środa, 25 października 2017

Józef Cyppek - rzeźnik z Niebuszewa

   Historia zapamiętała Józefa Cyppka jako wcielenie największego zła. Seryjny morderca i kanibal siał postrach na ulicach powojennego Szczecina. Jego ofiarami padały kobiety i dzieci. Mówiono później, że ten niepozorny dziwak i samotnik, z ludzkiego mięsa przyrządzał bigos, który sprzedawał na pobliskim straganie. I choć po krótkim śledztwie skazano go tylko za jedno morderstwo, opowieści o jego czynach szybko przeszły do legendy. Ludzie przez długi czas szeptali na ulicy o makabrycznych szczegółach popełnianych przez niego zbrodni. Dziś rodzi się jednak pytanie – czy wszystko to, co wiemy o Cyppku jest prawdą? Odpowiedź nie jest już tak oczywista, jak była w dniu, w którym „Rzeźnik z Niebuszewa” zawisł na szubienicy…


   W jego biografii jest wiele luk i białych plam, które przez ostatnie dziesięciolecia, z różnym skutkiem, próbowały wypełnić miejskie legendy. Trudno dziś ustalić ponad wszelką wątpliwość, co jest prawdą, a co mitem. Po Józefie Cyppku pozostały tylko niepełne akta sprawy i szepty ulicy. Krążące po Szczecinie plotki i ludzkie domysły wykreowały obraz pierwszego powojennego polskiego seryjnego mordercy-kanibala, który zabić miał nawet kilkadziesiąt osób. Czy Cyppek naprawdę ćwiartował swoje ofiary, a ich mięso sprzedawał na miejskim bazarze? Ile prawdy jest w opowieściach przekazywanych przez najstarszych mieszkańców miasta? I czy słusznie ten dziwak i samotny inwalida z powojennego Szczecina nazywany jest dziś „Rzeźnikiem z Niebuszewa”?

ŚLUSARZ Z MEDALAMI

Ze względu na duży odsetek mieszkańców pochodzenia żydowskiego
Niebuszewo tuż po wojnie nazywane także "Lejbuszewem".
   Joseph Zyppeck pochodził z mieszanej rodziny. Jego ojciec (również nazywał się Joseph Zyppeck) był Niemcem, matka (Jadwiga, z domu Śliwa) Polką. Rodzina ledwo wiązała koniec z końcem. Ich jedyne dziecko przyszło na świat 20 sierpnia 1895 roku w Opolu. Od najmłodszych lat doskonale mówił zarówno po niemiecku, jak i po polsku. On sam uważał się za Niemca, jednak w aktach procesowych napisano, że był Polakiem.

   Był ślusarzem. Tuż po wybuchu I wojny światowej zaczął pracować w tym zawodzie na kolei. Nie był szczególnie lubiany w swoim miejscu pracy. Zawsze cichy i spokojny, trzymał się na uboczu i stronił od ludzi.

Plan Szczecina z zaznaczoną na
niebiesko dzielnicą Niebuszewo.
   W roku 1915 został powołany do wojska i wysłany na front. Był chwalonym żołnierzem, który za odwagę otrzymał dwa medale. Zapłacił za to zdrowiem – w roku 1917 został ciężko ranny w prawą nogę i konieczna była amputacja. To pogrzebało jego marzenia o karierze wojskowej. Nie mogąc pogodzić się z wynikiem wojny, tuż po jej zakończeniu wstąpił do Komunistycznej Partii Niemiec (KPD, Kommunistische Partei Deutschlands), za co został aresztowany i skazany na 3 miesiące więzienia. Po wyjściu na wolność wrócił do pracy na kolei, a także ożenił się z nieznaną z imienia Polką. Rodzina Zyppeck wiodła spokojne życie i wkrótce powiększyła się o dwóch synów.

   Gdy we wrześniu 1939 roku wybuchła kolejna wojna, Joseph zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu. Nie został jednak przyjęty z powodu swojego kalectwa (miał protezę prawej nogi). Był jednak dumny ze swoich synów, którzy trafili na front. Jego radość nie trwała długo – starszy syn poległ na froncie wschodnim, młodszy zaginął podczas działań wojennych gdzieś na Śląsku. Niedługo później stracił również żonę, która zginęła podczas bombardowania Opola przez wojska alianckie 18 grudnia 1944 roku. Joseph Zyppeck został sam i w ostatnich dniach wojny trafił do Szczecina…

GDY ZYPPEK STAŁ SIĘ CYPPKIEM

Drzwi wejściowe do kamienicy, w której
mieszkał Józef Cyppek.
   Wczesną wiosną 1945 roku w Szczecinie pozostała niewielka, bo licząca około 6 tysięcy osób, grupa mieszkańców narodowości niemieckiej. Jednak późniejsze zawirowania polityczne, związane z przynależnością państwową miasta sprawiły, że wielu Niemców zdecydowało się na powrót. Gdy 5 lipca 1945 roku Szczecin oficjalnie przekazano Polsce, w mieście mieszkało niemal 90 tysięcy Niemców. Po przejęciu przez Polaków władzy nad miastem rozpoczęły się wysiedlenia dotychczasowych mieszkańców. Zyppek robił wszystko, aby opuścić miasto, jednak nie uzyskał na to zgody polskiej administracji. Przeszkodził mu w tym fakt, że w połowie był Polakiem, a polskie władze potrzebowały fachowców takich jak on, potrzebnych do odbudowy miasta. Właśnie wtedy otrzymał nowe dokumenty, w których jego imię i nazwisko zmieniono z „Joseph Zyppek” na bardziej polskie – „Józef Cyppek”. Nie miał wyjścia – musiał pogodzić się ze swoim losem…

   Już jako Polak otrzymał mieszkanie na ulicy Wawrzyniaka i podjął pracę jako ślusarz w zajezdni tramwajowej. Ożenił się z miejscową prostytutką i sutenerką Helgą (znaną w swoim środowisku jako Margarita) – Niemką, która uniknęła przesiedlenia. Wkrótce Cyppek znów został sam. Milicja aresztowała Helgę za swoją działalność i kobieta trafiła do więzienia. Józef został przeniesiony do kamienicy na ulicy Wilsona 7 (dzisiejsza ulica Niemierzyńska 7), i zamieszkał na parterze pod numerem 3, w okrytej złą sławą dzielnicy Niebuszewo, gdzie przesiedlano ludzi, którzy w opinii władz miasta należeli do obywateli „gorszej kategorii”. Na przełomie lat 40. i 50. XX wieku kwaterowano tam najpierw drobnych przestępców, a później także Niemców i Żydów (ze względu na znaczny odsetek tych ostatnich, dzielnicę zwano również „Lejbuszewem”).

   Cyppek stronił od nowych sąsiadów i z nikim nie chciał utrzymywać towarzyskich kontaktów. Znikał na całe noce. Nikt nie wiedział, co robił i dokąd chodził. Wśród współmieszkańców kamienicy miał opinię dziwaka, który często krzyczał na osoby, zakłócające spokój w sąsiedztwie. Najbardziej przeszkadzały mu bawiące się dzieci i plotkujące pod jego oknami kobiety.

Ul. Niemierzyńska (dawna Wilsona), widziana od strony ul. Krasińskiego.


DANIE Z SERCA I WĄTROBY...

Irena Jarosz, jedyna potwierdzona
ofiara "rzeźnika z Niebuszewa".
Nikt nie wie, ile ludzkich żyć miał
na sumieniu Józef Cyppek.
   Gdy Helga odsiadywała swój wyrok w więzieniu, do mieszkania Józefa wprowadził się młody blondyn. Zaciekawionym sąsiadom Cyppek odpowiadał, że to jego zaginiony syn i na tym urywał wszelkie wyjaśnienia. Po pewnym czasie mężczyzna zniknął i już więcej się nie pojawił. Nikt nigdy nie dowiedział się kim naprawdę był ten młody mężczyzna. Od tego momentu Cyppek stał się jeszcze bardziej gburowaty i zamknięty w sobie. Nie rozmawiał z nikim, a jego jedyną rozrywką były seanse filmowe w pobliskim kinie „Młoda Gwardia” (późniejsze kino „Polonia”). I pewnie już do końca swojego życia Józef pozostałby dla wszystkich niegroźnym dziwakiem, gdyby nie czyn, którego Cyppek dopuścił się 11 września 1952 roku…

   Późniejsze śledztwo wykazało ponad wszelką wątpliwość, co wydarzyło się tego dnia na ulicy Wilsona 7. Józef Jarosz, mieszkający w tej samej kamienicy, co Cyppek, wrócił do domu wcześniej niż zwykle. W mieszkaniu zastał swoją sąsiadkę Zofię, która opiekowała się jego kilkumiesięcznym dzieckiem. Kobieta była umówiona z żoną Jarosza, 20-letnią Ireną. Gdy przyszła o ustalonej porze, w mieszkaniu znajdowało się tylko dziecko. Młoda matka zaginęła bez śladu. Dodatkowo z domu zniknęła pierzyna. Brakowało również koca, prześcieradła, garnituru i dwóch męskich zegarków. Zaniepokojony mąż zaginionej rozpoczął poszukiwania. Podczas przeszukiwania sąsiedztwa Jarosz przypadkiem zajrzał przez okno do mieszkania Józefa Cyppka. Dostrzegł pierzynę, która należała do jego żony. Próbował dostać się do środka, jednak zarówno drzwi, jak i okna były zamknięte. Przerażony zawiadomił milicję.

Pierzyna państwa Jaroszów, znaleziona przez milicjantóww domu Cyppka.
   Przybyli na miejsce funkcjonariusze postanowili poczekać na powrót Cyppka, który w tym czasie przebywał w kinie na seansie filmu „Wilhelm Tell”. Gdy wrócił, bez żadnych oporów wpuścił milicjantów do środka. Według milicyjnych notatek, oczom mężczyzn ukazał się makabryczny widok:
„W pokoju na kanapie leżały zwłoki kobiety, z odciętą głową, rękami, nogami i wyciągniętymi wnętrznościami. Ręce i jedno udo przy szafie. Wnętrzności – w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie, krzesłach i drzwiach czerwone plamy – część nieudolnie pościerana. Na półce przy kaflowej kuchni miska do połowy wypełniona czerwoną cieczą. Obok maszynka do mielenia mięsa ze śladami mielenia. Na talerzach serca i wątroba ludzka. Na stole, na patelni niedojedzona jajecznica z jakimś tłuszczem. Obok chleb ze smalcem, sałatka z pomidorów i kawałek surowego mięsa, chyba wołowego. Po mieszkaniu walały się butelki po piwie i wódce.”


Jarosz potwierdził, że zamordowana kobieta to jego żona. Obecny na miejscu zbrodni milicjant spisał wszystko w swoim raporcie:
„W toku dalszej rewizji w mieszkaniu oskarżonego Cyppka Józefa ujawniono leżące na kanapie pokawałkowane zwłoki płci żeńskiej które rozpoznał ob. Jarosz jako zwłoki jego żony Ireny po ogólnym wyglądzie i budowie.”

Kuchnia w mieszkaniu Józefa Cyppka. W tym własnie miejscu
"rzeźnik z Niebuszewa" poćwiartował zwłoki 20-letniej Ireny Jarosz.
   Józef Cyppek został natychmiast aresztowany, zakuty w kajdany i odwieziony do aresztu. Lekarz, który przeprowadzał sekcję zwłok odnotował:
„Brak głowy – nie wiadomo więc, co było przyczyną śmierci”
   Inny lekarz dopisał na końcu sprawozdania z sekcji:
„Sposób poćwiartowania zwłok – jednorazowe cięcia, bez powtórzeń, równo w stawach i wydobycie narządów wewnętrznych świadczą o pewnej fachowości sprawcy, wprawnej technice cięcia.”

   Władze postanowiły rozprawić się bezwzględnie z mordercą. I to jak najszybciej. Sąd zdecydował się jednak utajnić proces ze względu na obawy, że niemieckie pochodzenie oskarżonego może wywołać w Szczecinie antyniemieckie nastroje oraz doprowadzić do „niepokojów społecznych” i zamieszek, a nawet do pogromów mniejszości niemieckiej.

MĄKA ZA SEKS

Akt oskarżenia przeciwko Józefowi Cyppkowi.
   Już dwa dni po odkryciu makabrycznej zbrodni do sądu trafił akt oskarżenia „rzeźnika”, który został oskarżony o dokonanie zbrodni na tle seksualnym. Mężczyzna do wszystkiego się przyznał, a podczas przesłuchań dokładnie opowiedział o szczegółach dokonanego morderstwa. Józef Cyppek zeznał, że 20-letnia Irena Jarosz od dawna mu się podobała. Gdy feralnego dnia zapukała do jego drzwi, aby pożyczyć szklankę mąki, Cyppek postanowił wykorzystać sytuację. W zamian za mąkę, zaproponował sąsiadce odbycie stosunku płciowego. Gdy kobieta odmówiła, mężczyzna w gniewie zatłukł swoją ofiarę młotkiem. Po dokonaniu zbrodni rozczłonkował ciało, a odciętą głowę zatopił w pobliskim jeziorze zaporowym Rusałka (położonym w północnej części Parku Kasprowicza, przy ulicy Słowackiego). Resztę ciała zamierzał wynieść w częściach z domu i także zatopić. Dodał również, że pierwotnie planował zakopać ciało w lesie, jednak zrezygnował z tego pomysłu, gdyż nie posiadał łopaty.

Akta sądowe zawierają makabryczne zdjęcia wykonane
na miejscu zbrodni, w mieszkaniu Cyppka.
 
    Proces rozpoczął się 17 września 1952 roku i zakończył tego samego dnia. Przyznanie się Cyppka do popełnienia zbrodni sąd uznał za najmocniejszy dowód jego winy. Znaleziono także wytłumaczenie rozbieżności pomiędzy wynikami sekcji zwłok (zbrodni dokonała osoba doświadczona w porcjowaniu mięsa), a umiejętnościami Cyppka (z zawodu był ślusarzem) – wykazano, że znaleziona w jego mieszkaniu niemiecka książka lekarska wystarczyła, aby morderca uzyskał wystarczającą wiedzę na temat fachowego rozczłonkowania ciała.

   Obciążające były również zeznania przesłuchiwanych w trakcie śledztwa sąsiadów, którzy opowiadali o dziwnym zachowaniu Cyppka zarówno przed, jak i po morderstwie. Jedna z kobiet, niejaka Wanda Tonder, opowiedziała milicjantom o tym, jak tuż po zaginięciu Ireny, Cyppek w sposób bardzo ironiczny ubolewał nad faktem, że „Jaroszowa pozostawiła swoje dziecko na pastwę losu”.

   Józefa Cyppka uznano za winnego i skazano na karę śmierci przez powieszenie. Będąc w więzieniu skazaniec poprosił ówczesnego Prezydenta RP Bolesława Bieruta o łaskę. Ta nigdy nie nadeszła i 3 listopada 1952 roku o godzinie 17:45 Cyppek został powieszony…

ILE GŁOSÓW, TYLE LEGEND…

Kamienica przy ul. Niemierzyńskiej 7 w Szczecinie.
Przez wiele latnikt nie chciał zamieszkań w lokalu nr 3,
w którym wcześniejmieszkał morderca Józef Cyppek.
   Śmierć Cyppka na szubienicy dała początek legendzie. Fakty wymieszały się z mitami, a plotki zaczęły żyć własnym życiem. Tak oto narodził się „rzeźnik z Niebuszewa”, okrutny seryjny morderca i kanibal, który pod osłoną nocy mordował kobiety i dzieci, a z ich mięsa przyrządzał bigos, który sprzedawał później na miejskim targu. Nagle okazało się, że mieszkańcy okrytej złą sławą kamienicy przy Wilsona 7 wszystkiego się domyślali. Każdy czuł charakterystyczną woń, wydobywającą się z mieszkania nielubianego dziwaka i słyszał dziwne odgłosy.

   Szybko pojawił się również motyw handlu ludzkim mięsem, o którym wszyscy w Szczecinie szeptali, ale nikt nie miał odwagi mówić tego głośno. Według tej legendy, Cyppek pozostawał w dobrych stosunkach z rzeźnikami pracującymi w masarni przy ulicy 3 maja. I to właśnie im sprzedawał rozczłonkowane części ciał swoich ofiar, głównie dzieci. W historii tej znalazło się również miejsce dla wspólniczki rzeźnika – bileterki z kina „Młoda Gwardia”, która miała odsyłać do Cyppka niewinne ofiary – najczęściej dzieci, którym zabrakło kilku groszy na bilet do kina.

Ludzie opowiadali, że "rzeźnik z Niebuszewa"
swoje ofiary ćwiartował w podziemiach dzisiejszego
Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa ZUT.
   Ile prawdy jest w tych wszystkich opowieściach o szczecińskim kanibalu? Faktem jest to, że Józefa Cyppka oskarżono i skazano wyłącznie za jedno morderstwo, dokonane na Irenie Jarosz. I w zasadzie tylko to jest dziś pewne. Akta procesowe nie zawierają natomiast nawet najmniejszej wzmianki o zamordowanych dzieciach. Nie ma tam również nic na temat handlu ludzkim mięsem. W późniejszych wersjach tej opowieści mówiono także o tym, jak Cyppek swoje kolejne ofiary rozczłonkowywał w podziemiach gmachu dzisiejszego Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego na ulicy Słowackiego.

   Notatka milicyjna wspomina o talerzach, na których znajdować się miały ludzie organy, takie jak wątroba i serce, jednak zarówno podczas przesłuchania Cyppka, jak i w trakcie późniejszego procesu nie zadano oskarżonemu ani jednego pytania na temat tego znaleziska – zupełnie tak, jakby milicyjna notatka znalazła się w aktach sprawy dopiero po procesie.

   Kilka tygodni po egzekucji „rzeźnika” postanowiono osuszyć jezioro Rusałka. Na dnie zbiornika odnaleziono wtedy kilka (niektóre źródła mówią o kilkunastu) ludzkich czaszek, głównie dziecięcych. Nikt wtedy nie potrafił odpowiedzieć na pytanie do kogo owe czaszki należały i jak się tam znalazły. Wiadomość o tym makabrycznym odkryciu szybko rozniosła się wśród ludzi. Po jakimś czasie powiązano ten szczegół z historią „rzeźnika z Niebuszewa” i tak już zostało. Znalezisko idealnie pasowało do historii o kanibalu Cyppku.

   W kolejnej wersji legendy Cyppek stał się byłym SS-manem. Pamięć o niedawnych niemieckich zbrodniach wojennych wzmacniała wrogość polskich mieszkańców Szczecina do wszystkiego, co Niemieckie. Nagle Józef Cyppek przestał był pół-Polakiem i stał się czystym Niemcem, a w dodatku SS-manem. Tylko ktoś taki mógł dopuścić się tak potwornych zbrodni. Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, iż Józef Cyppek nie miał najmniejszych szans na przyjęcie do SS. Wykluczało go kalectwo (miał protezę nogi), wykluczał również zbyt niski wzrost (158 cm).

Współczesny widok jeziora Rusałka. Tam Józef Cyppek utopił głowę Ireny Jarosz.


CO WIEDZIAŁA STARSZA SIOSTRA?

Protokół oględzin zwłok Ireny Jarosz z dnia 11 września 1952 roku.
Czerwonymi liniami zaznaczono miejsca, w których ciało kobiety
zostało rozczłonkowane przez Józefa Cyppka.
   Nic nie wskazuje na to, że Józef Cyppek miał stragan, sklep lub inne miejsce, gdzie mógłby sprzedawać wyroby z ludzkiego mięsa. Znał za to dobrze dwóch rzeźników (Niemców Güntera i Hansa) i pracownicę masarni Johannę, którzy na szczecińskim bazarze sprzedawali robiony przez siebie bigos. Nie ma jednak żadnych dowodów, że potrawa ta zawierała ludzkie mięso. Istnieje hipoteza mówiąca, że Cyppek sam był kanibalem. Także tutaj brak jest jakichkolwiek dowodów, a Józef nigdy się do tego nie przyznał. Wątpliwości mogą natomiast budzić niektóre jego zeznania złożone przed i w trakcie procesu. Świadkowie, którzy byli na sali rozpraw, opisywali oskarżonego jako „człowieka o wyglądzie kogoś, kto został dotkliwie pobity”. Czy zatem zeznania „rzeźnika” zostały wymuszone pobiciem lub torturami, jak chce tego jedna z kolejnych wersji tej historii? Również na to nie ma dowodów. Istnieje jednak pewna historia, która sprawia, że zbrodnia Józefa Cyppka przestaje być tak oczywista…

W miejscu, gdzie mieściła się kuchnia
Cyppka, dziś znajdują się toalety.
   Na ulicy Szczecińskiej, niespełna 3 kilometry od miejsca, gdzie mieszkał Józef Cyppek, stał poniemiecki dom. W latach 1949-1952 mieszkała tam rodzina Szambelanów – szewc z żoną i dwiema nieletnimi córkami. W czasach, gdy zdobycie mięsa graniczyło niemal z cudem, starsza siostra pani Szambelanowej nawiązała zażyłą znajomość z rzeźnikami, których nielegalna oficyna mieściła się w jednej z kamienic na Niebuszewie. Dzięki temu mogła bez kolejki nabywać świeże produkty mięsne dla swojej rodziny. Pewnego dnia ową rzeźnię zamknięto, a pracujących tam rzeźników aresztowano. Niewiele osób wiedziało dlaczego. Wiedziała jednak starsza siostra pani Szambelanowej, która po kilkudziesięciu latach zdradziła swoim dzieciom prawdziwy powód zamknięcia nielegalnej rzeźni.

   Był rok 1952. W mieszkaniu przylegającym do masarni, żona poinformowała swojego męża, że idzie z wizytą do ich znajomej, mieszkającej w sąsiedniej kamienicy. Gdy kobieta długo nie wracała do domu, zaniepokojony mąż rozpoczął poszukiwania. Odwiedził ową znajomą, która twierdziła, że jego żona wyszła od niej kilka godzin wcześniej. Wracając, mężczyzna przez otwarte okno masarni dostrzegł wiszącą na wieszaku damską sukienkę. Była to ta sama sukienka, w której jego żona wyszła z domu. Próbował wejść do lokalu, jednak drzwi były zamknięte. Wezwany dozorca kamienicy oznajmił mężczyźnie, że zwykle o tej porze rzeźnicy spędzają czas w pobliskim kinie. Przybyli na miejsce milicjanci wyważyli drzwi i wtedy ich oczom ukazał się makabryczny widok – na stole rzeźniczym leżało ciało nagiej kobiety z odciętą głową. Była to zaginiona żona.

Podwórze kamienicy na Niemierzyńskiego 7.
Zachowały się oryginalne drzwi do piwnicy Cyppka
(na zdjęciu po prawej od bramy).
   Kilka chwil później rzeźnicy zostali aresztowani w kinie. W trakcie przesłuchania przyznali się do morderstwa i opowiedzieli jak do niego doszło. Kobieta, która prawdopodobnie w drodze powrotnej chciała kupić porcję mięsa, weszła do oficyny przez tylne drzwi, których rzeźnicy zapomnieli zamknąć. Tym samym stała się świadkiem ćwiartowania ludzkich zwłok, w celu przerobienia ich na mięsne porcje. Złapani na gorącym uczynku rzeźnicy stwierdzili zgodnie, że nie mają innego wyjścia – muszą zabić świadka.

   Opowieść ta, poza drobnymi szczegółami, łudząco przypomina historię o Józefie Cyppku. Zgadza się rok, miejsce wydarzeń, sposób odnalezienia zwłok zamordowanej kobiety. Czy zatem nie mogło być tak, że morderstwo, które popełnił Cyppek, wskutek przeinaczonych plotek zostało powiązane z historią zbrodni w nielegalnej masarni ze szczecińskiej dzielnicy Niebuszewo? A może zrobiono to celowo? Istnieje wszak teoria, która mówi wprost, że zbrodnię Józefa Cyppka wykorzystało Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego do zatuszowania wcześniejszej zbrodni, w którą zamieszany miał być bardzo wpływowy żydowski gang rzeźników, sprzedający na szczecińskim targu ludzkie mięso. Cyppek jako nielubiany pół-Niemiec, pół-Polak, dziwak i samotnik miał stać się idealnym kozłem ofiarnym, a celowo rozpowszechniane plotki zrobiły swoje…

   Dodatkowe wątpliwości może budzić to, że „Kurier Szczeciński”, który zazwyczaj bardzo chętnie drukował informacje kryminalne i tanie sensacje, nie napisał nic na temat zbrodni, popełnionej przez Józefa Cyppka, o której głośno było w całym Szczecinie. Gazeta ograniczyła się wyłącznie do krótkiej wzmianki, w dniu 19 września 1952 roku, o wyroku skazującym, który zapadł dwa dni wcześniej. Czy komuś zależało, aby media nie zajmowały się tym tematem? Brzmi to może niewiarygodnie, ale należy pamiętać, że w historii „rzeźnika z Niebuszewa” nic nie jest pewne…

SERYJNY CYPPEK?

Domniemany grób Józefa Cyppka.
   Ile osób na sumieniu miał Józef Cyppek? Choć nie był on ani lekarzem, ani rzeźnikiem – precyzja, z jaką miał rozczłonkować ciało Ireny Jarosz każe przypuszczać, że jego ofiar mogło być więcej. W latach 1948-1951 grasował w Szczecinie nieuchwytny seryjny morderca, który swoje ofiary mordował, a następnie ćwiartował i podrzucał w różnych częściach miasta. W roku 1948 pasażerowie pociągu na trasie Szczecin-Poznań odkryli w pozostawionej walizce kobiece dłonie i stopy.

   W tym samym czasie w jednej z dzielnic Szczecina bawiące się dzieci znalazły w porzuconej na placu zabaw beczce na smołę ludzki korpus. Niedługo potem, w jednej z piwnic znalezione zostały dwa ciała pozbawione głów i nóg. Według milicji sprawcą tych wszystkich zbrodni była ta sama osoba. Czy był to Józef Cyppek? Czy tylko kilka podobnych historii, z biegiem lat, splotło się w jedną legendę, której głównym bohaterem został Cyppek? Może tak, może nie. Tego nie dowiemy się już nigdy…

Krótka informacja o
skazaniu Józefa Cyppka na
karę śmierci, opublikowana
w "Kurierze Szczecińskim"
w dniu 19 września 1952 roku.
   Po „rzeźniku z Niebuszewa” nie pozostało dziś wiele. Nie ma żadnej fotografii z podobizną Cyppka. Brak także zdjęć lub nagrań z procesu. Są tylko skąpe akta sądowe, ukryte gdzieś w podziemiach szczecińskiego Sądu Okręgowego. Ludzie, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń dawno odeszli, zostawiając po sobie jedynie mglisty obraz swoich wspomnień, przekazanych po latach swoim dzieciom i wnukom. Jedna z jego ówczesnych sąsiadek tak wspominała o tamtych wydarzeniach po kilkudziesięciu latach:
„Wtedy mięsa nie było. On mielone robił i sprzedawał. Ja mieszkałam na pierwszym piętrze, to u mnie przez jakiś czas strasznie śmierdziało, bo tam pod spodem było mieszkanie i w tej piwnicy on tam to wszystko robił. On musiał chyba dość długo robić to”

   Po kilku dekadach rodzi się jednak pytanie – czy ludzie, którzy razem z „rzeźnikiem” mieszkali w kamienicy na Wilsona 7, zapamiętali prawdziwego Józefa Cyppka? A może zapamiętali wyłącznie miejską legendę o nim…?

POSTSCRIPTUM…

   Po śmierci Józefa Cyppka, jego mieszkanie w kamienicy przez wiele lat było puste. Nikt nie chciał tam zamieszkać. Po jakimś czasie część lokalu przydzielono do sąsiedniego mieszkania. Mieścił się tam zakład szewski, później lokal sprzedano prywatnej firmie. Kuchnia, w której odnaleziono rozczłonkowane zwłoki Ireny Jarosz, została przerobiona na schowek gospodarczy i toalety.

   Na szczecińskim Cmentarzu Centralnym znajduje się zaniedbany, bezimienny grób (kwatera 11, rząd 8, numer grobu 5). W archiwach cmentarza mogiła ta jest opisana jako miejsce spoczynku Józefa Cyppka. Zgadza się data urodzenia i data śmierci. Nie ma jednak pewności, czy spoczywające tam szczątki należą do „Rzeźnika z Niebuszewa”  Podobno regularnie ktoś anonimowy stawia na tym grobie zapalony znicz. Ktoś o Cyppku pamięta inaczej niż wszyscy. Ktoś go wciąż odwiedza…

9 komentarzy:

  1. Kolejny ciekawy artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkałam w Szczecinie i nigdy nie słyszałam o tym. Świetny artykuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ma się czym chwalić. Bardzo znana rzecz.

      Usuń
  3. Czuytalam o tym juz dawno.dzis widząc zdjecia o malo nie zwymiotowzlam.takich miejsc jest w szczecinie wiecej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedys mieszkala tam moja ex dziewczyna i pamietam ze zawsze kiedy tam jezdzilem szczegolnie wieczorami to bylo tam tak cicho, ponuro wrecz upiornie. A nie bylo to tak dawno temu bo zaledwie 15, na ul Slowackiego na przeciwko Jeziora Rusalka tam gdzie ten rzeznik resztaki swoich ofiar.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nikt go nie odwiedza... Po latach został tam pochowany inny mężczyzna...

    OdpowiedzUsuń
  6. Został... Ale ciało Cyppka nadal tam jest a grób pozostaje nieoznaczony

    OdpowiedzUsuń