niedziela, 26 października 2014

Masakra w Lesie Teutoburskim

   Na bagnach Germanii, jesienią 9 roku n.e., zostały unicestwione trzy rzymskie legiony. Bitwa ta, stoczona w Lesie Teutoburskim, stała się punktem zwrotnym w historii Europy. Imperium Rzymskiemu nie udało się podbić barbarzyńskich ziem Germanów, wycofali się więc do swych fortów nad Renem i Dunajem. Europa została podzielona. Tak narodziła się germańska legenda - oto największa potęga militarna starożytnego świata uległa silnemu sojuszowi miłujących wolność dzikich plemion.


   Armia rzymska w sile trzech legionów pod dowództwem Publiusza Kwintyliusza Warusa została zwabiona w zasadzkę i zaatakowana w Lesie Teutoburskim przez siły Cherusków, Marsów i Brukterów. Bitwa skończyła się największą masakrą armii rzymskiej na obcej ziemi od czasów klęski pod Carrhae w 53 r. p.n.e. Dla cesarza Oktawiana Augusta porażka z barbarzyńcami była nie do zaakceptowania, tym bardziej, że Germanami dowodził Arminius - obywatel Rzymu...



GERMANIA - ZIEMIA WŁÓCZNIKÓW

   W I wieku p.n.e. Rzym był najpotężniejszym imperium, jakie widział świat. Jego armie opanowały Bliski Wschód, Afrykę, Hiszpanię i Galię. Chcąc rozszerzyć swoją władzę i wpływy, Rzymianie skierowali swoją uwagę na lasy położone na północ od Renu. Były to tereny zdominowane przez niewielkie plemiona. Juliusz Cezar nazywał te ziemie Germanią. Mieszkało tutaj ponad 20 tysięcy barbarzyńskich wojowników, prowadzących między sobą niezliczone wojny plemienne. Od zawsze czynili oni  wypady na rzymskie terytoria. Ich najważniejsza bronią była prosta włócznia, którą barbarzyńcy posługiwali się z zadziwiającą sprawnością. Starogermańskie słowo "ger" oznaczające włócznię lub oszczep, dało nazwę całemu krajowi - "Germania", czyli "ziemia włóczników"...

Mapa przedstawiająca rozmieszczenie północnych plemion Germanii.


STRACH SIŁĄ GERMANINA

Rzymski centurion.
   Legion liczył 10 kohort, co stanowiło 4800 ciężkozbrojnych żołnierzy, choć oczywiście liczba ta wcale nie musiała być stała. Żołnierze bywali na urlopach, chorowali, były też „naturalne" ubytki wojenne. Z drugiej strony bez specjalnych ograniczeń zwiększano liczebność legionu bez zwiększania liczby kohort, żeby nie komplikować dowodzenia. porządku marszowego i obozowego. Po prostu ponownie zaciągano osiedlonych w pobliżu weteranów. Dlatego legion mógł znacznie przekroczyć ów „regulaminowy" stan 4800 ludzi, a nadal pozostawał legionem. Do legionu zaciągano tylko obywateli rzymskich. Według Wegecjusza, starano się, aby byli to ludzie sprawni fizycznie, bez widocznych wad postawy, raczej szczupli, młodzi i zdrowi. Zalecano, by zaciągać ludzi o wzroście jak najwyższym, najlepiej 6 stóp (około 177-178 cm). W praktyce tacy ludzie uchodzili wtedy za bardzo wysokich i trudno byłoby, zwłaszcza w Italii, znaleźć ich tylu, by w pełni obsadzić wszystkie  legiony. W rzeczywistości zaciągano też ludzi znacznie niższych, byle tylko byli silni. Wzrost większości żołnierzy nie przekraczał 170 cm. Natomiast do pierwszej kohorty przydzielano najwyższych dostępnych żołnierzy.

   O organizacji i uzbrojeniu Germanów nie można powiedzieć zbyt wiele, gdyż w tamtym czasie nie wypracowali jeszcze  tak skomplikowanych norm życia społecznego i politycznego jak ich rzymscy przeciwnicy. Nie mieli także takich struktur dowodzenia, praktyki wojennej, zasad przekazywania wiedzy czy wreszcie uzbrojenia i regulaminów. Podczas, gdy Rzymianie symbolizowali to, co najbardziej rozwinięte technicznie i organizacyjnie, to Germanie stanowili tego całkowite zaprzeczenie. Nie pozostawili po sobie żadnych źródeł pisanych. Opierali się wyłącznie na tradycji ustnej, a taki rodzaj przekazywania informacji zbyt łatwo mieszał się z legendami i wyobraźnią tych, którzy ją przekazywali.

Gajusz Juliusz Cezar.
  Rzymscy autorzy (głównie Gajusz Juliusz Cezar i Tacyt) uzupełniali te legendy własnymi obserwacjami i wnioskami.  Czasami celowo mijali się z prawdą, by wpływać na opinie swoich odbiorców. W przypadku Cezara adresatami jego pamiętników byli senatorowie, czyli jego przeciwnicy polityczni, których zamierzał oczarować wspaniałością własnych zwycięstw i natchnąć podziwem dla swojego geniuszu wojskowego. Natomiast moralizator Tacyt, starający się pisać rzetelnie, jednak z pewną ironią, prawdopodobnie osobiście nigdy w Germanii nie był. Jedynie słyszał i czytał wiele o jakże imponujących obyczajach barbarzyńców. 

   Wojownicy germańscy przewyższali Rzymian jedynie wzrostem. Często zdarzali się wojownicy o wzroście 190 cm. Pod każdym innym względem nie mogli się równać do swoich rzymskich przeciwników. Posługiwali się prymitywną bronią, a w walce brakowało im dyscypliny. Po mistrzowsku opanowali jednak jedną brutalną i skuteczną broń - strach. Głównie atakowali po zmierzchu, a ich groźny wygląd miał na celu przestraszenie wroga. Malowali swoje twarze i ciała na czarno, podkradali się i uderzali pod osłoną nocy. Nieprzyjaciel niczego nie widział do chwili, gdy dostrzegał ich oczy. Potem przychodziła śmierć...

GDY HERMANN STAŁ SIĘ ARMINIUSEM...

Pomnik Hermanna (Arminiusa) w miejscowości
New Ulm (stan Minnesota), USA. Został on
ufundowany przez niemieckich imigrantów w roku 1897.
  W roku 12 p.n.e. Ren był granicą między Imperium Rzymskim a germańskimi ziemiami plemiennymi. Cesarz August zdecydował się chronić odsłoniętą wschodnią flankę imperium w Galii. Germanowie mieli zostać zmuszeni do uległości. Niektóre plemiona walczyły, inne - jak Cheruskowie - stały się sojusznikami Rzymu. Plemię to żyło pod władzą rzymską nad brzegami rzeki Wezery. Cheruskim wodzem był Segimerus, należący do arystokracji plemiennej. Zdecydowanie sprzeciwiał się sojuszowi z rzymskim okupantem. Starszyzna była innego zdania, co sprawiło, że za swojego wodza obrała Segestesa, zwolennika pokoju z Rzymem. Segimerus zmuszony został do uznania nowego przywódcy i jego decyzji. Wiązało się to przymusem wypełnienia warunków przymierza z Imperium. Jego synowie musieli zostać oddani okupantowi, jako zakładnicy i gwarancja pokoju. Segestes osobiście zjawił się w domu Segimerusa, by dopilnować przekazania chłopców. Starszyzna uznała, że to poświęcenie jest konieczne dla dobra ich plemienia. Zrozpaczony ojciec dobrze wiedział, że może już nigdy nie zobaczyć swoich synów, Flawusa i Hermanna, którzy mieli wkrótce stać się Rzymianami. Hermann przyjął łacińskie imię Arminius. Nikt w Rzymie nie przypuszczał wtedy, że imię Arminius stanie się dla Imperium przekleństwem, a dla Germanów - legendą...

   Arminius urodził się prawdopodobnie w roku 16 p.n.e. Od najmłodszych lat wiedział, że jego szlacheckie pochodzenia zobowiąże go w przyszłości do rządzenia. Raczej nigdy nie strudził się pracą w polu. Dzieciństwo upłynęło mu na zabawach z rówieśnikami, łowach i rywalizacji z innymi chłopcami w sztuce posługiwania się bronią. Inteligentny i silny młodzian szybko dostał oznaki dojrzałości - frameę (włócznię) i tarczę. Mógł też uczestniczyć w naradach dorosłych. A było czego słuchać, gdyż od jego urodzenia głównym tematem narad wojennych była walka z Rzymianami.

   Po przybyciu do Rzymu Arminius odbył rzymskie przeszkolenie wojskowe, po czym zaczął służyć w rzymskiej armii. Brał udział między innymi w stłumieniu powstanie w prowincji Panonia (łac. Pannonia - obszar obecnych Węgier, Austrii i części Bałkanów) jako kapitan oddziału germańskich jeźdźców. Za swoje zasługi otrzymał rzymskie obywatelstwo. Młody szlachcic z plemienia Cherusków stał się częścią olbrzymiej machiny wojennej Imperium Rzymskiego. Pisano o nim, że był "niezwykle dzielny i zdolny, jak na Germanina"

"FIZYCZNIE OTYŁY, DUCHOWO SPEŁNIONY"

   W 7 roku n.e. cesarz August ustanowił nowego gubernatora Germanii. Misję przekształcenia podbitych terenów w prowincję powierzono 54-letniemu Publiuszowi Kwintyliuszowi Warusowi. Miał już za sobą wiele szczebli urzędniczej kariery: był kwestorem, legatem w randze pretorskiej, konsulem, prokonsulem Afryki oraz namiestnikiem Syrii. W Rzymie mówiono o nim, że był "fizycznie otyły, duchowo spełniony". Do Germanii Warus z liczną świtą (kilka tysięcy ludzi), a swoje rządy rozpoczął od oszacowania prowincji, co wiązało się z nałożeniem nowych podatków, by móc utrzymać coraz bardziej rozbudowaną administrację okupowanego terytorium. To oczywiście nie spodobało się Germanom, jednak tym razem nie doszło do buntu miejscowej ludności.

Moneta z wizerunkiem Warusa.
   W drugim roku swoich rządów Warus postanowił zbudować stolicę prowincji. Mieściła się ona prawdopodobnie w obozie Aliso. Początkowo archeolodzy sądzili, że obóz ten znajdował się blisko źródeł rzeki Lippe, około 130 km od Renu. Dzisiaj historycy uważają, że miejsce to znajdowało się tuż nad rzeką, znacznie bliżej Renu, w Oberaden lub Haltern. Po ostatnich odkryciach archeologicznych uważa się, że główna siedziba Rzymian mieściła się prawdopodobnie w Haltern.

   Służbę w Germanii, na mroźnej północy, większość żołnierzy traktowała jako karę. Byli przerażeni, nigdy nie widzieli tak gęstych i ciemnych puszczy. Po kilku wiekach rozbudowy miast Italia została niemal pozbawiona lasów. Wszechobecna mgła i dziwne, skrzypiące odgłosy, dochodzące ze starych, wyginających się na wietrze drzew, napawały ich prawdziwą trwogą. Żołnierze stacjonujący w tej części Europy, na każdym kroku czuli, że są tam obcy. Puszcze Północy dla cywilizowanego Europejczyka były jądrem ciemności i strachu.  Juliusz Cezar tak pisał o tych terenach:
"Nawet gdyby maszerować przez sześćdziesiąt dni, nie udało by się dotrzeć do krańców tego lasu. Nikt nie wie, gdzie on się kończy."
   Cesarz długo zastanawiał się, kogo oddelegować do pomocy nowemu gubernatorowi. Jego decyzja miała mieć fatalne skutki, gdyż August postanowił wysłać do Germanii Arminiusa. Warus był zadowolony z wyboru. Arminius cieszył się reputacją odważnego, lojalnego i karnego. Znał Cherusków i ich sztukę wojenną, mówił również ich językiem. Po 15 latach nieobecności, Arminius powrócił do swojej ojczyzny...

PRAWO OKUPANTA

Rzeka Wezera, płynąca przez ziemie Cherusków.
   W Haltern stacjonowały trzy legiony (XVII, XVIII i XIX), czyli około 20 tysięcy legionistów i kilka tysięcy żołnierzy służb pomocniczych. Legiony te nie miały jednak doświadczenia w walce z germańskimi wojownikami na ich trudnym i niegościnnym terenie. Dla bezpieczeństwa zakazano Cheruskom noszenia mieczy. Bez broni w ręku Germanie nie czuli wolności, jednak czasy się zmieniły i miejscowa ludność czuła się coraz bardziej bezsilna. W celu zademonstrowania swojej potęgi, rzymskie legiony każdego lata maszerowały na wschód. Z twierdz na Renem i Lippe przenosiły się nad Wezerę - ziemię Cherusków. Podróż przez niezbadane puszcze była śmiertelnie niebezpieczna. Nie istniały tam drogi, którymi można było przemieścić żołnierzy i zapasy, korzystano więc z rzeki Lippe. Gdy rzeka zrobiła się zbyt wąska, oddziały zeszły na ląd. Jeźdźcy germańscy pełnili rolę zwiadowców i straży przedniej. Dowodził nimi Arminius. Ponad 20 tysięcy ludzi przedzierało się przez wąską równinę na długości prawie 15 km.

Figurka wojownika z plemienia Cherusków.
   Po dotarciu do celu Warus postanowił narzucić barbarzyńcom prawo rzymskie. Gubernator zaczął rozkazywać Germanom i traktować ich jak niewolników. Żądał danin, a poborcy podatkowi byli nieubłagani, wymuszając na Cheruskach dostaw konkretnych dóbr. Gdy zabrano im skromne zasoby pożywienia, ich niechęć do Rzymu przerodziła się w otwartą nienawiść. Wprowadzone prawo rzymskie tylko pogorszyło sytuację. Idea wydania wyroku po zapoznaniu się z zeznaniami obu stron konfliktu, mocno godziła w germańskie poczucie sprawiedliwości, gdyż wydawanie wyroków w lokalnych sporach było do tej pory przywilejem plemiennej starszyzny. Tylko Bogowie mieli prawo decydować o życiu i śmierci wolnego Germanina, tymczasem to własnie Warus za zwykłą kradzież skazywał Cherusków na ukrzyżowanie. Rzymianie ignorowali uświęcone germańskie tradycje i brutalnie tłumili wszelkie próby buntu. Przywódców zabijano, a ich wsie palono. Czy właśnie wtedy w głowie Arminiusa zrodził się plan wyrwania swoich dawnych rodaków z rąk okrutnego okupanta? Na pewno pamiętał, że opuszczał kraj dumnych i wolnych wojowników. Gdy wrócił zastał ich zastraszonych, zdemoralizowanych i bezsilnych, poddanych tej samej władzy, której on służył...

   Historycy do dzisiaj spierają się o powody, dla których Arminius wystąpił przeciwko swojej nowej ojczyźnie. Źródła rzymskie milczą na ten temat. Być może młody Germanin kierował się planami osobistymi. Jego ambicjom zostania Cheruskim wodzem przeszkadzała obecność Warusa, a poprowadzenie rebelii przeciwko Rzymowi dałoby mu przychylność wszystkich plemion Germanii. Za plecami Rzymian, Arminius potajemnie zwołał plemiona germańskie, by przekonać się, czy wojownicy będą gotowi walczyć przy jego boku. Zjednoczenie plemion nie było jednak łatwe, gdyż większość z nich wciąż wolała walczyć pomiędzy sobą. Segestes mocno protestował przeciwko powstaniu, jednak Arminiusowi udało się przekonać starszyznę do próby wyrwania się z rzymskiej niewoli. Książę Cherusków wiedział, że kilka spokojnych lat osłabiło czujność legionistów. Rzymianie czuli się coraz pewniej i bezpiecznej. Plan Arminiusa zakładał wywabienie legionów Warusa gdzieś w gęste lasy i tam zaatakowanie niespodziewających się niczego żołnierzy. Wszyscy przyjęli ten plan z wielkim entuzjazmem. Sądny dzień miał nadejść bardzo szybko...

SOJUSZ BARBARZYŃCÓW

Piechur germański.
   Do Cherusków przyłączyły się plemiona Brukterów, Chattów i Marsów. Postanowiono użyć podstępu, by wyciągnąć nieświadomych Rzymian w niegościnne dla nich tereny. Chattowie zaczęli upozorować rozpoczęcie groźnych rozruchów i ataków na Cherusków, Ci natomiast zwrócili się do Warusa z prośbą o pomoc. W tym samym czasie Brukterowie symulowali działania wojenne, aby uniemożliwić koncentrację legionów na otwartej przestrzeni. Zadaniem Marsów było zabezpieczenie tyłów wroga i uniemożliwienie odwrotu, zwabionemu w pułapkę wrogowi.

   Warus zwlekał jednak z wydaniem rozkazu wymarszu swoim legionom. Nie miał do dyspozycji lekkozbrojnej piechoty, potrzebnej do walki w trudnym bagnistym i zalesionym terenie. Gdy jednak Arminius zapewnił go, że wsparcia takiego udzielą mu Germanie, Warus nakazał legionom opuszczenie obozu. Plan Arminiusa zaczynał działać. Las Teutoburski - jeden z najgęstszych obszarów leśnych w Europie. Idealne miejsce na zasadzkę. Najsilniejsza armia ówczesnego świata, pomaszerowała przez ten mroczny krajobraz, nieświadoma tego, że tuż za drzewami czyhała śmierć.

PRETEKST ARMINIUSA

   Publiusz Kwintyliusz Warus wyruszył na czele trzech legionów: XVII, XVIII i XIX oraz sześciu kohort wojsk pomocniczych. Siły te liczyły 15 000 ciężkozbrojnych legionistów oraz 3000 żołnierzy wojsk pomocniczych. Rzymska konnica liczyła 2000 jeźdźców (500 Rzymian oraz 1500 Germanów Arminiusa). W sumie było to około 20 000 zdolnych do walki żołnierzy. Za wojskiem maszerowała służba obozowa. W tym przypadku było to około 7000 ludzi, którzy częściowo znali również sztukę wojenną. Dodatkowo z armią podążała spora liczba prawników, kupców oraz zwykłych cywili (w tym kobiety i dzieci). Można przyjąć, że Kwintyliusz Warus prowadził około 30 000 ludzi.

Panorama Lasu Teutoburskiego.
   Siły, jakimi dysponowali Germanie, nie są dokładnie znane. Paweł Rochała w swojej książce "Las Teutoburski 9 rok n.e." szacuje liczbę wojowników na 40 000. Główną siłę stanowili Cheruskowie - było ich około 25 000. Plemiona Brukterów i Marsów liczyły od 10 000 do 15 000 wojowników. Łącznie w stronę Rzymian maszerowało od 45 000 do 65 000 barbarzyńskich wojowników. Na pewno część oddziałów zgubiła drogę lub nie przybyła na czas w wyznaczone miejsca. Wojownicy germańscy uzbrojeni byli głównie w frameę, dwumetrową włócznię o wąskim, krótkim grocie. Broń ta była bardzo skuteczna, można było nią zadawać ciosy kute i rzucać jak oszczepem. Każdy wojownik posiadał kilka takich włóczni, a osłaniał się tarczą o kształcie owalnym lub kolistym, wykonaną z plecionki wierzby, wikliny lub jednej warstwy płaskich desek. Miecz występował u Germanów rzadko i był bronią luksusową. W ich wierzeniach miecze dawały wojownikowi siłę do pokonania wrogów. Ponadto barbarzyńcy uzbrojeni byli we wszystko, czym można było zadać wrogowi śmierć - siekiery, topory i maczugi.

   Na początku września 9 roku n.e. (niektóre źródła podają datę 9 września), po kilku dniach marszu, oddziały Warusa dotarły do wzgórz Lasu Teutoburskiego. Były to ogromne tereny leśne, porośnięte głównie bukami, dębami i brzozami. Właśnie w tym miejscu przebiegała granica między ziemiami Marsów i Cherusków. Tutaj Arminius i jego germańscy zwiadowcy opuścili Warusa, pod pretekstem udania się do swoich współplemieńców po liczne oddziały lekkiej jazdy zbrojnej, które miały wesprzeć Rzymian. Rzeczywisty powód odłączenia się był jednak zupełnie inny - w stronę Lasu Teutoburskiego maszerowały już silne oddziały Cherusków, Brukterów oraz Marsów, więc Arminius udał się w ich stronę, aby objąć dowodzenie nad zjednoczonymi wojskami Germanów.

PIERWSZY DZIEŃ MASAKRY

Uzbrojony legionista.
   Niewiele tekstów źródłowych opisuje tragiczną dla Rzymian bitwę. Ze zrozumiałych powodów rzymscy kronikarze i historycy unikali opisywania szczegółów tej kompromitującej klęski. Na postawie kilku tekstów, które zachowały się do naszych czasów, można jednak ustalić hipotetyczny przebieg starcia.

   Noc poprzedzającą bitwę Rzymianie spędzili w obozie. Gdy o świcie wyruszyli w dalszą drogę (prawdopodobnie na północ od współczesnego Osnabrück), ich kolumna rozciągnęła się na długości 5 km. Wtedy zaczął padać ulewny deszcz, który wąskie leśne ścieżki zamienił w błotniste kałuże, co znacznie utrudniło marsz. Doszło do zatorów, a kolumna wydłużyła się do 15 km. Znaczne zalesienie terenu sprawiło, że centurioni nie widzieli końca swoich centurii. Na ten moment czekali ukrycie za drzewami Germanie. Gdy Arminius wydał rozkaz do ataku, w jednej chwili ze zbocza po obu stronach drogi tysiące wrzeszczących wojowników zaskoczyło niespodziewające się niczego legiony. Wywiązał się zacięty bój, jednak doświadczenie Rzymian pomogło im w obronie. Po uporządkowaniu szyku, odepchnęli barbarzyńców w las, robiąc jednocześnie miejsce dla jazdy, która mogła wesprzeć piechotę. Legionistom udało się uratować tabory pierwszych dwóch legionów.

   Wyczerpawszy zapas oszczepów Germanie przystąpili do walki wręcz, ale nie w każdym miejscu bitwa miała taki sam charakter. Głównym zamierzeniem Arminiusa było odcięcie ostatniego legionu od sił głównych i jego eliminacja. To właśnie z tyłu rzymskiej kolumny toczyły się najcięższe walki. Po opanowaniu chaosu powstałego po ataku, Warus postanowił przedrzeć się do przodu i na dogodnym miejscu założyć obóz. Powoli zapadał zmrok, pomógł on Rzymianom dokończyć budowę. Germanie wiedzieli, że jeszcze nie pokonali wroga, ale sami też byli zmęczeni. Walka ustawała. Ocalałe resztki trzeciego legionu i wojsk pomocniczych nadciągały do obozu jeszcze późną nocą. Bilans walk pierwszego dnia był jednak dla Rzymian niekorzystny. Stracili około 5000 żołnierzy i 3000 cywilów. Germanie też ponieśli duże straty, jednocześnie nie udało im się zniszczyć ostatniego legionu w kolumnie. Przewaga wciąż jednak była po ich stronie, zwłaszcza, że przechwycili ogromną ilość broni zabranej poległym okupantom.

PRZEZORNI, LECZ BEZSILNI...

Rekonstrukcja rzymskiej fortyfikacji, przygotowanej na ostatnią
fazę bitwy z Germanami, niedaleko Kalkriese.
   Po naradach rzymskiego dowództwa, postanowiono kontynuować walkę na otwartym terenie w rejonie gór Wiehnu (w pobliżu współczesnego Osterkappeln). Warus zdecydował się na marsz w kierunku najbliższych, niezalesionych obszarów, czyli na północ, na tereny mieszkalne Cherusków, a następnie chciał dotrzeć do rzek Haase, a potem Ems. Arminius przekonał wodzów, żeby pozwolili wyruszyć Rzymianom. Chciał poczekać na odpowiedni moment, gdy kolumna znów się rozciągnie i wtedy zaatakować. Tym razem Rzymianie byli ostrożniejsi, w każdej chwili wyczekując ataku. Germanie zaatakowali ponownie na całej długości kolumny, mimo to Warusowi udało się przebić uporządkowanym szykiem na dolinę, prowadzącą na skraj lasu. Teren ten był jednak silnie obsadzony przez Germanów. Na przodzie rzymska straż usuwała zwalone przez wroga drzewa, jednocześnie odpierając ich ataki. Germanie stosowali taktykę walki podjazdowej - szybki atak i odwrót.

   Nadciągał wieczór, ale walka nie ustawała. Dopiero niezwykle silna nawałnica zmusiła Germanów do zaprzestania ataków. Burza była tak silna, że Rzymianie nie byli w stanie usypać nawet prowizorycznych wałów wokół obozowiska. 10000 ocalałych z rzezi legionistów z niepokojem oczekiwało świtu.

LAS, KTÓRY STAŁ SIĘ GROBEM

Kalkriese - miejsce ostatniej bitwy.
   O świcie trzeciego dnia sytuacja Rzymian stała się tragiczna. zmęczenie walkami było ogromne, a ulewa uniemożliwiła im spożycie ciepłych posiłków. Dodatkowo ich sprzęt był w opłakanym stanie - tarcze nasiąknięte wodą były znacznie cięższe, cięciwy łuków rozmiękły od wody, a sandały oblepione błotem bardzo utrudniały poruszanie się. Arminius wiedział, że Rzymianie, choć wykrwawieni, nie są jeszcze pobici, więc za wszelką cenę postanowił nie wypuszczać ich na otwartą przestrzeń. Odkrycia archeologiczne w okolicach wzgórza Kalkriese (dzisiejszy Osnabrück) wskazują, że właśnie tam doszło do ostatecznej klęski armii Warusa. Wzgórze jest najbardziej na północ wysuniętym wzniesieniem Lasu Teutoburskiego, dalej rozciągają się ogromne bagna. Po kilku godzinach Rzymianie dotarli do wzgórza. Wydawało im się, że ich plan przebicia się sprawdził. Nic bardziej mylnego - barbarzyńcy celowo atakowali wroga z mniejszą siłą, pozwalając im dojść w wyznaczone miejsce. Plan Arminiusa był jasny: nie dać Rzymianom odpocząć, doprowadzić w miejsce zasadzki i tam wybić nieprzyjaciela.

   Gdy legiony doszły do usypanego z ziemi wału, na czoło kolumny uderzyła pierwsza grupa wojowników. Po odparciu ataku Rzymianie rozpoczęli szturmowanie wału, tym samym odsłaniając swoje flanki. Na to czekali Germanie, którzy uderzyli drugi raz. Zaraz potem trzecia grupa wojowników zaatakowała tył legionów, zamykając ich w pierścieniu okrążenia. Jazda rzymska próbowała jeszcze wyrwać się z tego kotła, jednak jej większa część zginęła w czasie odwrotu.

  Piechota znalazła się w beznadziejnej sytuacji. Odciętych od szyku bojowego żołnierzy systematycznie zabijano. Coraz słabsze kontrataki Rzymian nie przynosiły zamierzonego skutku. Gdy Warus zdał sobie sprawę z nieuchronnej porażki, popełnił samobójstwo, aby nie dostać się w ręce barbarzyńskiego wroga. W tym momencie całe dowództwo armii przestało istnieć. Żołnierze, którzy nie mieli już ochoty na walkę, próbowali przedostać się na północ i uciec przez bagna. Tam czekały na nich oddziały Germanów, którzy dobijali rannych i uciekających Rzymian. Ci, którym zabrakło sił na kontynuowanie walki, popełniali samobójstwo. Kilkuset z nich dostało się do niewoli, a bitwa dobiegła końca. Upojeni zwycięstwem Germanie stracili w ciągu trzech dni walk około 15 tysięcy towarzyszy.

"WARUSIE, ODDAJ LEGIONY!"

Cesarz Oktawian August.
  Germanie odnieśli całkowite zwycięstwo. Trzy legiony zostały unicestwione, a z masakry ocalało jedynie kilkunastu żołnierzy, którym udało się dostać do brzegów Renu. Wziętych do niewoli centurionów zabito. Łupy zdobyte przez germańskich wojowników były ogromne - uzbrojenie, wszystkie sztandary kohort i oddziałów jazdy oraz symbol pokonania rzymskich legionów - trzy orły...
  
    Oprócz tego Germanie wywalczyli sobie wolność, co skłoniło resztę plemion do przeciwstawienia się rzymskim garnizonom, które wkrótce zaczęto oblegać. Cała administracja prowincji zostało zniszczona, a podbój Germanii zakończył się w tragiczny dla Rzymian sposób. W kronice rzymskiej napisano:
"Nie ma niczego bardziej brutalnego od klęski na bagnach i w lasach"

   Cesarz Oktawian August bardzo przeżył klęskę swoich wojsk. Podobno przez kilka miesięcy był tak zdruzgotany, że przestał golić brodę i włosy. Całymi dniami miał też uderzać głową o ścianę krzycząc: "Quinctili Vare, legiones redde!" ("Kwinktyliuszu Warusie, oddaj legiony!"). Zakazał także odbudowy straconych legionów, żeby nie przypominały mu one o tej strasznej masakrze. Od tej pory żaden z rzymskich legionów nie nosił już nazw XVII, XVIII i XIX...

POSTSCRIPTUM...

Pomnik Arminiusa w Detmold.
   W latach 15-16 n.e. dwukrotnie do Lasu Teutoburskiego dotarł Germanik ze swoim wojskiem. Za pierwszym razem odnalazł kości poległych legionistów Warusa, które uroczyście pochowano zgodnie z rzymskim zwyczajem. Udało mu się również odzyskać utraconego orła legionu XIX. Prawdopodobnie odnalazł go za ziemiach germańskiego plemienia Brukterów. Podczas drugiej wyprawy pokonał Arminiusa, jednak zwycięstwo nie zapewniło odzyskania utraconych ziem.

   Po śmierci Oktawiana Augusta nowym cesarzem został Tyberiusz. Uznał on, że wojny z Germanami są zbyt kosztowne dla Rzymu i odwołał Germanika. Ostatecznie granicę Imperium Rzymskiego na tych terenach postanowiono oprzeć o brzeg Renu, nie widząc potrzeby zdobywania nowych, trudno dostępnych terenów. Tyberiusz uważał, że ziemie germańskie nie są wystarczająco atrakcyjne gospodarczo.

  Arminius został zabity przez swoich współplemieńców z powodu próby przejęcia władzy królewskiej w roku 21 n.e. Tacyt w swoich rocznikach napisał o nim:
"Zaczepiony orężnie, ze zmiennym walczył szczęściem i padł wskutek podstępu swoich krewnych. Bezsprzecznie oswobodziciel Germanii. On, który nie zawiązek potęgi narodu rzymskiego, jak inni królowie i wodzowie, lecz państwo w najwyższym rozkwicie zaczepił, w bitwach nie zawsze szczęśliwy, w wojnie niezwyciężony."

   Niemieccy XIX-wieczni nacjonaliści uczynili z bitwy na bagnach w Lesie Teutoburskim fundament swojego narodu. W 1875 roku w miejscowości Detmold (Nadrenia Północna-Westfalia) odsłonięto pomnik zwycięstwa przedstawiający Arminiusa (Hermanna) - pierwszego bohatera wyzwolenia Niemiec.

4 komentarze:

  1. Moja ulubiona bitwa z okresu starożytności ;) Mam nadzieję, że w przyszłości na stronie ukaże się więcej opisów różnych batalii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł, tak trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie germańskie Termopile.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od kiedy to las Teutoburski znajduje sie na wschód od Łaby? - Geografia sie kłania!
    Czy wtedy gdy odbyła sie bitwa istniały plemiona Germańskie?
    Moze znasz Awiłłę Leszka IV ktory był głównym dowódcą w czasie tej bitwy!
    Arminiusz był jednym z dowódców, ale nie głównym!
    Powielasz bajeczki wymyslone w XIXw przez Niemców chcacych udokumentować swoja panstwowość i kłamali jak z nut

    OdpowiedzUsuń