niedziela, 22 maja 2016

Romeo i Julia z Sarajewa

   Byli młodzi, piękni i szaleńczo w sobie zakochani. Ich związek z góry skazany był na porażkę, jednak oni nie chcieli się poddać. Serb Boško Brkič i Bośniaczka Admira Ismič mieli tylko jedno marzenie - być razem, ponad wszelkimi podziałami etnicznymi, w opanowanej wojną domową Jugosławii. W oblężonym Sarajewie, gdzie kule snajperów nie rozróżniały narodowości, ich miłość przegrała ze śmiercią, która choć zabrała im wszystko, nie była w stanie ich rozdzielić… 


   On - prawosławny chrześcijanin, ona - muzułmanka. Ich jedyną szansą na wspólne szczęście była ucieczka. Jednak wojenna rzeczywistość doprowadziła do tragedii, która stała się smutnym symbolem kraju, gdzie brat występował przeciwko bratu, a dzieci przeciwko rodzicom. Wolność czekała na nich po drugiej stronie mostu, do której nigdy nie doszli. Oto tragiczna historia „Romea i Julii z Sarajewa”

W BAŁKAŃSKIM KOTLE

Josip Broz Tito (1892-1980).
Po jego smierci Jugosławia
pogrążyła się w kryzysie.
   Jugosławia była jedynym europejskim krajem, który spod hitlerowskiej okupacji wyzwolił się samodzielnie. Choć państwo znalazło się w bloku wschodnim, nie było uzależnione od ZSRR w takim stopniu, jak pozostałe kraje „demokracji ludowej”. Jugosławią rządził Josip Broz Tito, który cieszył się niesłabnącym poparciem społeczeństwa.

   Potrafił sprawić, że wiele odmiennych etnicznie i religijnie narodów potrafiło żyć razem, mimo wielu wewnętrznych konfliktów. Po jego śmierci, w roku 1980, kraj pogrążył się w narodowościowym i ekonomicznym kryzysie. Napięcia na tle rasowym i religijnym rosły, a następni przywódcy nie potrafili rozwiązać tego problemu.

   Gdy Sarajewo przygotowywało się do zorganizowania XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w roku 1984, w Jugosławii panował względny spokój. Młodsze pokolenia obrazy wojny znało tylko z opowieści. Ludzie różnych religii i ras żyli obok siebie. Często dochodziło do mieszanych małżeństw pomiędzy nimi. Nikogo nie dziwił widok chrześcijanina w meczecie i muzułmanina w kościele, zwłaszcza w tej części kraju, zwanego Bośnią.

Sarajewo dzisiaj. Widok na cmentarz ofiar wojny w Bośni. W tych okolicach mieszkała para zakochanych.

MIŁOŚĆ W NOWY ROK

Boško Brkič i Admira Ismič w Sarajewie.
  Właśnie wtedy, 1 stycznia 1984 roku, gdy w Sarajewie obchodzono Nowy Rok, Boško poznał Admirę. Oboje mieli po 16 lat i cały świat przed sobą. Choć byli różni, szybko przypadli sobie do gustu. On – spokojny i nieśmiały Serb, który wraz z rodziną przyjechał do Bośni kilka lat wcześniej, gdy jego ojciec (zmarł kilka lat później) dostał pracę w miejscowej siedzibie ONZ. Ona była jego całkowitym przeciwieństwem. Wyzwolona muzułmanka mieszkała w Sarajewie od urodzenia. Nikt nie wróżył im szczęścia, mimo to młodzi postanowili zostać parą. Nikt nie miał wątpliwości, że połączyła ich wielkie uczucie.

   Miłość Boška i Admiry nie rozróżniała rasy i religii. Ich rodzinom nie pozostało nic innego, jak zaakceptować ten związek. Tylko babcia Admiry miała wątpliwości. Starsza kobieta, pamiętająca okrutną wojnę, ostrzegała dziewczynę, by nie ufała Serbom. Boško był jednak inny i Admira ufała mu bezgranicznie…

  Wszędzie byli razem. Szkoła średnia, studia, potem praca. Młodzi nie rozstawali się nawet na chwilę. Tylko raz chłopak zniknął z życia Admiry na rok. Nie była to jednak ich decyzja. Jak większość jego rówieśników poszedł do wojska. Poborowy Jugosłowiańskiej Armii Ludowej obiecał swojej dziewczynie, że wróci cały i zdrowy. Gdy tylko mógł, słał Admirze listy, w których zapewniał o swoim oddaniu:
Boško Brkič jako poborowy w mundurze
Jugosłowiańskiej Armii Ludowej.
„Najdroższa ukochana, nie mogę spać po nocach z tęsknoty. Myślę o Tobie. Jesteś moim jedynym szczęściem, jakie mam. Moje wszystkie drogi prowadzą do Ciebie”

   Ona odpowiadała równie pięknymi słowami:
„Mój ukochany Boško. Sarajewo nocą to najpiękniejsze miejsce na świecie. Nie chciałabym żyć nigdzie indziej, chyba, że coś nas do tego zmusi. Wytrzymaj proszę, jeszcze tylko chwila i znowu będziemy razem. Nic nas już wtedy nie rozdzieli”

   Gdy Boško wrócił do swojej ukochanej, Jugosławia nie była już taka, jak w dniu kiedy się poznali. W „bałkańskim kotle” wrzało coraz bardziej. Dni zjednoczonego kraju zdawały się być policzone…

BRAT PRZECIW BRATU

Ratko Mladić (z lewej) i Radovan Karadžić (z prawej).
Dla Serbów byli bohaterami narodowymi.
Przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławi zostali
oskarżeni o zbrodnie wojenne. Proces Mladića wciąż trwa.
Karadžić został skazany na 40 lat więzienia.
   Na początku lat 90. XX wieku nic już nie mogło zatrzymać rozpadu kraju. W roku 1991 trzy republiki ogłosiły niepodległość - Chorwacja (25 czerwca), Słowenia (25 czerwca) i Macedonia (17 września). Bośniacy marzyli o tym samym, więc gdy w marcu 1992 ogłoszono tam referendum, wynik był jednoznaczny. 99,7% głosujących opowiedziało się za odłączeniem Bośni i Hercegowiny od Jugosławii. Miesiąc później w kraju ogłoszono niepodległość, co nie spodobało się zamieszkującym te tereny Serbom. Serbska armia postanowiła siłą zatrzymać bośniackie marzenia o wolności…

   5 kwietnia 1992 roku wojska Republiki Serbskiej, wspierane przez Jugosłowiańską Armię Ludową, zajęły wzgórza wokół stolicy Bośni - Sarajewa. W jednej chwili dawne zatargi pomiędzy mieszkańcami odżyły ze zdwojoną siłą. Wszelkie różnice kulturowe i religijne znowu stały się problemem. Jedni uważali się za Serbów, inni za Muzułmanów, którzy od połowy lat 70. XX wieku posiadali status narodu. Bośniacy nie chcieli żyć obok Chorwatów i na odwrót. Większość mieszkańców opowiedziała się po jednej ze stron konfliktu. Nagle sąsiad zaczął występować przeciwko sąsiadowi, brat przeciwko bratu, dzieci przeciwko rodzicom.

   Byli też tacy, którzy czuli się po prostu „miejscowymi” i nie chcieli brać udziału w podziale. Dla nich Sarajewo było wspólnym domem. To tej grupy należeli także Boško Brkič i Admira Ismič. Nie chcieli żyć w kraju ogarniętym wojną domową. Nie chcieli także opuszczać swojego miasta. Okazja do ucieczki z miasta istniała jeszcze w pierwszych tygodniach wojny. Zostali, tęsknota za własnym domem wydawała się być silniejsza niż strach przed kulami.

KULE Z ALEI SNAJPERÓW

Ostatnie zdjęcie Boška i Admiry wykonane przed wojną.
   Rodzina chłopaka próbowała przekonać go, aby uciekał na pobliskie wzgórza, gdzie stacjonowali serbscy żołnierze, pod dowództwem Ratko Mladića. Kazali mu przyłączyć się do serbskiej armii, która ostrzeliwała teraz Bośniaków. Boško odmówił. Nie chciał zabijać, a przede wszystkim nie chciał zostawić Admiry. Wszyscy jego serbscy sąsiedzi widzieli teraz w dziewczynie bośniacką muzułmankę, czyli największego wroga. Boško tego nie rozumiał i nie mógł się z tym pogodzić.

   Wkrótce parę odwiedził ich najlepszy przyjaciel. Przed wojną był kryminalistą, kilka razy lądował w więzieniu. Teraz stał się prawą ręką przywódcy Muzułmanów w Bośni, prezydenta Aliji Izetbegovića. Przyjaciel chciał pomóc parze i wywieźć ich bezpiecznie z miasta, ale postawił jeden warunek - Boško miał w zamian przyłączyć się do niego i walczyć z Serbami. Chłopak odmówił. Stwierdził, że nie może strzelać do Serbów, bo są jego braćmi.

   Mijały kolejne dni, tygodnie, miesiące. Kule snajperów nie przestawały terroryzować mieszkańców Sarajewa. Boško i Admira każdego dnia ogromnie ryzykowali, aby się zobaczyć. Ich domy były oddalone od siebie o kilka kilometrów. Młodzi, aby się zobaczyć, zmuszeni byli raz dziennie przebiegać przez niebezpieczne rejony „Alei Snajperów” - owianej złą sławą ulicy Smoka z Bośni (oryg. Zmaja od Bosne), gdzie snajperzy, ukryci w opuszczonych wieżowcach, strzelali do cywilów, próbujących przedostać się na drugą stronę miasta.

   Gdy Boško udawał się na spotkanie z ukochaną, jego matka Radmila zostawała w domu sama. Za oknem wciąż słyszała odgłosy wybuchów i strzałów. Nie mogła tego dłużej znieść. Postanowiła uciec z miasta, jednak rodzice Admiry przekonali ją, by zamieszkała u nich. Kobieta nie chciała się na to zgodzić. Wiedziała jak wielkie niebezpieczeństwo może na nich sprowadzić. Muzułmanie pomagający Serbom uznawani byli za zdrajców, a wszyscy wiedzieli jaki los czeka kolaborantów. Zijah Ismič, ojciec Admiry, postawił sprawę jasno - w jego domu to on decyduje kogo przyjmie pod swój dach. Radmila dała się przekonać, ale wytrzymała tam tylko miesiąc. Strach przed żołnierzami okazał się silniejszy.

Ulica Smoka z Bośni (oryg. Zmaja od Bosne/Улица Змаја од Босне), która podczas wojny w Bośni służyła jako
przyczółek dla wielu stanowisk snajperskich. Było to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w całym mieście.
Potocznie nazywana "Aleją Snajperów" (oryg. Snajperska aleja/Снајперска алеја)


GDY ŚMIERĆ CZEKA ZA KAŻDYM ROGIEM

Boško i Admira podczas swoich ostatnich wakacji.
   Boško odszukał jednego ze znajomych, który służył w sztabie obrony miasta. Udało mu się załatwić transport matki i wkrótce kobieta zamieszkała za wzgórzach. Była bezpieczna, ale każdego dnia drżała o los swojego syna. Słyszała jak bomby spadają w okolicach ich domu.

   W tym czasie Boško i Admira postanowili zamieszkać razem. Nie chcieli już ryzykować. Coraz głośniej mówiło się, że wkrótce Sarajewo zostanie trwale podzielone. Wybrali mieszkanie nad rzeką Miljacką, niedaleko „Alei Snajperów”. Po miesiącach ostrzeliwania miasta tylko tam znajdowały się bloki nadające się jeszcze do zamieszkania. Nie byli tam bezpieczniejsi, ale byli razem, a tylko to się dla nich liczyło. Raz w ich okna strzelali Bośniacy, raz Serbowie. Kule nie rozróżniały narodowości…

Napis ostrzegający przed snajperami
na "Alei Snajperów" w Sarajewie.
   Mimo trwającej wojny, młodzi starali się żyć normalnie. Gdy tylko mogli, wychodzili na spacery, dokarmiali bezpańskie psy, pomagali sąsiadom. Śmierć czekała jednak za każdym rogiem. Raz Admira cudem uniknęła śmierci, kiedy na targu w centrum miasta, na tłum kupujących spadł pocisk moździerzowy. Kilkadziesiąt osób zginęło, tyle samo było rannych.

   Boško też ocierał się o śmierć. Podczas jednej z wizyt w mieszkaniu opuszczonym przez niego i jego matkę, w ścianę bloku uderzył pocisk z serbskiego działa. Pół bloku runęło, jednak chłopakowi nic się nie stało.


ZGINĄĆ OD KUL CZY Z GŁODU?

Slobodan Milošević (1941-2006).
Były prezydent Serbii. Zmarł podczas procesu przed
Międzynarodowych Trybunałem Karnym dla Byłej
Jugosławi w Hadze. Został oskarżony o wywołanie
konfilktów wojennych w Kosowie i Bośni.
   Dni pełne niebezpieczeństw mijały, a końca konfliktu nie było widać. Zaczęło brakować jedzenia, środków czystości i benzyny. Po roku od rozpoczęcia oblężenia miasto mogło polegać już tylko na powietrznych dostawach zaopatrzenia, które za zgodą Serbów organizowało ONZ. Samoloty z żywnością lądowały na pobliskim lotnisku, gdzie żołnierze sił UNPROFOR-u (United Nations Protection Force - Siły Ochronne Organizacji Narodów Zjednoczonych) miały za zadanie rozprowadzać w Sarajewie jedzenie i benzynę.

   Żołnierze w niebieskich hełmach od dawna bezczynnie przyglądały się masakrom ludności cywilnej, teraz wielu z nich postanowiło sobie nieuczciwie dorobić. Zamiast rozdawać żywność potrzebującym, zajęli się przemytem i handlem z Muzułmanami. Zapasy trafiały do rąk przyjaciela Boško - tego samego, który proponował mu przejście na stronę Bośniaków.

   Boško i Admira głodowali. Wiedzieli już, że jedynym ratunkiem dla nich jest ucieczka za wzgórza. Przedostanie się na serbską stronę oznaczało wielkie niebezpieczeństwo dla Admiry, która z racji swojego pochodzenia była dla Serbów „wrogiem”. Na początku maja 1993 roku młodzi nie mieli już innego wyjścia. Zostając w mieście zginą - jeśli nie zabiją ich kule, to wkrótce umrą z głodu. Czas uciekał…

MOST NADZIEI

Most Vrbanja na rzece Miljacka, widok współczesny.
   W mieście nie było już dla nich miejsca. Chłopak został kila razy pobity na ulicy przez Bośniaków, Admira coraz częściej atakowana była przez Serbów. Obojgu grożono śmiercią, jeśli się nie rozstaną. Para nie mogła się na to zgodzić. Powtarzali, że woleliby umrzeć razem niż żyć osobno. Boško postanowił więc działać…

   Ponownie odwiedził przyjaciela ze sztabu. Tam dowiedział się, że na serbską stronę można uciec tylko wąskim korytarzem przez most Vrbanja na rzece Miljacka, na zachód od Starego Miasta. Na moście czasami dochodziło do wymiany ludności cywilnej lub zaopatrzenia, jednak doskonała widoczność dla snajperów sprawiała, że miejsce to było znakomitym celem. Wielu ludzi zginęło, próbując przedostać się na drugą stronę. Po jednej jego stronie znajdowali się serbscy żołnierze, dowodzeni przez Ratka Mladića i Radovana Karadžića, po drugiej siły chorwackie i bośniackie. Przyjaciel ze sztabu również odradzał młodym ucieczkę w tym okresie. „Teraz to niebezpieczne, poczekajcie” - prosił, lecz para nie mogła już czekać…

   Na moście istniały niepisane zasady, dotyczące ewakuacji mieszkańców. Respektowały je obie strony konfliktu. Przecież serbscy żołnierze też mieli rodziny w bośniackiej części miasta i wszelkimi siłami próbowali wydostać je z piekła wojny. By przejść przez most trzeba było mieć kontakty i Boško takie miał. Jego przyjaciel ponaglany obiecał pomoc. Skontaktował się z Serbami. Doszło do porozumienia. Boško i Admira będą mogli przejść przez most w ciągu kilku najbliższych dni. Przyjaciel ze sztabu otrzymał gwarancję. Na umówiony znak, 19 maja 1993, planowali przeprawić kuzyna jednego z serbskich żołnierzy. Właśnie tego dnia, tuż przed nim, miałaby przejść serbsko-bośniacka para. Nie wcześniej i nie później. Żołnierze obu stron obiecali, że na jedną godzinę odłożą wtedy broń.

W OBJĘCIACH NA PRZEKÓR ŚMIERCI

Ciała Boška Brkiča i Admiry Ismič. Zdjęcie wykonano
na drugi dzień po ich śmierci. Obok nich wciąż widoczne
są ich bagaże, które wkrótce zaginęły.
   Nastał czas pożegnań. 13 maja dziewczyna obchodziła 25-te urodziny. W domu jej rodziców panował jednak smutny nastrój. Matka Nera płakała, ojciec Zijah zamknął się w łazience i nie chciał wyjść. Wszyscy odradzali Admirze ucieczkę. Wiedzieli, że po serbskiej stronie dziewczyna nie będzie bezpieczna, a wojna w Sarajewie przecież kiedyś musi się skończyć. Może za rok, a może za miesiąc. Lepiej przeczekać. Admira była jednak zdecydowana. Tłumaczyła rodzicom, że nie może zostawić ukochanego, bo jest dla niej całym światem. Jeśli zostanie tutaj bez niego, to tak jakby już umarła. Zapytała: „Co byś zrobiła mamo, gdyby chodziło o ciebie i tatę?”. Matka nie odpowiedziała i już nigdy więcej nie próbowała córki namawiać do pozostania.

   19 maja 1993 roku Boško dostał wiadomość, że mogą iść. Młodzi byli już spakowani. Wielkie czarne torby zawierały ubrania i rzeczy osobiste. Resztę musieli zostawić w domu. Po obu stronach mostu po raz kolejny padło zapewnienie, że nie nikt nie wystrzeli. Admira pomachała do serbskich żołnierzy, a ci pokazali, że mogą ruszyć. Ciężkie torby nie ułatwiały im ruchów. Ruszyli powoli i przyspieszyli kroku dochodząc do połowy mostu. Boško i Admira trzymali się za ręce, uśmiechali się. Od wolności dzieliło ich kilka metrów…

   Słońce powoli zachodziło. Gdy para minęła połowę drogi, dwóch serbskich żołnierzy zrobiło kilka kroków w ich kierunku. Mieli ich przejąć i bezpiecznie odprowadzić do czekającego na nich samochodu. Młodzi zaczęli biec…

   Nagle z niewiadomego kierunku padł strzał. Boško padł na ziemię niczym rażony piorunem. Zginął na miejscu. Admira stanęła jak wryta, spojrzała na ukochanego i zaczęła krzyczeć. W tym momencie rozległ się drugi strzał. Dziewczyna upadła kilka kroków dalej. Drugi strzał trafił ją w plecy. Żołnierze cofnęli się i za wszelką cenę próbowali namierzyć snajpera. Bez skutku. Ciemność coraz bardziej panowała nad mostem w Sarajewie. Po kilku minutach Admira podniosła głowę i zaczęła głośno płakać. Odwróciła się w stronę ukochanego i z wielkim trudem podczołgała się do niego. Leżąc tuż przy nim, objęła go ramieniem i zastygła w bezruchu. Zmarła kilka sekund później…

Zdjęcie, które wstrząsnęło światem. Martwi kochankowie na moście w Sarajewie.
Dopiero po czterech dniach zabrano ich ciała i pochowano. Brak na zdjęciu toreb, które zostały rozkradzione.


RAZEM JUŻ NA ZAWSZE

Pierwszy pogrzeb Boška i Admiry na cmentarzu Lukavica w Sarajewie.
Trzy lata później ciała przeniesiono do nowego cmentarza Lion,
 gdzie również spoczęli w jednym grobie.
   Do dziś nie wiadomo, kto oddał strzały. Serbowie oskarżali o to Bośniaków, a Bośniacy Serbów. Chorwaci wskazywali wszystkich pozostałych. Nikt się nie przyznał. Nikt nie poniósł konsekwencji.

   Admira Ismič i Boško Brkič zginęli w wieku 25 lat. Następnego ranka zniknęły ich torby z rzeczami osobistymi. Ich ciała leżały w objęciach, pozostawione na moście, przez cztery kolejne dni. Nikt nie miał odwagi ich zabrać. Żadna ze stron nie chciała ryzykować. Serbowie, Bośniacy, Chorwaci - wszyscy bali się snajperów. Wreszcie podjęto decyzję. Serbowie wysłali czterech muzułmańskich jeńców, którzy w nocy ściągnęli z mostu zwłoki zakochanych.

   Kilka dni później zrozpaczona rodzina Admiry zorganizowała pogrzeb, na który przybyła matka Boško, ryzykując tym samym własnym życiem. Trumny Boška i Admiry spoczęły w jednym grobie, na wyraźne polecenie rodziny, która postanowiła nie rozdzielać zakochanych. Mieli wiele problemów, by tego dokonać. Władze cmentarza nie chciały się zgodzić, by obok siebie spoczęli chrześcijanin i muzułmanka.

   Na serbskim cmentarzu Lukavica mszę pogrzebową odprawił serbski pop, kapelan serbskiej armii. Modlił się z przejęciem, ale tylko i wyłącznie za Boška. O Admirze nie wspomniał nawet jednym słowem. Przecież dla niego dziewczyna była niewierną, a do tego wrogiem armii, której pop służył.

   Trzy lata później, w roku 1996, rodzina zdecydowała się na dokonanie ekshumacji ciał Boška i Admiry, aby pochować ich na nowym cmentarzu Lion w Sarajewie. Zamówiono specjalny portret zakochanych, który do dzisiaj znajduje się na ich wspólnym grobie. Żyli razem, umarli razem i pozostali razem już na zawsze…

Pomnik kochanków wśród innych ofiar wojny domowej w byłej Jugosławii.

POSTSCRIPTUM...

Współny portret Boška i Admiry na ich grobie.
Już nic i nikt ich nie rozłączy...
   Kilka dni po tej tragicznej nocy, amerykański korespondent wojenny Kurt Schork sfotografował martwą parę na moście Vrbanja, już bez skradzionych toreb, jego zdjęcie obiegło cały świat, stając się zarówno symbolem bratobójczej walki jugosłowiańskiego narodu, jak i wielkiej miłości, która za nic ma różnice etniczne i religijne. Schork jako pierwszy opisał również losy kochanków. Ich historia poruszyła wszystkich do tego stopnia, że o Boško Brkiču i Admirze Ismič zaczęto mówić „Romeo i Julia z Sarajewa”. Po takim właśnie tytułem rok później powstał o nich film dokumentalny dla BBC.

   Rodziny zastrzelonej pary długo walczyły z władzami miasta o to, aby zmienić nazwę mostu na „Most Romea i Julii”. Odrzucono ten pomysł nie podając żadnych argumentów. Zamiast tego zmieniono nazwę na „Most Suady i Olgi”, upamiętniając tym samym dwie kobiety - Suadę Dilberović, studentkę medycyny z Dubrownika i Olgę Sučić, urzędniczkę bośniackiego parlamentu, które zostały również zastrzelone na tym moście. Bośniacy uznali je za pierwsze ofiary oblężenia oraz wojny w Bośni.

   Rodzice Admiry oraz matka Boška przyjaźnią się do dzisiaj. Mieszkają blisko siebie i codziennie się odwiedzają. Rozmawiają o swoich dzieciach, o ich miłości i tragedii, oglądają ich wspólne zdjęcia i płaczą. Serbska chrześcijanka i bośniaccy muzułmanie - jakże inni, jakże podobni… 

3 komentarze:

  1. Chciałbym kiedyś zobaczyć tu artykuł o sprawie Taman Shud, jestem ciekaw teorii autora o tej sprawie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy artykuł, ale i smutny. Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy tekst. Do dzisiaj nie miałam pojęcia o tej smutnej historii.

    OdpowiedzUsuń