czwartek, 11 września 2014

Zaginiony skarb SS

   10 czerwca 1944 roku, esesmani z Drugiej Dywizji Pancernej SS "Das Reich", dopuścili się największej zbrodni wojennej na terenie okupowanej Francji. Spalili miasteczko i wymordowali niemal wszystkich jego mieszkańców. Oficjalnie był to odwet za zamach, którego członkowie francuskiego ruchu oporu dokonali na oficerze SS. Czy było to jednak prawdą i co faktycznie przyczyniło się do zguby francuskiego miasteczka Oradour-sur-Glane?


   Największą zbrodnię dokonaną przez nazistów na terytorium Francji do dziś spowija mgła tajemnicy. Nie jest do końca jasne, jaki był powód wydania rozkazu nakazującego eksterminację prawie siedmiuset mieszkańców. Historycy spierają się czy była to chęć zemsty, czy fatalna w skutkach pomyłka? A może zrównanie miasta z ziemią miało związek z ukrytym tam, niezwykle cennym skarbem jerozolimskim?




OD CELTÓW DO NAZISTÓW...

Region Langwedocji we Francji.
   Langwedocja to region leżący w południowo-wschodniej Francji. Malowniczy nie tylko ze względu na swoje duże walory turystyczne i krajobrazowe, ale także ze względu na bogatą i ciekawą historię. Tu w odległych czasach osiedlili się Celtowie, potem ich miejsce zajęli Rzymianie, wyparci później przez Wizygotów, których miejsce zajęli Frankowie. Tu znajdowały się siedziby katarów, których utopiły we krwi krucjaty zwołane przez papieża. Na Langwedocji odcisnęli również swe piętno templariusze. Mieli tam swoje komandorie, często mieszczące się w dawnych twierdzach katarów. Jednak dzień sądu przyszedł także i na rycerzy-zakonników (wiadomo powszechnie w jakich okolicznościach), a wśród maluczkich popularne stały się legendy (często powielane przez autorów brukowych powieści) o skarbach templariuszy, ukrytych gdzieś na tym obszarze.

Otto Wilhelm Rahn (1908-1939).
Niemiecki pisarz i badacz legend Świętym Graalu.
   Od połowy lat 30 ubiegłego wieku, Langwedocją zaczęli się również interesować naziści. Częstym gościem w tamtym regionie był zwłaszcza samozwańczy naukowiec SS, Otto Rahn, który napisał kilka dość poczytnych książek o Świętym Graalu. Podczas swoich wielokrotnych wizyt w Langwedocji spotykał się z francuskimi naukowcami, bardzo zainteresowanymi jego teoriami. Rahn twierdził bowiem, że w którejś z langwedockich jaskiń, lub pod gruzami któregoś z licznych, zrujnowanych zamków, znajduje się zaginiony skarb Świątyni Jerozolimskiej. Czym on jednak miał być? Tego nikt nie był pewien. Popularna wersja opowiadana między sobą przez okolicznych mieszkańców mówiła o legendarnym Świętym Graalu, inna o koronie boga światła - Lucyfera, z którego chrześcijaństwo uczyniło władcę piekła. Skarb miał zostać zdobyty w 70 roku naszej ery, gdy rzymskie legiony wzięły szturmem zbuntowaną Jerozolimę, zrównując świątynię jerozolimską z ziemią, a sam skarb został podobno zabrany do Rzymu jako wojenne trofeum. W roku 410 Rzym padł jednak ofiarą najazdu barbarzyńców, kiedy to został zdobyty i splądrowany przez Wizygotów. Mieli oni zabrać z Wiecznego Miasta skarb i przewieźć go do Montsegur, jednej ze swoich twierdz, znajdującej się w langwedockich górach. Gdy w XIII wieku na ziemię tą wkroczyła anty-katarska krucjata, Montsegur samo znalazło się pod trwającym niemal rok oblężeniem. Zgromadzeni w zamku obrońcy, pomimo niekorzystnej dla siebie sytuacji, gotowi byli walczyć do końca. Bronili się dzielnie do tego stopnia, że oblegający zamek napastnicy przystąpili do rokowań.  Na mocy zawartej ugody, oblężeni mogli w ciągu czternastu dni opuścić twierdzę. Jednak przed wyznaczonym terminem kilku z nich wymknęło się, wynosząc ze sobą skarb i ukrywając go w bliżej nie znanym miejscu.

MARZENIA HIMMLERA

Heinrich Himmler (1900-1945).
Szef SS w nazistowskiej III Rzeszy.
   Gdy w 1940 roku Francja upadła pod naporem niemieckich kolumn pancernych, w Langwedocji pojawiły się nazistowskie grupy poszukiwawcze, które przystąpiły do prowadzenia wykopalisk zarówno w jaskiniach, jak i ruinach tamtejszych zamków. Przybrały one na sile wraz z nadejściem roku 1942, gdy Trzecia Rzesza przejęła kontrolę również nad południową częścią Francji. Dwa lata później, na początku 1944 roku, dowódca SS, Heinrich Himmler skierował w rejon Montauban resztki Drugiej Dywizji Pancernej SS "Das Reich", niemal zupełnie wykrwawionej w walkach na froncie wschodnim. Oficjalnie mieli tu odpocząć i odtworzyć swoje zdziesiątkowane szeregi, ale czy faktycznie to było jedynym powodem skierowania ich tutaj? Mogło chodzić o coś bardziej praktycznego, na przykład ochronę  odnalezionego przez archeologów skarbu, tym bardziej że to nikt inny, a sam Himmler sponsorował wykopaliska w Langwedocji i bardzo szczegółowo interesował się badaniami Ottona Rahna. Himmler doskonale zdawał sobie sprawę z głównej słabości narodowego socjalizmu - braku religii, czyli czegoś, co pomogłoby ludziom odnaleźć pocieszenie i nadzieję w trudnych czasach wojny i nie mniej trudnych, czasach pokoju, który niewątpliwie miał nadejść w Rzeszy. Szef SS pierwotnie planował uczynić główną religią III Rzeszy dawne germańskie i nordyckie wierzenia. Jednak na dobrą sprawę nie pasowały one do nowej rzeczywistości XX wieku i współczesnemu społeczeństwu były one raczej obojętne. Nowa religia którą Heinrich Himmler miał zamiar założyć, potrzebowała jakiegoś symbolu, a takim symbolem mógł stać się skarb jerozolimski. Tym bardziej, że ukazany światu, podważałby i obalał fundamenty wiary chrześcijańskiej. Dla nazistów miało to wielkie znaczenie, gdyż religia ta, pomimo wojny i panującej w III Rzeszy ideologii nazistowskiej, wciąż miała wielu zwolenników.

   Co ciekawe, regionem Langwedocji zainteresowali się także alianci. Grupy SOE (Kierownictwa Operacji Specjalnych) działały tam już w latach 1941-1943, czyli jeszcze zanim pojawili się na tych terenach "pancerniacy" z SS. Gdy w okolicach Montauban pojawiła się dywizja "Das Reich", SOE natychmiast przerzuciła tam kilka kolejnych zespołów. Czy to oznacza że także alianci byli zainteresowani przejęciem tajemniczego skarbu? Jest to bardzo prawdopodobne...

TAJEMNICA NAZISTOWSKIEGO KONWOJU

Adolf Diekmann (1914-1944).
Oficer Waffen-SS odpowiedzialny za
masakrę w Oradour-sur-Glane.
   8 czerwca 1944 roku, dwa dni po tym, jak na plażach Normandii wylądowali żołnierze alianccy z zamiarem wyzwolenia okupowanych krajów spod władzy III Rzeszy, 2. Dywizja Pancerna "Das Reich" otrzymała rozkaz natychmiastowego wymarszu na tamte tereny. Kiedy całe niemieckie ugrupowanie bojowe znajdowało się w stanie najwyższego pogotowia, miał miejsce pewien tajemniczy incydent. Krótko po północy, 10 czerwca, z Chaillac-sur-Vienne wyjechał specjalny konwój dywizji, dowodzony przez porucznika Brunona Waltera. W jego skład wchodziły dwa transportery opancerzone, dwie ciężarówki oraz samochód osobowy. Wszystkie pojazdy miały zakryte światła, co chroniło wprawdzie przed atakami samolotów oraz partyzantami (którzy od dnia wylądowania aliantów atakowali coraz bardziej zaciekle i odważnie), ale i znacząco utrudniało podróż. Eskorta konwoju liczyła trzydziestu żołnierzy. Cała kolumna skierowała się na wschód, zmieniając nieco narzuconą im trasę. Chcieli bezpiecznie ominąć rejon opanowany przez partyzantów z francuskiego ruchu oporu.

Tablica upamiętniająca ofiary niemieckiego pogromu.
   Co było ładunkiem owego konwoju? Tego nie wiedział nikt, nawet dowódca. Oficjalnie w trzydziestu drewnianych, starannie zaplombowanych skrzyniach, znajdowała się kancelaria dywizji. Jednak żołnierze niezbyt w to wierzyli. Byli przekonani, że nikt nie robiłby tyle zamieszania wokół sterty zwykłych dokumentów. Podejrzewali raczej, że ładunkiem może być złoto, będące własnością jednego z dowódców, zdobyte zresztą w nielegalny sposób, co miało być powodem zachowania aż tak wielkiej tajemnicy. Warto bowiem wiedzieć, że prawo III Rzeszy zabraniało grabienia na własny użytek, a nie na chwałę hitlerowskich Niemiec. Za rabunek złota lub kosztowności do własnego skarbca, nawet generał SS mógł stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Czy w skrzyniach mógł się jednak znajdować skarb jerozolimski, który mieli odnaleźć niemieccy poszukiwacze?

   Konwój poruszał się swoją trasą w absolutnych ciemnościach i ciszy. Gdy zbliżyli się już do wyznaczonego celu - nagle padł strzał. Po chwili rozpętało się prawdziwe piekło, a na konwój ze wszystkich stron posypały się pociski. Samochód osobowy wiozący porucznika Waltera stanął w płomieniach, oświetlając miejsce walki i tym samym pogarszając sytuację Niemców. Żołnierze wyskakiwali z ciężarówek i transporterów, prosto pod grad pocisków, padali ranni i zabici. Ukryci w gąszczach partyzanci strzelali do esesmanów, dobrze widocznych dzięki płomieniom buchającym z auta, jak do tarcz strzelniczych. Po chwili było już po walce. Starcie przeżył tylko jeden Niemiec, który ukryty w przydrożnym rowie obserwował z przerażeniem, jak partyzanci dobijają jego rannych kolegów i ładują przejęte skrzynie do swojej ciężarówki, po czym odjeżdżają na północ, w stronę Oradour-sur-Glane.

MASAKRA W ORADOUR-SUR-GLANE

W Oradour-sur-Glane czas zatrzymał się 10 czerwca 1944 r.
   Około godziny trzeciej w nocy wiadomość o zasadzce dotarła do sztabu dywizji, kwaterującego w Saint-Junien. Sturmbannführer Adolf Diekmann, dowódca batalionu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo transportu, wściekł się, na wieść o ataku na konwój. Zdawał sobie sprawę, że bez względu na wszystko, musi odzyskać zagubione skrzynie. Zgodnie z zeznaniami ocalonego z rozbitego konwoju żołnierza, postanowił rozpocząć poszukiwania od miasteczka Oradour-sur-Glane, w kierunku którego pojechali partyzanci z przejętym ładunkiem.Wczesnym rankiem do Oradour-sur-Glane wkroczyły oddziały SS, dowodzone przez Diekmanna. Zablokowali wszystkie drogi wyjazdowe, po czym zaczęli wyciągać z domów mieszkańców, których zamknęli w kilku oddzielnych budynkach. Kiedy trwały przesłuchania, inni żołnierze przetrząsali wszystkie zabudowania w miejscowości. Czy znaleźli to, czego szukali? Nie wiadomo.  Jeśli tak, to zrobiliby wszystko by zatrzeć za sobą wszystkie ślady. Poszukiwania mogły się również zakończyć fiaskiem, a rozwścieczony Diekmann nakazał wymordowanie wszystkich mieszkańców, sądząc, że mogą się wśród nich znajdować bojownicy ruchu oporu, którzy brali udział w nocnym ataku. Mógł też po prostu wydać rozkaz pozbycia się świadków, widzących przejeżdżających przez miasto partyzantów ze zdobytym ładunkiem, być może chwalących się mieszkańcom swoją zwycięską akcją bojową.

Panorama ruin zniszczonego miasteczka Oradour-sur-Glane. Widok współczesny.


Zrujnowane miasto w latach 40. XX wieku.
   Adolf Diekmann wydał swoim żołnierzom rozkaz eksterminacji wszystkich mieszkańców miasteczka. Esesmani zaprowadzili mężczyzn do stodół i rozstrzelali, a kobiety i dzieci zamknęli w kościele, który podpalili. Żołnierze wrzucali przez okna granaty, a próbujących uciec zabijali seriami z broni maszynowej. Tego dnia w Oradour-sur-Glane zginęło, według różnych relacji, od  642 do 648 ludzi, z czego większość stanowiły kobiety (207) i dzieci (254), a same miasteczko spalono do fundamentów. Masakrę przeżyło tylko siedmioro ludzi, którym udało się uciec - jedna kobieta, 47-letnia Marguerite Rouffanche, której udało się wyskoczyć przez niewielkie okno z płonącego kościoła, pięciu mężczyzn i dziecko.

   Była to największa hitlerowska zbrodnia we Francji, dotychczas nie spotykana. Wprawdzie Niemcom zdarzało się dotąd, że w publicznych egzekucjach mordowali zakładników, ale nigdy przedtem nie zgładzili całej populacji miasteczka i nie zrównali go z ziemią. Tego typu metody stosowano na wschodzie (na terenach Polski, Ukrainy i Związku Radzieckiego), gdzie w walkach ze słowiańskimi "podludźmi" nie obowiązywały żadne reguły.

SPRAWIEDLIWOŚĆ JEST ŚLEPA...

Szczątki ofiar masakry.
   2. Dywizja Pancerna "Das Reich" po porażce we Francji służyła w Ardenach i na Węgrzech. W maju 1945 roku skapitulowała, oddając się w ręce Amerykanów. Adolf Diekmann nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. Zginął 29 czerwca 1944 roku, w dość dziwnych okolicznościach, kiedy nagle, podczas ostrzału, postanowił wyjść ze schronu bez hełmu. Zginął na miejscu, trafiony odłamkiem w głowę. W 1953 roku odbył się proces 21 z 200 żołnierzy SS (inne źródła podają liczbę 120), biorących udział w masakrze. Z wyjątkiem jednego z nich, wszystkich skazano na śmierć przez powieszenie. Wyrok śmierci otrzymało ponadto 25 esesmanów sądzonych zaocznie. Z czasem jednak wyroki większości skazanych złagodzono do 5-12 lat więzienia. Wyroki śmierci podtrzymano i wykonano jedynie na dwóch osobach. Otto Rahn popełnił samobójstwo w marcu 1939 roku, kiedy jego relacje z nazistami zaczęły się pogarszać, a jemu samemu udowodniono homoseksualizm, będący jedną z najgorszych „zbrodni” w czasach III Rzeszy. Heinrich Himmler popełnił samobójstwo w maju 1945 roku, choć okoliczności jego śmierci budzą bardzo wiele wątpliwości.

Ciała martwych cywili na ulicach Oradour-sur-Glane.


POSTSCRIPTUM...

Tablica przypominająca o
tragicznych wydarzeniach.
    Wątpliwości, co do prawdziwych powodów dokonania masakry na mieszkańcach Oradour-sur-Glane budzi fakt, że niemieckiego oficera SS zabito nie tam, lecz w leżącej nieopodal, innej miejscowości o nazwie Oradour-sur-Vayres. Jeśli była to tylko zwykła pomyłka dowódców SS, to okazała się ona tragiczna w swoich skutkach. Na pamiątkę tej strasznej zbrodni wszystkie ruiny w zniszczonym miasteczku pozostawiono w ich oryginalnym stanie. Znajduje się tam równiez muzeum, a przy wjeździe do miasta widnieje napis: "Souviens-Toi - Remember", czyli "pamiętaj".

   Mimo upływu wielu lat, tajemnica zaginionego ładunku trzydziestu skrzyń wciąż nie została wyjaśniona.

Autor artykułu:
MJG

3 komentarze:

  1. Piękne te sztabki złota. Błyszczą się, że hej.

    OdpowiedzUsuń
  2. kara śmierci za zabicie 648 ludzi ???
    a za wymordowanie 450 000 polaków na wolyniu ani jeden ukrainiec nie stanął przed sądem, a nasz "bredzident" jeszcze ma czelność powiedzieć że była to zbrodnia o "znamionach ludobujstwa" a nie LUDOBÓJSTWO
    TAK WŁAŚNIE WYGLĄDA SPRAWIEDLIWOŚĆ ZACHODU...
    są równi i równiejsi, ale francuzi i tak pozostaną na zawsze zdrajcami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niby w jaki sposób ujawnienie skarbu świątyni jerozolimskiej, podważałoby fundamenty wiary chrześcijańskiej?

    OdpowiedzUsuń