niedziela, 26 kwietnia 2015

Katarzyna Skrzyńska - zbójecki żywot szlachcianki

  Mylą się ci, którzy uważają, że zbójowanie to typowo męski fach. W czasach XV-wiecznych niepokojów, na ziemiach polskich, nie tylko mężczyźni prowadzili przestępczy proceder, napadając i okradając kupców na wędrownych szlakach. Na łatwy zarobek liczyła również szlachcianka Katarzyna Skrzyńska herbu Łabędź. Wraz ze swoim mężem i bandą pozbawionych skrupułów, najemnych zbirów, wzbudzała trwogę wśród ludzi, którzy przemierzali Księstwo Oświęcimskie na pograniczu Królestwa Polskiego, w okolicach Barwałdu. Nikt nie chciał stanąć jej na drodze...


  Mimo, że do naszych czasów nie zachowało się zbyt wiele świadectw o jej życiu i czynach, do legendy przeszły jej niezwykłe (jak na kobietę) umiejętności. Ta niesłychanie groźna, nie znająca strachu niewiasta słynęła ze swojej siły fizycznej, a wprawy w posługiwaniu się różnego rodzaju bronią i umiejętnością jazdy konnej mogło jej pozazdrościć wielu ówczesnych rycerzy. Dziś Katarzyna Skrzyńska jest postacią nieco zapomnianą, jednak w XV wieku nawet król Kazimierz Jagiellończyk nie chciał z nią zadzierać...


DRUŻYNA I ŁABĘDŹ

Herb Drużyna.
Herb Łabędź.
   Niewiele wiadomo o jej pochodzeniu. Nieznany jest nawet rok urodzenia Skrzyńskiej. Pewne jest natomiast to, że przyszła na świat jako Katarzyna Słupska herbu Drużyna. Herb ten był pierwotnie wersją herbu Szreniawa, którym szczyciła się rodzina Słupskich z Suchej Beskidzkiej. Być może właśnie z tej rodziny pochodziła przyszła zbójczyni. Przemawia za tym fakt, że w późniejszych latach znakomita wręcz znajomość miejscowych terenów pozwoliła jej skutecznie ukrywać się przed pościgami i unikać zastawianych na nią, i jej bandę, pułapek.

  O jej dzieciństwie i młodzieńczych latach historia milczy. W zasadzie pierwszą informacją, jaką można odnaleźć w starych rocznikach i kronikach jest fakt jej zamążpójścia. Wybrankiem Katarzyny został Włodek Skrzyński herbu Łabędź, przedstawiciel bogatego rodu szlacheckiego pochodzącego z Wielkiego Skrzynna koło Opoczna na Mazowszu. Polski kronikarz Jan Długosz w swoim dziele "Insignia seu clenodia Regni Poloniae", powstałym w latach 1464-1480, tak pisał o tym rodzie:
"Labancz (...) Ex regno Dacie ortum habens a Petro, qui in Poloniam venerat cum multis divitiis et thezauris, plures in ea ex muro fabricavit ecclesias... Viri in ea pacifici, ab ambitione magistratuum alieni." 
("Łabędź (...) wywodzący się z królestwa duńskiego od Piotra, który z wielkim bogactwem i skarbami do Polski przybył i w niej wiele murowanych kościołów wybudował… Mężowie w nim spokojni, dalecy od ubiegania się o urzędy.")

 
 W połowie XV wieku ród Skrzyńskich posiadał wiele dóbr, zarówno w Polsce (okolice Radomia), jak i na Węgrzech (zamki w Bytczy i Lietawie - dzisiejsza Słowacja). Gdy książe oświęcimski Kazimierz pożyczył od Mszczuja Skrzyńskiego 3000 czerwonych złotych węgierskich, w zastaw oddał zamek w Barwałdzie, wraz z przynależnymi do niego pobliskimi wsiami Zakrzów, Barwałd Dolny, Lechnicz (Leśnica), Jaroszewice, Stanisław, Chocznia, Zebrzydowice i Stronie (Sztronszka). Warownia ta stała wówczas na straży wschodnich granic Księstwa Oświęcimskiego. Mimo jego niezaprzeczalnych walorów Mszczuj uznał, że zamek jest dla niego zbyt drogi w utrzymaniu. W roku 1445 postanowił oddać go, za tę samą cenę, Włodkowi Skrzyńskiemu, który w roku 1448 przepisał wszystkie posiadłości na swoją żonę Katarzynę.

ZBÓJOWANIE POPŁACA

Zbójnicy napadający na kupców.
  Okolice Barwałdu, znajdujące się na rubieżach Królestwa Polskiego, w tamtych czasach nie należały do najbezpieczniejszych. Prawdziwą plagą dla podróżujących tamtędy kupców i możnowładców stali się rycerze-rozbójnicy, zwani "Raubritterami". Byli to szlachetnie urodzeni awanturnicy, którzy licząc na łatwe łupy, dopuszczali się rozbojów i kradzieży w okolicach zamków, w których rezydowali. Ich wysoki status społeczny zapewniał im niemal bezkarność, nad czym ubolewał również Jan Długosz:
"Temi czasy szaleństwo jakieś i swawola obłąkały umysły niektórych ludzi, a zwłaszcza mieszkańców Królestwa Polskiego, już to z przyczyny bezkarności, gdyż ich nie powściągała żadna obawa ze strony królów i rządców, już zamożność dostatków, w które pod ówczas wszyscy niezwykle obfitowali. (...)Do przemocy i gwałtu uciekali się nawet możnowładcy o znanych nazwiskach."

   Z powodu niewielkich dochodów płynących do kasy Skrzyńskich, Włodek postanowił podnieść cło nałożone na przejeżdżających przez Barwałd kupców. Gdy przyjezdni odmawiali zapłaty, Skrzyński, wraz z wynajętymi przez siebie zbrojnymi łotrami, dokonywał aresztowań, które najczęściej kończyły się przeszukaniem i konfiskatą pieniędzy oraz wartościowych przedmiotów. W procederze tym brała również udział żona Włodka - Katarzyna. Kobieta szybko przekonała się, że bardziej opłaca się brać siłą wszystko niż czekać, aż przyjezdni sami zdecydują się uiścić z góry ustaloną opłatę za przejazd. W tym czasie Skrzyńscy rezydowali również w XIV-wiecznym zamku Wołek, położonym na lewym brzegu rzeki Soły, nieopodal Kobiernic.

KRÓL JEST GŁUCHY

Okolice Barwałdu w atlasie "Theatrum orbis terrarum"
Abrahama Orteliusa z roku 1573.
   Z czasem zbójecka para, znana jako "Włodkowie", stała się postrachem całej okolicy. Miejscowi stróże prawa szybko zwrócili swoją uwagę na niebezpieczną parę. W roku 1447 Włodek Skrzyński stanął przed sądem, oskarżony przez Tomasza Choczyńskiego o wyrządzenie krzywd. "Włodkowie" pozostawali jednak z doskonałych stosunkach zarówno ze wszystkimi możnowładcami w okolicy, jak i z samym królem Kazimierzem Jagiellończykiem. Dzięki temu nie musieli obawiać się o niekorzystne dla nich wyroki. Mimo wielu skarg kierowanych do króla przez poszkodowanych mieszczan krakowskich i szlachty, Kazimierz na początku pozostawał głuchy na prośby o rozprawienie się ze zbójecką bandą. Dopiero w roku 1449, gdy obrabowana została karawana krakowskich kupców prowadzona przez Mikołaja Wierzynka, król wezwał do siebie podkomorzego Piotra Szafrańca i powierzył mu zadanie schwytania zbójców. Za podstawę takiego rozkazu uznano, że Skrzyńscy swoimi postępkami narazili się interesom państwa, podważając bezpieczeństwo handlu z Koroną, co doprowadzało do sporych strat w królewskim skarbcu. Jan Długosz w 1451 roku ośmielił się jednak skrytykować króla za jego opieszałość:
"Dopominano się, aby Włodka z Skrzynna i żonę jego, dopuszczających się wydzierstwa i rozboju, a nie chcących ani prawu ani rozkazom królewskim, w zamku Berwałtu (!) kazał otoczyć. Wszystko to nie wielkich wymagało trudów, a wielką obiecywało sławę u postronnych, gdyby takich zbirów i jakby wrogów rodzaju ludzkiego ukrócono i cierpianych dotąd krzywd i gwałtów niesławę zatarto. Ale król Kazimierz innemi sprawami sie zajmował, a cierpienia i krzywdy poddanych bynajmniej go nie poruszały."

  Reputacja Piotra Szafrańca była daleka od ideału, gdyż jak głosiła plotka, sam parał się zbójowaniem, z czego dorobił się sporego majątku. Zauważył to Jan Długosz, tak opisując Szafrańca:
"(...) człek ladaco, jakich mało, złodziejów i ich wspólników spólnik, obroną szczwany matacz i podstępca, kłamstwy barwionemi umiejący własnych, najzaufańszych przyjaciół podchodzić, a otumianionych łotrowsko zaprzedawać."

   Podkomorzy oblegał wprawdzie zamek w Barwałdzie, jednak nieskutecznie. Po pewnym czasie sam zaczął napadać na okolicznych możnowładców. Książęta Oświęcimscy zaproponowali mu zapłatę, byleby tylko opuścił ich strony, o czym napisał Andrzej Komoniecki w "Dziejopisie Żywieckim":
"Włodek Skrzyński z żoną Katarzyną rozbijał. Walczył z nim Piotr Szafraniec o ten Barwałd, za co mu książęta oświęcimscy 2 tys.zł. obiecały dać, aby stamtąd wyjechał."

"DIE WLOKYNE KOMPT!"

   "Włodkowie" cieszyli się wciąż dobrym zdrowiem i nie zamierzali rezygnować z tak dochodowego zajęcia. Stopniowo zapał Katarzyny wzrósł do tego stopnia, że to właśnie ona stanęła na czele bandy rabusiów, odsuwając swojego męża w cień. Włodek coraz rzadziej wyruszał na łupieżcze wyprawy. Zostawał na zamku, podczas gdy Katarzyna stawała się coraz bardziej groźna i zuchwała. Jej przydomek - "Włodkowa", stał się dla zagrożonych mieszkańców synonimem największego zagrożenia. Ogromną grozę budził okrzyk, którym ludzie próbowali się nawzajem ostrzegać. Każdy, kto tylko usłyszał słowa "Die Wlokyne Kompt!" ("Włodkowa nadciąga!"), chował się, gdzie mógł, aby tylko nie dostać się w ręce okrutnej szlachcianki.

Pozostałości zamku Barwałd.
   Ludzie opowiadali o Katarzynie najróżniejsze rzeczy. Dziś trudno ustalić, co z tych opowieści było prawdą, a co tylko legendą. Podobno jej ulubioną rozrywką była rywalizacja z mężczyznami w walce wręcz i na miecze. Siłą przewyższała wszystkich zbójów ze swojej bandy, a każdy łuk i kuszę potrafiła naciągać bez żadnych przyrządów. Jedni powiadali, że w jeździe konnej nie miała sobie równych, jeszcze inni, że podkowy potrafiła prostować siłą swoich kobiecych dłoni.
Kronika "Annales Glovgovienses" podaje, że:
"Wlokyne po męsku się prowadziła, jeździła konno w zbroi pod bronią. Nie było łuku ani kuszy, której by sama bez przyrządu, rękami tylko nie naciągnęła, czego mężczyźni nie potrafili dokonać. Męża swego ustanowiła stróżem w zamku, a sama z towarzyszami łupiła kupców, zamki i wsie."

   Swoje przestępcze rzemiosło przerwać miała tylko dwukrotnie na czas ciąż i porodów. Kroniki podają, że wydała na świat dwóch synów - Jana i Włodka, jednak miejscowa plotka głosiła, że urodziła więcej dzieci, nie były one jednak owocem jej małżeństwa. Czy miała kochanków w szeregach swojej bandy, czy poza nią - o tym źródła milczą.

GDY ZŁODZIEJ OKRADA ZŁODZIEJA...

Król Kazimierz Jagiellończyk długo znosił
zbójeckie wyczyny Katarzyny Skrzyńskiej.
   Katarzyna całkowicie zdominowała swojego męża, który (z jej polecenia) zrezygnował z brania udziału w przestępczym procederze Włodkowej. Jego rola ograniczyła się wyłącznie do wykonywania poleceń swojej żony i pilnowania zamku podczas jej wypadów. Gdy w roku 1455 Włodek zmarł, Skrzyńska postanowiła poszerzyć zakres swoich wpływów. Wpływ na to miał z pewnością fakt zwolnienia jej (przez króla Kazimierza Jagiellończyka) z obowiązku służby wojskowej i wypraw wojennych. W dokumentach z roku 1456 Katarzyna pojawiła się jako "Wlokyne de Skrzin". Utwierdziło ją to w przekonaniu, iż jej stosunki z królem są tak dobre, że od tej chwili szlachcianka znalazła się ponad prawem. Zachęcona taką sytuacją zaczęła napadać nie tylko na kupców, podróżujących w okolicach ich włości, ale również dokonywała rabunkowych napadów na całe wsie, a nawet miasteczka. Jej łupem padły między innymi Kęty i Zatór. Napadała na kościoły i gospody, które potem paliła.

  Wkrótce Katarzyna ze swoją drużyną najemnych zbirów dokonała swojego najsłynniejszego napadu. W roku 1457 na zamku w Oświęcimiu osadzono schwytaną ośmioosobową bandę złodziei i rzezimieszków. Ci jednak pod osłoną nocy zdołali uciec z lochów, po czym opanowali część zamku. Zażądali okupu i gwarancji swobodnego wypuszczenia ich na wolność. Uciekli, gdy tylko otrzymali pieniądze. Nie odjechali jednak daleko. W pobliskim lesie czekała na nich Skrzyńska, która otoczyła rabusiów. Po odebraniu okupu, kazała wszystkich dotkliwie pobić. Jak się później okazało wszyscy uciekinierzy zostali skatowani na śmierć. Jan Długosz również wspomniał o tym wydarzeniu:
"(...) wysławszy swoich ludzi przeciw onym ośmiu zdrajcom, schwytanych w zasadzce ściąć kazała, i zabrać wszystko co im dane było, konie broń i pieniądze"

OSTATNIA WIECZERZA

Żywiecczyzna - najstarsza znana mapa z atlasu
"Theatrum orbis terrarum" Abrahama Orteliusa. 1573 r.
  Gdy z jej rąk zaczęli ginąć niewinni ludzie, król Kazimierz nie mógł już dłużej tolerować zachowania kłopotliwej szlachcianki. Tym bardziej, że dowiedział się o kolejnym nowym zajęciu Katarzyny. W podziemiach swojego zamku postanowiła urządzić nielegalną mennicę, w której nakazała wybijać fałszywe królewskie monety, co naraziło Koronę na jeszcze dotkliwsze straty. W roku 1463 Kazimierz Jagiellończyk wydał rozkaz Piotrowi Komorowskiemu, ująć i osądzić Skrzyńską. Informacja ta dotarła jednak do zbójczyni, która nie miała zamiaru dać się schwytać. Korzystając ze znajomości z Komorowskim - zaprosiła go na ucztę. Swoim kompanom nakazała ukryć się w podziemiach zamku, a sama z uśmiechem na ustach zasiadła z gościem do stołu. Prefekt przybył na zamek sam, jednak jego zbrojni towarzysze czekali, otaczając twierdzę. Włodkowa wszystkimi sposobami próbowała przekonać gościa, aby zaniechał wszelkich prób aresztowania jej, obiecała mu nawet zapłatę. Gdy wszelkie próby zawiodły, Katarzyna postanowiła działać w swoim stylu. Spod stołu wyciągnęła sztylet i ruszyła w stronę swojego przeciwnika. Uderzyła go w pierś. Ku jej zdziwieniu, okazało się że Piotr pod swoim strojem miał zbroję. Sztylet ześliznął się i spadł na ziemię. W tej samej chwili, na znak prefekta, jego towarzysze uderzyli na zamek. Ukryta w podziemiach banda zbirów nie zdołała odeprzeć ataku i Skrzyńska została schwytana. Mikołaj Pieniążek (włodarz z Lanckorony) przewiózł zbójczynię do Krakowa, a król uchylił wobec niej prawo nietykalności przynależne szlachcicom.

ILE LEGEND, TYLE ŚMIERCI

Ruiny zamku Wołek.
   Pewne jest, że po krótkim procesie Katarzyna Skrzyńska została skazana na śmierć. Nie jest jednak pewne w jaki sposób zginęła. Wersji jest co najmniej tyle, ile legend o Włodkowej. Jan Długosz, który tak drobiazgowo opisywał jej czyny, na temat egzekucji milczy. Niektóre źródła podają, że Katarzyna spłonęła na stosie. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne z racji jej szlacheckiego pochodzenia. Inna wersja mówi, że egzekucji dokonano bezpośrednio po schwytaniu Włodkowej, jeszcze na zamku, bez wyroku sądu. Zbójczyni miała zostać żywcem wsadzona do beczki nabitej od wewnątrz gwoździami, a potem spuszczona po stromym zboczu, gdzie zmarła zanim beczka doturlała się na dół. Spotkać się można również z wersją, że Skrzyńska została rozerwana końmi na rynku w Oświęcimiu lub Krakowie. Ludowe legendy przekazywane ustnie na tamtych terenach opowiadały również, jakoby Skrzyńska po krótkim pobycie w lochu, miała zostać zwolniona w zamian za wyjawienie, gdzie ukryła zrabowane kosztowności i pieniądze. Ile w tym prawdy? Dziś trudno to ustalić. Prawdopodobnie Katarzyna Skrzyńska za grabieże i rabunek została, z racji swojego pochodzenia, ścięta przez kata na rynku w Oświęcimiu w roku 1464.

POSTSCRIPTUM...

Makieta zamku Wołek.
   Synowie Włodka i Katarzyny Skrzyńskich - Jan i Włodek (zwany również Walburth lub Wabulth) zrzekli się swoich praw do zamku w Barwałdzie. W zamian za to król Kazimierz zapłacił im 3000 złotych. Zamieszkali prawdopodobnie na zamku w Letawie, gdyż właśnie tam w dniu 24 czerwca 1465 roku wystawiono na nich jeden z kwitów na kwotę 1000 złotych.

   Średniowieczny zamek w Barwałdzie już nie istnieje (został zniszczony w roku 1477). Tak jak nie istnieje żaden wizerunek Włodkowej. Jeśli kiedykolwiek był, nie zachował się do naszych czasów. Być może po wyroku skazującym na śmierć, wszystkie podobizny zbójczyni zostały zniszczone, aby nie zachowała się pamięć o jej czynach.

  Dziś historia o zbójeckich losach szlachcianki Katarzyny Skrzyńskiej herbu Łabędź jest nieco zapomniana, jednak na przełomie XV i XVI wieku opowieści o okrutnej Włodkowej i jej towarzyszach często pojawiały się w opowieściach ludowych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jeszcze długo po jej śmierci imię tej kobiety budziło strach i trwogę w sercach miejscowej ludności...

6 komentarzy:

  1. Kolejny świetny artykuł. Brawo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo staranne wpisy, rozbudowane, bez zbędnych grafik. Szacunek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super ,że ktoś podjął ten temat. Mieszkam niedaleko miejsc o których mowa w artykule i z przyjemnością przeczytałam tę historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Celem "W mroku historii" jest opowiadanie zarówno o ludziach znanych, jak i tych zapomnianych. Często najciekawsze historie czają się w mroku, wystarczy je tylko wydobyć na światło dzienne...

      Usuń
  4. bardzo dobra strona, i bardzo trafne artykuły, świetnie "skrojone", opisane okolice to moje rodzinne strony tym bardziej dobrze się czyta, brakuje mi jednak podanej bibliografii aby poznać dokładniej źródła artykułu, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Katarzyna była faktycznie postrachem jedynie w podobnym procederze dla książąt Oświęcimskich i Czeskich bo posiadała prawdziwą doświadczoną w bojach armię. Z opowiadań wiem. że z kupców ściągała myto nie gromiąc siłą co dawało stały zysk. pospolitych ludzi nie krzywdziła. Jak naprawdę zginęła ? Ponoć Król Kazimierz rozkazał stracić ją na miejscu i wraz z poległymi wojami zakopać w bliskich okolicach zamku zacierając ślady. Przed zburzeniem zamku obrabowano go doszczętnie wraz ze zdobyczami z pod Grunwaldu. Z powodu zbytniej gorliwości w zacieraniu pamięci o Katarzynie i pochopnym wysadzeni murów na szczęście skarbca nie znaleziono.
    A Skrzyński

    OdpowiedzUsuń