masakra rozpoczęła się dokładnie o piątej rano, 13 lutego 1692 roku, w trzech różnych miejscach wioski. Kapitan Robert Campbell, kapitan Drummond i sierżant Barker nie mogli dłużej czekać na majora Duncansona, którego oddział nie zdążył przybyć na czas. A może nie chcieli…

   Jako pierwszy, zaatakowany przez Campbella został dom szefa klanu MacDonaldów. Alasdair Ruadh MacIain MacDonald został zastrzelony we własnym łóżku. Jego żona w pośpiechu próbowała się ubrać, jednak nie pozwolono jej na to. Nagą kobietę wywleczono z chałupy i brutalnie pobito. Zastrzelono także dwie inne osoby przebywające w domu. Duncan Don, który poprzedniego dnia przyniósł MacDonaldom listy z Braemar, a owej nocy odpoczywał przed wyruszeniem w drogę powrotną, został ciężko ranny.

    Później wydarzenia potoczyły się błyskawicznie, a cała trójka dowódców wykonywała swój rozkaz z nadzwyczajną gorliwością i brutalnością. Żołnierze kapitana Drummonda schwytali dziewięciu mężczyzn, których związano a następnie zastrzelono. Jednej osobie udało się jednak przeżyć egzekucję. Około 20-letni młodzieniec złapał za nogi przechodzącego obok kapitana Campbella i zaczął błagać go o litość. Niewzruszony Drummond podszedł i dobił mężczyznę, przebijając go sztyletem. Nie próżnował również oddział sierżanta Barkera, który dokonał egzekucji na kolejnych dziewięciu osobach.

„Masakra w Glencoe”. Obraz Jamesa Hamiltona, namalowany w latach 1883-1886.

   Ludzie we wszystkich domach byli brutalnie wyciągani z własnych łóżek, rozbierani do naga i wypędzani na mróz. Część ofiar zabijano od razu, innych bito do nieprzytomności. Mordowano w dzikim szale, nie zwracając uwagi ani na wiek mieszkańców Glencoe, ani na ich płeć. Mężczyźni będący zdolni do walki próbowali jeszcze ostatkiem sił odeprzeć atak chwytając to, co tylko mieli pod ręką. Na niewiele się to jednak zdało. Wyrwane ze snu, zaskoczone ofiary nie miały żadnych szans z uzbrojonymi po zęby zawodowymi żołnierzami.

Zachowane do dziś ruiny domostw w Glencoe, zniszczone w roku 1692.
   Po wyprowadzeniu przez żołnierzy bydła z zagród, Glencoe zostało podpalone. Osoby starsze i niemowlęta, które nie potrafiły uciec o własnych siłach, zostali spaleni żywcem. Matki z dziećmi na rękach, którym udało się wydostać z płomieni, zostały pośpiesznie ewakuowane z wioski przez mężczyzn i skierowane w kierunku wzgórz. Gdy znaczna część żołnierzy zajęła się rozdzielaniem między siebie schwytanego bydła oraz ocalałego dobytku mieszkańców Glencoe, a pożar wioski znacznie utrudniał widoczność, bracia MacDonaldowie wyszli z ukrycia i zaczęli pomagać współmieszkańcom w opuszczeniu miejsca dramatycznych wydarzeń.

    Mieszkańców uratowała także zła pogoda, która zatrzymała majora Duncansona. Przybył on do Glencoe dopiero około godziny 11. Brak jego oddziału, składającego się z dwustu żołnierzy (niektóre źródła podają nawet liczbę czterystu żołnierzy) oraz grabieże dokonywane przez będących na miejscu napastników ułatwiły ucieczkę większości mieszkańców. Jednak nawet ci, którym udało się przeżyć rzeź w wiosce, wciąż byli w wielkim niebezpieczeństwie.

   Ludzie z Glencoe uciekali niemal nago. Zerwani ze snu, nie mieli czasu na ubranie się i jakiekolwiek przygotowanie do wędrówki w kierunku pobliskiego lasu na wzgórzu. Siarczysty mróz już po kilkunastu minutach zaczął zbierać swoje żniwo. W pobliżu nie było żadnych zabudowań, więc uciekinierów czekał kilkumilowy marsz śmierci. Pierwsze zaczęły ginąć osoby chore i słabe, w tym dzieci. Głód, zmęczenie, a przede wszystkim mróz – to wszystko sprawiało, że ludzie przedzierający się przez zasypaną śniegiem drogę upadali i już nie byli w stanie się podnieść. Śmierć zabierała ich w ciszy. Jednego po drugim…

Pozostałości zabudowań w Glencoe. Do zniszczonej przez Anglików wioski MacDonaldowie nigdy już nie powrócili.


„RZEŹ W ZAUFANIU”

Krzyż wzniesiony w roku 1883, w miejscu
dokonania masakry na mieszkańcach Glencoe.
   Spośród 250 mieszkańców Glencoe, śmierć na miejscu z rąk szkockich (głównie pochodzących z wrogiego MacDonaldom klanu Campbellów) i angielskich żołnierzy poniosło 37 osób. Dalsze 40 zmarło w trakcie morderczego marszu ku ocaleniu. Kilka osób, w tym żona Alasdaira MacIaina, zmarło w ciągu kilku następnych dni. Przyczyną ich śmierci były rozległe poparzenia oraz obrażenia odniesione wskutek brutalnego pobicia. W wyniku rzezi w Glencoe życie straciła jedna trzecia populacji klanu MacDonaldów. Nie można dziś jednak ustalić dokładnej liczby ofiar, a niektóre szkockie źródła twierdzą, że śmierć poniosło ponad 100 osób.

    Anglikom nie udało się zachować całej akcji w tajemnicy. Rozkaz wykonania egzekucji na mieszkańcach został odnaleziony w Edynburgu i przemycony do Francji. 12 kwietnia 1692 roku został opublikowany w paryskiej „La Gazette”. I choć nagłośnienie wydarzeń z Glencoe doprowadziło do otwartej krytyki wystosowanej przez szkocki rząd względem Anglików, próżno było tam szukać wyrazów współczucia dla samych MacDonaldów. Ci, mimo swojej ofiary, nadal byli uważani przez Szkotów z „Nizin” („Lowlands”) za zdrajców króla Wilhelma III. Sir Thomas Livingston, oficer wojskowy w służbie angielskiego monarchy, w swoim liście do sir Williama Hamiltona hrabiego Selkirk napisał:
„To nie jest tak, że ktokolwiek z nas myśli, iż owe bandyckie plemię nie zasługiwało na zagładę. Chodzi tylko o to, że poćwiartowanie ich wywołało aż tak wielki hałas”

Inskrypcja na pomniku poświęconym
ofiarom z Glencoe.
    W roku 1693 powołano nawet w Szkocji specjalną komisję, która miała ustalić, czy sposób wykonania wyroku śmierci na MacDonaldów nie był zbyt brutalny i czy nie doszło do przekroczenia ram rozkazu. Nigdy natomiast nie badano, czy był on słuszny.

   Jakobici określili okoliczności dokonania masakry jako tzw. „rzeź w zaufaniu” („Slaughter under trust”), czyli doprowadzenie do pogromu tuż po tym, gdy oprawcy zdobyli zaufanie swoich przyszłych ofiar (przykład występku przeciwko honorowi w prawie szkockim). Napisali list do króla Wilhelma III z prośbą o ukaranie sprawców tego haniebnego ataku. Angielski monarcha nie miał jednak zamiaru karać kogokolwiek. Dla zachowania pozorów sprawiedliwości (i przymknięcia ust jakobitom) pomysłodawca rzezi w Glencoe, sir John Campbell hrabia Breadalbane, został uwięziony na zamku w Edynburgu. Po kilku dniach oczyszczono go z zarzutów i odzyskał wolność.

    Członek rady królewskiej i szkocki Sekretarz Stanu John Dalrymple, który najpierw brał udział w spisku mającym na celu zatajenie przed królem faktu złożenia przysięgi wierności przez MacDonaldów, a potem własnoręcznie napisał rozkaz nakazujący wykonanie wyroku śmierci za zdradę, stracił swoje stanowisko w roku 1695. Po pięciu latach powrócił jednak do władzy. Major Robert Campbell nie tylko nie poniósł żadnej odpowiedzialności, ale nawet został awansowany.

POSTSCRIPTUM…

James Bond (agent 007) oraz M, czyli Daniel Craig
i Judi Dench na planie filmu „Skyfall”.
    Klan MacDonaldów, mimo strat osobowych, poniesionych w wyniku rzezi w Glencoe, w dalszym ciągu popierał Jakuba II i jakobitów. W XVIII wieku wciąż walczył u boku Stuartów podczas powstania w roku 1715 (bitwa pod Sheriffmuir) oraz w roku 1745 (bitwa pod Prestonpans). Sprawa, która była dla MacDonaldów tak ważna, w końcu przegrała. 1 maja 1707 roku doszło do połączenia Anglii i Szkocji w jedno Królestwo Wielkiej Brytanii.

    W marcu 2018 roku grupa szkockich archeologów z organizacji charytatywnej „National Trust for Scotland” rozpoczęła prace na kilku obszarach w pobliżu wioski Glencoe w celu przeprowadzenia dokładnych badań związanych z masakrą mieszkańców. Prace archeologiczne wciąż trwają.

   W roku 2011 okolice Glencoe, gdzie doszło do haniebnej rzezi klanu MacDonaldów, odwiedzone zostały przez grupę filmowców z Hollywood. W tych malowniczych plenerach powstała część zdjęć do filmu „Skyfall” opowiadającego o przygodach  agenta 007, czyli legendarnego Jamesa Bonda.

    Każdego roku, w dzień dokonania rzezi – 13 lutego, w Glencoe spotykają się członkowie klanu MacDonaldów. Przyjeżdżają tam z całego świata, aby przy kamiennym celtyckim krzyżu, wzniesionym w roku 1883 we wschodniej części wsi, wspólnie złożyć wieńce i kwiaty – na pamiątkę tamtego tragicznego, zimowego poranka sprzed ponad trzystu laty, kiedy w haniebny sposób jeden Szkot podniósł rękę na innego Szkota…


Patronite

2 komentarze:

  1. Najbliższy wolny weekend to wypad do Glencoe. Świetny blog, pozdrawiam! Kamil

    OdpowiedzUsuń
  2. kawał ciekawej historii :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń