poniedziałek, 16 lutego 2015

Tajemnica księdza Saunière'a

   Gdy pod koniec XIX wieku do małej francuskiej wsi Rennes-le-Château przybył Bérenger Saunière, był tylko ubogim księdzem, który z wielkim trudem starał się wiązać koniec z końcem. Podczas prac remontowych w swoim kościele odkrył jednak coś, co sprawiło, że w krótkim czasie stał się jednym z najbogatszych ludzi w południowej Francji. Biedny ksiądz nagle zaczął wydawać miliony, zbudował okazałą rezydencję oraz nawiązał kontakty z przedstawicielami francuskich elit. Jego życie obrosło wieloma legendami, a jedna z nich mówi wprost, że skarb, który odnalazł, mógł podważyć całą naukę Kościoła i doprowadzić do jego upadku.



   Wydarzenia w Rennes-le-Château spowija tajemnica, w której trudno jest oddzielić prawdę od fikcji, a historia księdza Saunière'a to jedna z największych zagadek przełomu XIX i XX wieku. Próby jej rozwiązania od wielu dziesięcioleci podejmują się nie tylko historycy, ale również tropiciele sensacji i łowcy skarbów. Swój sekret Bérenger zdradził tylko gosposi, z którą nocami, w tajemnicy rozkopywał miejscowy cmentarz. Czy prawdziwa jest opowieść o tym jak Watykan za jego milczenie gotowy był zapłacić bardzo wiele, a sam Saunière miał posunąć się nawet do morderstwa, by tylko ochronić swój sekret?



UROK LANGWEDOCJI...

Rennes-le-Château.
   Rennes-le-Château to niewielka wieś położona w południowo-zachodniej Francji, u podnóża Pirenejów w regionie Aude w Langwedocji. Ten malowniczy zakątek charakteryzuje się przepięknymi widokami górskimi. Głębokie kaniony i płaskie wapienne równiny, pod którymi znajdują się liczne jaskinie, przyciągają każdego roku turystów z całego świata. W czasach rzymskich znajdowała się tu kolonia. Nie znaleziono pozostałości murów obronnych z tego okresu, więc powszechnie sądzi się, że na miejscu dzisiejszej wioski znajdowała się prawdopodobnie górska świątynia. W VI i VII wieku p.n.e. tereny te zajęli Wizygoci, przepędzeni później przez frankońskiego króla Clovisa I. Niektórzy historycy przekonują, że Rennes-le-Château stanowiło także ważne miejsce w czasach Karola Wielkiego. Nie zmienia to jednak faktu, że w czasach największego rozkwitu tej niewielkiej osady zamieszkiwało ją nie więcej niż 300 mieszkańców.

   Oprócz walorów wizualnych i historycznych jest jedna rzecz, która przyciąga uwagę wszystkich miłośników tajemnic i "spiskowych teorii dziejów". To postać miejscowego księdza z przełomu XIX i XX wieku - Bérengera Saunière'a, miejscowego proboszcza, którego losy stały się jedną z największych zagadek naszych czasów...

Mapa Cassiniego, pokazuje okolice Rennes-le-Château na przełomie XVI i XVII wieku.

NIEPOSŁUSZNY SAUNIÈRE

Rodzinny dom Bérengera Saunière'a w Montazels.
   François Bérenger Saunière urodził się 11 kwietnia 1852 roku w Montazels (departament Aude), jako pierwsze dziecko miejscowego burmistrza Josepha Saunière'a i jego żony Marguerity (z domu Hugues). Joseph, jako zarządca lokalnego młyna oraz miejscowego zamku Château de Cazemajou, był osobą niezwykle szanowaną wśród miejscowej ludności. Dbał o dobro mieszkańców, a przy tym był niezwykle uczciwym człowiekiem. Marguerita urodziła jeszcze sześcioro dzieci - trzech chłopców (Alfreda, Martiala, Josepha) i trzy dziewczynki (Mathilde, Adeline i Marie-Louise).

   Po ukończeniu szkoły St. Louise w Limoux w roku 1874, Bérenger wstąpił do seminarium w Carcassonne. Po pięciu latach wyświęcono go na księdza. Przez trzy lata (od 16 lipca 1879 do 1882) był wikarym w Alet, skąd został przeniesiony do liczącej kilkudziesięciu mieszkańców wioski Le Clat. Jako kapłan, był w tym czasie również wykładowcą w seminarium w Narbonne. Tutaj pierwszy raz dało o sobie znać niezdyscyplinowanie Saunière'a i jego niechęć do podporządkowywania się swoim przełożonym. Został za to ukarany przeniesieniem do innej parafii. Nowym miejscem sprawowania posługi miała być wieś Rennes-le-Château, gdzie został proboszczem.

Montazels. Widok dzisiejszy.
   Bérenger Saunière objął swoje stanowisko 1 czerwca 1885 roku, zastępując księdza Antoine'a Croca, który przebywał w tutejszej parafii niespełna rok. Nowy proboszcz był zdruzgotany widokiem, który zastał. XI-wieczny kościół był w opłakanym stanie. Dziurawy się dach mógł w każdej chwili runąć, na ścianach prawie nie było już tynku, a okna i drzwi składały się z pogniłych resztek desek. Plebania nie nadawała się do zamieszkania, więc Saunière musiał skorzystać z gościnności Antoinette Marce, której dom sąsiadował z kościołem. Wioska nie miała pieniędzy na konieczny remont, tym bardziej, że najpilniejsze prace zostały oszacowane na kwotę 3000 Franków (według ówczesnego przelicznika w złocie). 

    Jednak również tam ksiądz nic sobie nie robił z nakazów swoich kościelnych przełożonych, którzy za wszelką cenę próbowali zmusić Saunière do trzymania się z dala od polityki. Gdy 4 października 1885 roku, podczas kazania zaczął głosić antyrepublikańskie hasła i nawoływać do poparcia odrodzenia monarchii, hierarchowie Kościoła uznali, że miarka się przebrała. Proboszcz został zawieszony i pozbawiony pensji. Pozwolono mu jednak kontynuować nauczanie w Narbonne, gdzie spędził pół roku. Mieszkańcy Rennes-le-Château zdążyli polubić swojego nowego proboszcza, więc jednogłośnie domagali się przywrócenia go na poprzednie stanowisko. Kuria, nie chcąc wywoływać konfliktu, postanowiła cofnąć zawieszenie i ponownie oddelegować księdza do parafii pod wezwaniem Św. Marii Magdaleny. Parafianie urządzili mu huczne przywitanie, na co nowy proboszcz odpowiedział zapewnieniem o swoim wielkim oddaniu i obietnicą wyremontowania podupadającego kościoła.

POMOCNA MARIE

Marie Dénarnaud.
    Proboszcz ochoczo zabrał się do pracy. Zatrudnił 18-letnią gosposię Marie Dénarnaud, młodszą od swojego gospodarza o 16 lat, po czym zaczął pozyskiwać środki na odbudowę swojego kościoła. Sam zarabiał w tym czasie około 200 Franków w złocie rocznie, co pozwalało prowadzić życie niezwykle skromne. Zanim zgłosili się pierwsi sponsorzy, Saunière spędzał czas na polowaniach i łowieniu ryb, w wolnych chwilach odprawiał również msze w pobliskiej miejscowości Antugnac. 

   Szczęście uśmiechnęło się do proboszcza bardzo szybko. Księżna d'Chambord podarowała na remont 3000 franków, wkrótce rada miasta przekazała dalsze 1400 franków. Ksiądz mógł wreszcie rozpocząć prace naprawcze. Z własnej kieszenie wydał 518 franków. Pieniądze te prawdopodobnie znalazł wśród rzeczy osobistych pozostawionych przez poprzedniego proboszcza. W trakcie pierwszych prac murarze natrafili na skrytkę w podłodze, gdzie znaleźli kielich pełen złotych monet. Obecny przy tym wydarzeniu Saunière przekonał robotników, że są to tylko bezwartościowe medale z Lourdes, a na miejscu znaleziska kazał wybudować ołtarz. W pracach od początku brali udział: Marie Dénarnaud, Eli Bot (kierownik robót, członek loży masońskiej), murarze Pibouleau i Babou oraz dwaj ministranci - Rousset i Antoine Verdier.

Saunière i Marie w ogrodzie. W tle willa Betania.
   Od tej chwili Bérenger i Marie stali się niemal nierozłączni. Wszędzie widywano ich razem - na spacerach po pobliskich okolicach, na przejażdżkach rowerowych i na zakupach, a młoda dziewczyna wydawała się być zapatrzona w swojego pracodawcę niczym w obraz. Wszystkie inwestycje, jakich dokonywał proboszcz, były podpisane nazwiskiem Dénarnaud. Cała ta zażyła bliskość dała pretekst to powstania licznych plotek o romansie proboszcza i jego podwładnej.

    Wraz z upływem kolejnych dni Saunière zaczął się coraz dziwniej zachowywać. Skromny żywot, jaki wiódł, nie zmieniał się, jednak wiele jego zainteresowań przybierało nową formę. Coraz częściej widywano księdza spacerującego (oczywiście wspólnie z Marie) dookoła Rennes-le-Château. Wyglądał jakby czegoś szukał. Całymi godzinami chodził po pobliskich łąkach i lasach, zaglądał do niemal każdej jaskini. Wieczorami uczył się greki i hebrajskiego oraz poprawiał znajomość łaciny. W archiwum diecezjalnym w Carcassonne znaleziono dokument potwierdzający jego przynależność do Zreformowanego Rytu Szkockiego (francuski obrządek wolnomularski). Kolejną zmianą u Saunière'a, jaką zaobserwowali mieszkańcy, był wzrost zainteresowania historią regionu. Podczas górskich wycieczek coraz głębiej penetrował jaskinie i pieczary, rozmawiał przy tym z ludźmi, których pytał o bardzo wiele szczegółów dotyczących dawnego właściciela tych ziem - Templariusza Bertranda de Blanchefort. Interesowały go również legendy związane z Templariuszami z komandorii w pobliskiej miejscowości Saint-Just-et-le-Bézu. Wszystko wskazuje na to, że już wtedy Bérenger znalazł coś, co związane było z jakąś tajemnicą, którą za wszelką cenę starał się rozwikłać.

POD JEDNYM DACHEM

Figura woskowa przedstawiająca Saunière'a i matkę
jego gosposi Marie. Muzeum w Rennes-le-Château.
   Łączny koszt prac przeprowadzonych w Kościele wyniósł kilka tysięcy franków w złocie. Ponieważ proboszcz nie posiadał takiej sumy, uzgodniono, że będzie spłacał wszystko w ratach po 500 franków rocznie. Po pierwszych remontach, zakończonych w roku 1890, plebania nadawała się już do zamieszkania. Saunière wprowadził się tam jako pierwszy. Krótko po nim zamieszkała tam również Marie Dénarnaud wraz ze swoją matką Alexandrine Marie. Szybko doszło do pierwszych waśni pomiędzy księdzem a matką służącej. Mieszkańcy wsi wiedzieli dobrze, że kobieta nie darzyła Saunière'a sympatią. Czy dlatego, że jej córkę łączył romans z księdzem? Prawdopodobnie tak, co wyjątkowo często potwierdzali okoliczni mieszkańcy.

    Na początku roku 1891 Saunière poprosił władze Rennes-le-Château o zgodę na budowę kalwarii przed kościołem. Zgodę otrzymał wiosną i od razu przystąpił do pracy. Osobiście znosił kamienie, z których zbudował grotę. Kazał również ustawić wizygocki stary ołtarz jako pomnik, do góry nogami, przed kościołem. 21 czerwca odbyła się pierwsza procesja połączona z inauguracją pomnika. Tego samego dnia dzieci z wioski otrzymało tu komunię. Kilka dni później stało się coś, co odmieniło Saunière'a na zawsze...

SZKLANA FIOLKA I NOCNE ŻYCIE W PARYŻU

Szklana fiolka zawierająca manuskrypty, znaleziona
przez Antoine'a Captiera we wnętrzu jednej z kolumn.
   Pod koniec czerwca Antoine Captier (dzwonnik kościoła Marii Magdaleny) podczas usuwania części mównicy odnalazł we wnętrzu jednej z kolumn szklany pojemnik. Swoje znalezisko pokazał księdzu. Gdy otworzono fiolkę, oczom wszystkich obecnych ukazały się trzy stare manuskrypty z podpisem "Blanche de Castille" ( Blanka Kastylijska, XIII-wieczna królowa Francji, żona Ludwika VIII). Były to dwa dokumenty z biblijnymi wersetami oraz drzewo genealogiczne Dagoberta II, ostatniego z rodu Merowingów króla Austrazji - wczesnośredniowiecznej części Królestwa Franków. Proboszcz po zapoznaniu się ze znaleziskiem nakazał podniesienie kamienia znajdującego się przed ołtarzem. Gdy okazało się, że płyta jest wiekiem nieznanego grobu, Saunière postanowił natychmiast wstrzymać wszelkie prace. Kategorycznie zabronił robotnikom podniesienia kamienia, po czym poprosił wszystkich o rozejście się do swoich domów. Przeglądając pergaminy zauważył, że sposób zapisania tekstu znacznie różni się od tego, które już widział. Niektóre litery były zapisane nieco wyżej od pozostałych, dodatkowo małe litery mieszały się z wielkimi w przypadkowej kolejności. Część Saunière pokazał swoje znalezisko biskupowi Carcassonne - Felixowi Billardowi, który polecił księdzu udać się do Paryża i to niezwłocznie, w celu rozszyfrowania pergaminów. Biskup podpisał również list polecający do rektora seminarium Saint Sulpice w stolicy kraju, opłacił podróż i cały pobyt. Przed swoim wyjazdem proboszcz spotkał się ze swoimi przyjaciółmi - ojcem Henri Boudetem i ojcem Antoine Gélisem, którym opowiedział o swoim odkryciu.

Antoine Captier z żoną Claire przy kolumnie, w której
dzwonnik odnalazł manuskrypty.
    Po przybyciu do Paryża Saunière spotkał się z młodym seminarzystą Emilem Hoffetem, ekspertem od szyfrów, znawcą ezoteryki i okultyzmu. Ten przez trzy tygodnie zajmował się odszyfrowywaniem dokumentów. Proboszcz pomagał mu na tyle, na ile potrafił. Pracowali w ciągu dnia, a nocami Hoffet oprowadzał księdza po paryskich salonach, pełnych okultystów i artystów. Tam Saunière poznał takie osoby jak - Emma Calvé, Stanislas de Guaita, Jules Bois, Gerard Encause, Claude Debussy, Stephane Mallarmé, Paul Verlaine i Artur Rimbaud.

   Hoffet w końcu odkodował dwa manuskrypty, które Saunière zabrał do Rennes-le-Château. Proboszcz wrócił odmieniony. Nie rozmawiał już mieszkańcami tak otwarcie jak do tej pory, unikał kontaktów ze swoimi parafianami. Jakie informacje zawierały odszyfrowane pergaminy? Oryginały dokumentów nie zachowały się, jednak sporządzono kopie. Treść znaleziska można również odtworzyć na podstawie opowieści mieszkańców wioski, którzy byli w bliskim kontakcie z księdzem...

WSKAZÓWKI W MANUSKRYPTACH

"Wielki manuskrypt".
    Obszerniejszy dokument, nazywany "Wielkim manuskryptem", zawierał historię spotkania Jezusa z Łazarzem w Betanii i pochodził z łacińskiej kopii Ewangelii według Św. Jana. Metoda zastosowana to zakodowania tekstu właściwego tzw. "Knight's Move", czyli sposób poruszania się konia (skoczka) po szachownicy. Po jej zastosowaniu można odczytać tekst:
"BERGERE PAS DE TENTATION
QUE POUSSIN TENIERS GARDENT LA CLEF
PAX DCLXXXI (681)
PAR LA CROIX ET CE CHEVAL DE DIEU
J'ACHEVE CE DAEMON DE GARDIEN
A MIDI POMMES BLEUES"

Polskie tłumaczenie:
"BRAK POKUSY
POUSSIN I TENIERS STRZEGĄ KLUCZA
POKÓJ 681
PRZEZ KRZYŻ I BOSKIEGO KONIA
ZWYCIĘŻAM STRAŻNIKA DEMONA
W POŁUDNIE NIEBIESKIE JABŁKA"

    Saunière uznał, że mowa tutaj dziełach, na których należy szukać dalszych wskazówek. Kupił więc dwa obrazy - namalowany przez Nicolasa Poussina "Arkadyjscy pasterze" oraz "Kuszenie Św. Antoniego" pędzla Davida Teniersa Młodszego. Dodatkowo zdobył obraz namalowany przez nieznanego artystę, przedstawiający papieża Celestyna V.

"Mały manuskrypt".
   Drugi pergamin ("Mały Manuskrypt") opisywał fragmenty trzech ewangelii - Łukasza, Mateusza i Marka. Zakodowany napis odczytano układając w całość wszystkie różniące się od siebie litery, które były uniesione względem pozostałych a tekst po odszyfrowaniu był następujący:
"A DAGOBERT II ROI
ET A SION EST CE TRESOR
ET IL EST LA MORT"

Tłumaczenie:
"DAGOBERTA II KRÓLA
I SYJONU JEST TO SKARB
I JEST ON TAM MARTWY"

    Co oznaczał tez zapis? Saunière był pewien, że odnosi się on do miejscowej legendy, według której po ukrzyżowaniu Jezusa, Maria Magdalena została wypędzona z Galilei i przybyła na południe Francji. Razem z nią przybyło dziecko - owoc związku Marii Magdaleny z Jezusem. Według tej kontrowersyjnej tezy, skazana na banicję kobieta zabrała ze sobą ciało ukrzyżowanego męża. Potomkowie Jezusa żyli potem na tamtych terenach, a z czasem mieli zapoczątkować dynastię Merowingów, pierwszych królów Franków. Saunière powiązał legendę z inną opowieścią - mówiącą, że pierwszego Merowinga spłodziła ryba, wychodząca z wody na południu dzisiejszej Francji. Jak wiadomo znakiem pierwszych wyznawców Chrystusa była właśnie ryba, co proboszczowi wydało się oczywiste. Czy Saunière odnalazł w znalezionym drzewie genealogicznym Dagoberta II dowód na prawdziwość tej historii? Tego nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że od tego momentu Bérenger Saunière stał się bardzo wpływowym księdzem i jednym z najbogatszych ludzi w południowej Francji...

NOCNE PRACE NA CMENTARZU

Bérenger Saunière i architekt Eli Bot (po prawej).
Na dalszym planie - robotnicy zatrudnieni przez księdza.
   Z dnia na dzień Saunière rozpoczął potajemne prace. Prowadził je wyłącznie w nocy. Nie dopuszczał do siebie nikogo z wyjątkiem swojej gospodyni Marie Dénarnaud, która nie odstępowała go nawet na krok. Nikomu innemu nie pozwalał patrzeć na to, co robi. Wszystkie informacje na temat tych poszukiwać pochodzą z opowieści ówczesnych mieszkańców Rennes-le-Château, którzy słyszeli dziwne odgłosy dochodzące z zamkniętego na noc kościoła oraz z pobliskiego cmentarza. Przypominały one odgłosy uderzeń kilofa i łopaty podczas kopania. Po wielodniowych poszukiwaniach Saunière odnalazł tajemniczą kryptę, znajdującą się tuż pod grobem Marie d’Negre d’Hautpoul. Ówczesny burmistrz był przypadkowym świadkiem, jak ksiądz (cały w błocie) otwierał i rozkopywał jej grób. Kilka innych osób widziało jak proboszcz przesiewa ziemię wynoszoną z cmentarza. W swoim dzienniku, pod datą 21 września Saunière napisał"
"List z Granes. Odkryto grób, wieczorem deszcz"

"Lettre de Granes. Découverte d'un tombeau, le soir pluie" ("List z Granes. Odkryto grób, wieczorem deszcz")
Wpis w dzienniku Saunière, który zrodził legendę o odkryciu grobu Marii Magdaleny i Jezusa.

   Po tym dniu wstrzymał wszystkie prace do 14 października. W międzyczasie dokonywał kolejnych tajemniczych wpisów:

29 września 1891 roku:
"Spotkanie z ojciem Gelis, Carriere i ojcem Cros."
4 października 1891 roku:
"Odwiedziny czterech przyjaciół"

Wieża Magdala, zdjęcie z roku 1907.
   Tego typu praktyki potwierdza oficjalna skarga władz miejskich przesłana do kurii, dotycząca bezprawnego rozkopywania grobów i bezczeszczenia poświęconej ziemi. Po tych skargach, Saunière zaprzestał swoich nocnych prac. Prawdopodobnie odkrył wtedy coś, co bardzo poważnie zainteresowało również jego przyjaciół. Spotykali się w środku nocy i rozmawiali ze sobą do rana.

    Niedługo po tym do kościoła Rennes-le-Château zaczęły wpływać ogromne sumy pieniędzy. Z pieniędzy tych Saunière korzystał pełnymi garściami, jednak nie wydawał ich na siebie. Inwestował je w odbudowę i powiększenie swojego kościoła i terenów do niego należących. W 1900 roku zakupił ziemię na nazwisko swojej zaufanej służącej Marie Dénarnaud. Zatrudnił kilkunasty robotników, a architektem nowych budowli został Tiburce Caminade. Powstała reprezentacyjna willa Betania i wieża Magdala, mieszcząca imponujących rozmiarów bibliotekę, oranżerię oraz ogród zoologiczny. W ogrodzie posadził egzotyczne drzewa, po ogrodzie spacerowały zwierzęta z najdalszych krajów - psy (Faust i Pomponet), małpy (Capri i Mora), a także pawie i papugi.

Diabeł witający wiernych wchodzących do świątyni.
Jeden z symboli, które Saunière umieścił w kościele.
    Następnie wyposażył kościół w najróżniejsze obrazy i rzeźby, bardzo jednak różniące się od tych, które spotykano w innych kościołach. Pokrył koszty wybudowania nowej drogi publicznej w wiosce i wodociągów doprowadzających bieżącą wodę do wszystkich mieszkańców. Ponadto powiększył swoją kolekcję rzadkiej porcelany, drogich tkanin i antycznych rzeźb. Większość z jego inwestycji miała związek z osobą Marii Magdaleny, której podobiznę umieścił na głównym ołtarzu. Było to rozwiązanie dotąd niespotykane, gdyż przyjęło się, że ołtarz zarezerwowany był dla wizerunków Jezusa bądź krzyża. Nazwy nowych budowli (willa Betania i wieża Magdala) również nawiązywały do patronki. Wielu badaczy uważa, że obsesja Saunière'a na punkcie Marii Magdaleny ma związek z jego odkryciami. Twierdzą oni, że idąc tropem manuskryptów odkrył w jednej z jaskiń groby Marii Magdaleny i samego Jezusa ("Mały Manuskrypt" miał mówić o skarbie Merowingów, jakim były szczątki Jezusa ukryte w pobliskiej grocie).

Ołtarz przedstawiający Marię Magdalenę w grocie.
Widok z groty podobno przedstawia Rennes-le-Château.
Czy w ten sposób Saunière dawał do zrozumienia, że grób
Marii Magdaleny i Jezusa Chrystusa znajduje się
gdzieś w pobliżu Rennes-le-Château?
   Jedna z teorii mówi, że właśnie po tym znalezisku, Saunière miał przestać wierzyć w nauki Kościoła o zmartwychwstaniu syna Bożego i ulec fascynacji osobą Marii Magdaleny, której to postanowił poświęcić wszystko, co budował. Będąc w posiadaniu dowodów (w postaci dokumentów, drzewa genealogicznego i miejsca pochówku) stworzył sobie doskonałą sposobność do szantażowania hierarchów kościelnych w Watykanie, którzy w zamian za milczenie ofiarowywali Saunière'owi ogromne sumy pieniędzy, jednocześnie robiąc wszystko, by pozbawić proboszcza z Rennes-le-Château wszystkich dowodów. Podobno w posiadaniu Saunière miał się znajdować dokument, mówiący o tym, że Jezus żył jeszcze w roku 45 n.e. Istnieją dowody w postaci rachunków, odnośnie sum wysyłanych z banku watykańskiego, opiewających na kwotę około kilkunastu milionów franków w złocie. Nie wiadomo na ile te rachunki są autentyczne, gdyż Watykan odmówił przeprowadzenia badań, mających jednoznacznie ustalić ich prawdziwość, stwierdzając przy tym, że faktycznie niewielka pomoc finansowa dla Rennes-le-Château miała miejsce, na prośbę samego proboszcza, który prowadził "prace badawcze na terenach należących wcześniej do Templariuszy".

HABSBURGOWIE NA PLEBANII

Bérenger Saunière z przyjaciółmi.
   Wkrótce do Rennes-le-Château zaczęły się zjeżdżać wielkie znakomitości - ministrowie, artyści i arystokracja. Częstymi gośćmi w willi Betania byli Habsburgowie (jeden z najpotężniejszych rodów XIX-wiecznej Europy) - arcyksiążę Salvador Von Habsburg, hrabina Chambord von Habsburg i arcyksiążę Johann, który został nawet fundatorem części prac w kościele. Bywał tu również sekretarz Sztuki Henri Charles Etienne Dujardin-Beaumetz - aktywny wolnomularz. Kilka razy z wizytą w Rennes-le-Château gościła również śpiewaczka i okultystka Emma Calvé, której przypisywano prowadzenie tajemnych rytuałów seksualnych, o udział w których posądza się również Saunière'a.

    Źródła podają, że Saunière na wszystkie inwestycję wydał łącznie 659 412 franków w złocie, co w przeliczeniu na dzisiejszą ich wartość daje prawie 3 miliony euro. Według księgi rachunkowej księdza, w niektórych okresach wydawał nawet do 50 tysięcy franków miesięcznie, podczas gdy jego wynagrodzenie wynosiło w tym czasie około 900 franków rocznie.

ZBRODNIA DOSKONAŁA

Ksiądz Antoine Gélis (1827-1897).
   W tym czasie, w miejscowości Coustaussa (niedaleko Rennes-le-Château), doszło do tragicznego i tajemniczego wydarzenia, w którym udział wielu badaczy przypisuje również Saunière'owi. W nocy z 31 października na 1 listopada 1897 roku w swoim domu został zamordowany przyjaciel Saunière'a - ojciec Antoine Gélis. Zbrodnia ta nigdy nie została wyjaśniona. Pomimo wnikliwego śledztwa więcej było pytań niż odpowiedzi. Była to ostatnia noc Gélisa w swoim domu, następnego dnia miał się on przeprowadzić do domu starców. Policja ustaliła, że nie doszło do włamania, co wskazywało, że ksiądz dobrowolnie wpuścił morderców do środka. Było to o tyle dziwne, że 70-letni Gélis miał reputację osoby nieufnej i stroniącej od kontaktów z ludźmi. Nie ufał nikomu poza Saunièrem i ojcem Henri Boudetem, z którymi często się spotykał. Funkcjonariusze podczas oględzin znaleźli ciało Gélisa na środku kuchni. Stwierdzono, że ofiara przed śmiercią była torturowana. Sekcja zwłok wykazała rozległe uszkodzenia czaszki (został uderzony 13 razy tępym narzędziem, przypominającym młotek). Jego dłonie po śmierci zostały ułożone tak jak do modlitwy. Żadna kosztowna rzecz z domu nie została skradziona, jednak wszystkie jego spakowane walizki zostały otworzone i przeszukane. Stwierdzono również brak kilku dokumentów. Jaka była ich treść - tego nigdy nie ustalono. Policjanci znaleźli w pokoju zamordowanego ogromną kwotę pieniędzy (15.000 franków w złocie), co definitywnie wykluczyło kradzież jako motyw zabójstwa. Oprócz tego policjanci natrafili na ukrytą w jednej z książek kartkę papieru z narysowaną przez ofiarę mapą okolicy, podpisaną jako "mapa skarbów".  Osoby, które osobiście znały ojca Gélisa, twierdziły potem, że są tylko dwie osoby, którym stary ksiądz otworzyłby drzwi w środku nocy. Jedną z nich był Joseph Malot, siostrzeniec Gélisa, który jednak w tym czasie przebywał poza miejscem zbrodni. Drugą osobą wskazaną przez mieszkańców był Bérenger Saunière. Jako osoba duchowna proboszcz był dla policjantów poza wszelkimi podejrzeniami, więc nie zdecydowano się nawet na przesłuchanie księdza.

Grób Antoine'a Gélisa.
   Na miejscu zbrodni znaleziono paczkę papierosów "le Tsar" oraz karteczkę z napisem "Viva Angelina". Gélis nie palił. Co więcej, nigdy nie pozwalał nikomu palić w swoim domu. Stało się więc jasne, że papierosy należały do mordercy lub morderców, gdyż policja nie wykluczyła możliwości, że sprawców mogło być dwóch. Ta marka papierosów nie była dostępna w regionie, dlatego stwierdzono, że mordercy przybyli z innej części Francji lub nawet z innego kraju. Następnie zbadano kartkę z napisem. Pismo okazało się kobiece. Dość szybko (17 listopada), w jednym z paryskich burdeli zatrzymano prostytutkę Angelinę Ganier. Po czynnościach sprawdzających okazało się, że kobieta miała podobny charakter pisma do tego z kartki, jednak śledczym nie udało się powiązać panny Ganier ze zbrodnią.

   Antoine Gélis dobrze znał tajemnicę Bérengera Saunière'a, a dokumenty, które zginęły z jego domu mogły mieć bezpośredni związek z odkryciami proboszcza. Czy były to notatki sporządzane podczas nocnych wizyt w kościele, organizowanych przez Saunière'a? Być może. Wiadomo tylko, że mordercom nie zależało na pieniądzach. Nie zabrali ich, mimo, że łatwo można było je znaleźć Czyżby dlatego, że nie narzekali na ich brak? Wielu historyków wysuwa przypuszczenia, że dręczony wyrzutami sumienia Gélis chciał upublicznić odkrycia w Rennes-le-Château. To teoretycznie pozbawiłoby Saunière'a możliwości szantażowania Watykanu i odcięłoby go od kolejnych wpłat. Czy pismo z kartki należało do służącej Marie Dénarnaud? Tego się już nie dowiemy. Na prośbę duchownego odstąpiono od przesłuchania Marie. Rodzi się tylko pytanie dlaczego ksiądz interweniował w tej sprawie, skoro jak sam twierdził - oboje nie mieli z tą sprawą nic wspólnego?

   Inna teoria w sprawie bestialskiego morderstwa Antoine'a Gélisa mówi, że mordercy faktycznie pochodzili z innego kraju. Tym krajem miał być... Watykan! Skruszony stary ksiądz był zagrożeniem dla Kościoła, a ujawnienie tajemnicy o potomkach Jezusa i Marii Magdalenie oraz dowody, że Jezus nie zmartwychwstał były na tyle groźne, że papież nie zawahał się uciszyć Gélisa...

CYKUTA DOBRA NA WSZYSTKO...

Biskup Carcassonne,
Paul-Félix Beuvain de Beauséjour.
   Kłopoty Saunière'a zaczęły się w roku 1902, wraz ze śmiercią biskupa Billarda. Nowy Biskup Carcassonne - Paul-Félix Beuvain de Beauséjour nie był już taki pobłażliwy jak jego poprzednik. Szybko dotarły do niego wieści o ogromnym bogactwie lokalnego proboszcza. Wezwał więc krnąbrnego proboszcza i kazał mu się wytłumaczyć z tego, w jaki sposób w ciągu trzech lat doszedł do wielkiej fortuny. Nie zadowoliła go odpowiedź, że pieniądze pochodzą od anonimowych darczyńców. Rozpoczął śledztwo w tej sprawie i w roku 1910 doszło do rozprawy przed sądem biskupim. Saunière nie rozwiał wątpliwości biskupa - raz milczał, innym razem nie pojawiał się na kolejnych rozprawach. Wyrokiem sądu został zawieszony w funkcji proboszcza. Biskup wyznaczył nowego proboszcza w Rennes-le-Château, a Saunière odwołał się do Watykanu. Nie opuścił swojej plebani. zamieszkał w willi Betania, gdzie w dalszym ciągu odprawiał msze, mimo, że pozostawał zawieszony aż do roku 1915, kiedy to Watykan pozwolił mu na powrót do poprzednio pełnionej funkcji proboszcza. W zamian Saunière zobowiązał się odbyć pielgrzymkę pokutną do Lourdes. Po powrocie z niej zamarzył o kolejnych inwestycjach. Planował uczynić z Rennes-le-Château miejsce podobne do odwiedzonego przez siebie Lourdes. Chciał, aby jego kościelne włości stały się celem pielgrzymek i wycieczek Chrześcijan z całej Europy.

   W jego planach znalazło się wybudowanie w Rennes-le-Château wysokiej na 50 metrów świątyni, na wzór budowli babilońskich. Koszt projektu wyceniono na 80 milionów franków w złocie. Miała to być najdroższa budowla tamtych czasów w całej Francji. Oprócz tego Saunière planował wybudowanie drugiej Jerozolimy wraz z ogromnym murem dookoła góry, na której umiejscowiona była wieś. zamówił już nawet gipsowy odlew terenu prawdziwej Jerozolimy.

Saunière przed drzwiami swojego
kościoła Rennes-le-Château
.
   Te ambitne plany przerwała nagła i niespodziewana śmierć Saunière'a. Początek 1917 roku nie zwiastował żadnych kłopotów ze zdrowiem proboszcza. 65-letni ksiądz był w doskonałej kondycji fizycznej. Jeździł na rowerze, dużo spacerował. Był aktywny i pełen nowych pomysłów na modernizacje jego ukochanej wsi. Zamówił sobie własny samochód (w tamtych czasach był to ogromny luksus), a 5 stycznia rozpoczął kolejne prace budowlane. Wszystko zmieniło się 17 stycznia 1917 roku, gdy podczas spaceru, tuż pod murami wieży Magdala Saunière doznał wylewu (niektóre źródła podają, że był to atak serca). Zmarł 5 dni później, 22 stycznia 1917 roku, w swoim pokoju. Śmierć przyszła  niespodziewanie, ale czy na pewno nikt jej w tym nie pomógł?

    Po śmierci księdza natrafiono na bardzo dziwne pokwitowanie. Było to zamówienia na trumnę dla Saunière'a podpisane przez jego gosposię Marie Dénarnaud, z datą... 12 stycznia 1917 roku(!), a więc 5 dni przed wylewem (zawałem) proboszcza, gdy był on jeszcze w doskonałej kondycji i cieszył się wyśmienitym zdrowiem. Fakt złożenia takiego zamówienia zrodziło kolejne teorie spiskowe odnośnie wydarzeń w Rennes-le-Château. Pojawiły się hipotezy o otruciu proboszcza. W wydarzeniu tym istotną rolę miała odegrać właśnie Marie, która po śmierci Saunière została jedyną dziedziczką jego majątku. Marie tłumaczyła się potem, że to tylko pomyłka i zamiast 22 stycznia napisała 12. Niektórzy uwierzyli, inni (bardziej sceptyczni) już nie. Zwłaszcza, że kilka lat temu, w jednej z książek należących do Bérengera Saunière'a ("Office de La Quinzaine de Paques", znajdującej się w archiwum w Carcassonne), znaleziono napisane przez wiejskiego proboszcza zdanie: "emplâtre de ciguë", które można można przetłumaczyć jako "maść z cykuty" lub "okład z cykuty".

"emplâtre de ciguë" ("maść z cykuty" lub "okład z cykuty"). Taki wpis pozostawił Saunière w swojej książce.
Czy to dowód na to, że Saunière wiedział, że został otruty?

    Cykuta jest śmiertelną trucizną pozyskiwaną z kilku roślin. stosowana była od starożytności w celu mordowania ludzi z powodów najróżniejszych. Czy zatem umierający ksiądz rozpoznał zaaplikowanie mu trującej cykuty, która najpierw doprowadziła go do wylewy (ataku serca), a potem do śmierci? Oczywiście wersja o wylewie lub ataku serca nie jest pewna, gdyż nie zachowały się żadne dokumenty medyczne na ten temat. Cała wiedza opiera się na wspomnieniach osób z najbliższego otoczenia księdza. Niektórzy badacze sugerowali, że Saunière w ten sposób popełnił samobójstwo, jednak teoria ta jest mało prawdopodobna, zwłaszcza biorąc pod uwagę plany jakie miał, w tym kupno samochodu, z którego proboszcz podobno cieszył się jak dziecko...

TAJEMNICA OSTATNIEJ SPOWIEDZI

Ojciec Jean Rivière (1867-1929).
Nie wiadomo, co usłyszał od Saunière'a.
Pewne jest tylko, że to odmieniło
go już na zawsze.
    Tuż przed śmiercią Marie Dénarnaud wezwała z sąsiedniej wsi Espéraza ojca Jeana Rivière, by ten wyspowiadał umierającego Saunière'a i udzielił mu ostatniego namaszczenia. To, co się później wydarzyło, stało się swoistym potwierdzeniem spiskowej teorii dla wszystkich entuzjastów historii o Rennes-le-Château. Gdy ojciec Rivière wszedł do pokoju, Saunière leżał w łóżku. Był słaby, mógł jednak mówić, a umysł miał jasny. Postanowił opowiedzieć swojemu spowiednikowi o wszystkim, co odkrył. W ostatnich godzinach swojego życia zapragnął zwierzyć się ze swojej tajemnicy.

    Świadkowie, którzy czekali za drzwiami, opowiadali później zgodnie, że gdy Rivière wyszedł był blady jak ściana. Drżały mu ręce i nie mógł wydusić z siebie nawet jednego słowa. Jego oczy były "nieobecne", wpatrzone w jeden punkt. Niektórzy twierdzili, że ksiądz wyglądał jak duch. Na pytanie, czy udzielił umierającemu ostatniego namaszczenia, odpowiedział tylko krótko "nie". Po wysłuchaniu spowiedzi nie dał Saunière'owi również rozgrzeszenia (zrobił to dopiero 24 stycznia, tuż przed pogrzebem, na wyraźną prośbę biskupa). Co takiego opowiedział Saunière na łożu śmierci, że pogodny dotąd i często uśmiechnięty ojciec Rivière stał się teraz wrakiem człowieka? Rivière do końca życia milczał i nie zdradził nikomu ostatnich słów proboszcza Rennes-le-Château. Według świadków, po tym wydarzeniu, już nigdy ojciec Rivière się nie uśmiechnął(!). Po wysłuchaniu Saunière zaczął jednak dokonywać dziwnych zmian w swoim kościele. Zamieścił tam wiele symboli, które do dziś stanowią zagadkę dla wielu miłośników tajemnic. Jedną z pierwszych rzeczy, którą sprowadził do swojej świątyni, były figury dwóch Jezusów. Jeden z nich leżał martwy w grocie, drugi tuż obok, ukrzyżowany miał otwarte oczy. Według wielu badaczy miało to symbolizować prawdę o losach Chrystusa, którą swojemu spowiednikowi opowiedział Saunière - Jezus nie umarł na krzyżu, tylko został pochowany w grocie niedaleko Rennes-le-Château...

    Ciało zmarłego księdza Bérengera Saunière'a przyodziano w ozdobną szatę i wystawiono w pozycji siedzącej tuż przy wieży Magdala. Pomimo srogiej zimy i wielkich trudności komunikacyjnych, na pogrzeb proboszcza przybyło wiele ludzi spoza Francji. Głównie z Hiszpanii, Portugalii, Niemiec i Włoch. Każdy z uczestników powolnym krokiem podchodził do ciała zmarłego i z wielkim namaszczeniem odrywał z jego szaty purpurowy frędzel, który po pogrzebie zabrał ze sobą do domu.

Grób Bérengera Saunière'a w Rennes-le-Château.

CZYJ TO SKARB?

Wieża Magdala. Wygląd obecny.
    Nie ma wątpliwości, że Saunière coś odkrył. Czym był ten skarb i przez kogo został ukryty? Ilu badaczy - tyle teorii. Według jednej z nich skarby znalezione przez Saunière mogły należeć do walecznych Wizygotów, którzy w V wieku panowali w tej części Francji. Przybyli tutaj z Europy Środkowej, a krocząc na zachód, niszczyli wszystko, co spotkali na swojej drodze. W 410 roku zdobyli Rzym, który splądrowali. Ograbili również skarbiec cesarski, zawierający bogactwa sprowadzone ze wszystkich zakątków Cesarstwa Rzymskiego. Wizygoci na początku trzymali skarb w Carcassonne. Kiedy stwierdzili, że nie jest tam jednak bezpieczny - przenieśli go na południe, do twierdzy Rhedae. Według niektórych historyków, twierdza ta mieściła się na terenie dzisiejszej wioski Rennes-le-Château...

    Inna legenda mówi, że skarb mógł należeć do Templariuszy - zakonu powołanego do ochrony pielgrzymów udających się w kierunku "Ziemi Świętej". Według jednej z legend, znaleźli oni w Jerozolimie skarb w postaci starych, tajnych dokumentów. W 1285 roku, gdy zmuszeni zostali do opuszczenia Palestyny, grupa Templariuszy przybyła do wioski Saint-Just-et-le-Bézu (kilka kilometrów od Rennes-le-Château). Bardzo możliwe, że wybrali sobie krainę Katarów, by ukryć tutaj to, co znaleźli w Jerozolimie. Wiedzieli, że tak ważne dokumenty nie mogą się dostać w ręce papieża.

Ruiny twierdzy Montsegur, ostatniego bastionu katarów.
  Jedną z najpopularniejszych teorii jest opowieść o katarach - tajemniczych heretykach wywodzących swoją nazwę od greckiego słowa "katharoi" ("czyści"). Byli to "bogobojni" ludzie, którzy nie wierzyli w boskość Chrystusa. Ta herezja sprawiła, że toczono przeciw nim brutalną krucjatę. Wielu katarów zabito. W 1244 roku stoczyli śmiertelny bój w twierdzy Montsegur (60 km na wschód od Rennes-le-Château). Zanim bastion upadł, czterech katarów zdołało uciec z bezcennym dla nich skarbem. Co mogło nim być? Należy pamiętać, że dla katarów wszystkie rzeczy materialne były źródłem zła, więc z całą stanowczością gardzili wszelkim bogactwem. Prawdopodobnie był to więc jakiś "skarb natury duchowej". Być może były to dokumenty, tłumaczące źródło ich przekonań i wiary. Swoiste wyjaśnienie, dlaczego odrzucali boskość Jezusa. Czyżby wiedzieli, że nie umarł on na krzyżu, a co za tym idzie - nie zmartwychwstał? Jeśli posiadali na to dowody, to nie dziwi fakt, że Kościół tak brutalnie się z nimi rozprawił. Gdyby wiedza katarów ujrzała światło dzienne, mogłoby to doprowadzić do upadku Kościoła. Na to papież pozwolić nie mógł... Jeśli kilka stuleci później Saunière stał się posiadaczem tego właśnie skarbu, tłumaczyć to może dlaczego zyskał tak ogromne wpływy i bogactwo.


SEKRET ZABRANY DO GROBU

67-letnia Marie Dénarnaud.
   Marie Dénarnaud, służąca Saunière, która spędziła z księdzem 21 lat, a po jego śmierci końca swoich dni odwiedzała grób Saunière codziennie, z całą pewnością znała największe tajemnice jego odkryć. Mieszkańcy Rennes-le-Château mówili o niej "la Madonne", ponieważ często przechadzała się po biednej wiosce wystrojona w najdroższe suknie sprowadzane z Paryża. Nosiła również drogą biżuterię, co kłóciło się z jej pozycją gospodyni. Po śmierci Saunière, odziedziczyła cały jego majątek. Często mówiła swoim znajomym, że:
"Ludzie w Rennes-le-Château chodzą po wielkim skarbie, nawet o tym nie wiedząc"

O tym, czym właściwie jest ten skarb obiecała opowiedzieć Noelowi Corbu, któremu sprzedała posiadłość. Corbu Miał się stać powiernikiem największych sekretów Saunière. Marie zapewniała go, że wiedza ta uczyni go sławnym i bogatym. W obawie o swoje bezpieczeństwo miała to zrobić dopiero na łożu śmierci. Plany pokrzyżował jednak wylew, po którym Dénarnaud została sparaliżowana. W roku 1953, pomimo nacisków Corbu, w ostatnich chwilach życia Marie zdołała wydusić z siebie tylko trzy słowa - "Pain, Sel, Vase". Do dziś nie udało się ustalić, co miała na myśli umierająca kobieta.

Artykuł w "Le Depeche du Mundi",
który zapoczątkował legendę o skarbie,
odnalezionym przez Saunière'a.
    Trzy lata po jej śmierci, w roku 1956 skarb Saunière'a zainteresował lokalna gazetę "Le Depeche du Mundi". Pojawił się w niej całostronicowy artykuł poświęcony historii księdza-milionera. Od tego czasu zaczęło się ogromne zainteresowanie tym tematem. 10 lat później całą historię opisał  dziennikarz Gérard de Sède w swojej książce "Le Tresor Maudit de Rennes-le-Chateau" ("Przeklęty skarb Rennes-le-Chateau"). Książka spowodowała lawinę publikacji o skarbie odkrytym przez wiejskiego proboszcza. Do dzisiaj niewielka wioska w Langwedocji przyciąga ogromną ilość poszukiwaczy skarbów z całej Europy. Każdy marzy o odkryciu złota, zapominając, przy tym, że według większości teorii za bogactwem Saunière'a stało odnalezienie dowodów podważających oficjalną naukę Kościoła, za których przemilczenie Watykan płacił ogromne sumy.

    W roku 1993 Pierre Plantard, francuski dziennikarz, przyznał przed sądem, że to on sfałszował manuskrypty, znalezione w Rennes-le-Château. Powodem tej mistyfikacji miało być stworzenie dowodów, że to on jest jedynym potomkiem rodu Merowingów i pretendentem do tytułu Króla Francji. Plantard, który został również oskarżony o inne fałszerstwa, w tym stworzenie na własne potrzeby legendy o Zakonie Syjonu i jego tajnych Mistrzach (takich jak Leonardo da Vinci i Izaak Newton), strzegących tajemnicy potomków rodu Jezusa. Przyznanie się do oszustwa nie zmniejszyło jednak zainteresowania skarbem z Rennes-le-Château. Wprost przeciwnie - dało kolejny argument zwolennikom teorii spiskowej - mówiącej, że Plantard stał się kozłem ofiarnym, którego Watykan szantażował, w celu wymuszenia przyznania się do oszustwa...

POSTSCRIPTUM...

Saunière w otoczeniu przyjaciół.
    Niektórzy historycy i badacze twierdzą, że ogromne bogactwo Saunière'a jest wynikiem oszustwa, jakiego dopuścił się proboszcz. Ich zdaniem zajmował się on praktyką sprzedawania mszy. Co prawda istnieją dowody na to, że proboszcz Rennes-le-Château stosował tę praktykę, a wszystkie sprzedane msze dokładnie odnotowywał w swoim dzienniku. Kościół oczywiście w pełni zgodził się z takim wytłumaczeniem, jednak nie wziął pod uwagę tego, że dla wielu ówczesnych wiejskich księży takie praktyki były normalnością. Biedni duchowni w ten sposób reperowali swoje budżety, które potem przeznaczali na remonty kościoła lub pomoc najbiedniejszym parafianom. Żaden ksiądz jednak nigdy nie doszedł do tak ogromnej fortuny dzięki sprzedawanym liturgiom. Pieniądze, które przez kilka lat swojego życia wydał Saunière znacznie przekraczają wpływy z płatnych mszy odnotowanych w jego dzienniku. Dokumenty zawierają 110 000 zamówień na odprawienie nabożeństwa, których nigdy nie mogłby zrealizować (stąd oskarżenie o oszustwo). Koszt jednej mszy w roku 1887 wynosił od 1 do 1,5 franka. Daje to kwotę nie większą niż 150 000 franków, co stanowi tylko niewielki procent sumy jaką wydał Saunière na prace w swoim kościele. Nawet gdyby niektórzy parafianie wysyłali mu większe sumy, kwota otrzymana takim sposobem nie doprowadziłaby do tak ogromnego majątku księdza. A co jeśli Bérenger nie zapisywał wszystkich zamówień? Normalną praktyką było (i jest nadal) uiszczanie opłaty za msze w swoich lokalnych parafiach, na ręce swojego własnego proboszcza, dlatego wielu zwolenników teorii o skarbie uważa, że ludzie z całej Francji nie mieli najmniejszego powodu, by wysyłać swoje pieniądze biednemu i nieznanemu księdzu z dalekiej prowincji, który znany (poza Rennes-le-Château) stał się dopiero kilkadziesiąt lat po swojej śmierci. I trudno się z tym nie zgodzić...



13 komentarzy:

  1. Super artykuł. W zamierzchłych czasach grałem w świetną grę przygodową, "Gabriel Knight 3 krew świętych, krew potępionych", której akcja działa się właśnie w Rennes-le-Château, a historia Sauunierea jest ważnym wątkiem. I jeszcze coś, fakt że księżulo żyłw Langwedocji i znalazła tam coś "ciekawego", w interesujący sposób wiąże się z artykułem o skarbie SS......

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy artykuł, a historia rozpala wyobraźnię

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozwolę sobie wpisać adres Twojego bloga do moich ulubionych.
    Nie czytałam jeszcze pozostałych postów, ale na podstawie tej historii wiem, że będę tu zaglądać i przeglądać pozostałe wpisy.
    Mieszkałam jakiś czas we Francji i też o niej piszę, stąd moje zainteresowanie.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy i wartościowy artykuł. Aż miło poczytać i poszerzyć swoją wiedzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nono super temat i ciekawa historia.Musiało to Pana kosztować dużo pracy.
    Ponieważ dzisiaj w kalendarzu jest Łukasza to najserdeczniejsze życzenia
    dużo zdrowia i ciekawych opracowań.
    Pozdrawiam MD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za życzenia:) Pomysłów na opracowania nie brakuje, więc wkrótce ukażą się kolejne - myślę, że równie ciekawe. Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. I do tego książka Jeana-Michela Thibaux "Tajemnca ksiedza Sauniere'a"...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam to szczęście, że widzę Rennes-le-Château codziennie z mojej wioski :)

    OdpowiedzUsuń
  8. https://www.youtube.com/watch?v=KcqVkSUCM70

    OdpowiedzUsuń
  9. Polecam też "Święty Graal, Święta Krew" autorstwa Michael Baigent, Richard Leigh i inni. Książkę bez której prawdopodobnie nie powstałby "Kod Leonarda da Vinci" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super to wszystko jest napisane opisane czekamna wiecej

    OdpowiedzUsuń
  11. Pokaz spadkobierców tej fortuny

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy spadkobiercy tej fortuny są w Polsce ?

    OdpowiedzUsuń