niedziela, 2 kwietnia 2017

Wercyngetoryks - wódz wszystkich wodzów

   Gdy rzymskie legiony podbijały Galię, tylko jeden człowiek zdołał zjednoczyć zwaśnionych Celtów i poprowadzić ich do wspólnej walki z wrogiem. Wercyngetoryks, syn króla Arwernów, stanął na czele galijskiego powstania przeciwko Rzymowi. U jego boku walczyło ponad ćwierć miliona wojowników ze skłóconych i wrogich sobie celtyckich plemion. Jego imię przeszło do legendy, choć imieniem wcale nie było. Stał się bohaterem Francji i symbolem ich narodowej dumy, choć on sam z Francją niewiele miał wspólnego…

 
   Wercyngetoryks stanął do walki przeciwko Juliuszowi Cezarowi, jednemu z największych wodzów starożytnego świata. Był okrutny zarówno dla swoich wrogów, jak i współtowarzyszy. Tych, którzy mu się sprzeciwili okaleczał lub zabijał. Wolał palić miasta niż oddać je wrogowi. Dla zwycięstwa gotowy był poświęcić nawet starców, kobiety i dzieci. Swoją litość okazał tylko raz i szybko pożałował tej decyzji. Mimo porażki stał się symbolem zwycięstwa, a jego majestatyczna kapitulacja wzbudziła współczucie nawet w samych Rzymianach…

KELTOI – LUDZIE UKRYCI

Galia za czasów Juliusza Cezara.
   Celtowie byli ludem indoeuropejskim, który przyniósł do Europy środkowej tak cenne zdobycze jak umiejętność produkcji żelaza, szkła czy naczyń toczonych na kole oraz specyficzną sztukę. Zmieniło to radykalnie obraz kulturowy ziem ościennych. Pierwsza wzmianka o nich pochodzi VI wieku p.n.e. Hekatajos z Miletu napisał wtedy o Narbo, celtyckiej osadzie położonej w pobliżu greckiej kolonii Massalia (dziś Marsylia we Francji). Grecy mówili o nich „Κελτοί” („Keltoi”). Wyraz ten wywodził się prawdopodobnie z języka celtyckiego i oznaczał „lud ukryty”.

   Rzymianie nazywali ich Galami. Nie jest jasna etymologia tego słowa, jednak część badaczy twierdzi, że nazwa „Galia” (łac. Gallia) pochodzi od kornijskiego słowa „galloes” (język z grupy brytańskiej języków celtyckich, którego używano do końca XVIII wieku w Kornwalii, w południowo-zachodniej Anglii) oznaczającego „ludzi silnych, walecznych”. Istnieje także popularna, jednak mało prawdopodobna teoria, wywodząca się z hellenistycznej tradycji ludowej. Mówi ona o tym, jakoby słowo to pochodziło od greckiego określenia „gala” („γάλα”), czyli „mleko”, „mleczny” i nawiązywało do wyjątkowo jasnego koloru skóry Celtów.

Popiersie z Tusculum, przedstawiające
wizerunek Juliusza Cezara. Prawdopodobnie
jest to jedyna zachowana do dzisiaj podobizna
Juliusza Cezara wykonana za jego życia.
   Zamieszkana przez plemiona celtyckie Galia od dłuższego czasu pozostawała w kręgu zainteresowań Rzymu. Pomimo wspólnego pochodzenia etnicznego i kulturowego Celtowie nie potrafili stworzyć jednego państwa. Ich częste wojny plemienne ułatwiły Rzymianom gospodarczą i polityczna ekspansję tych terenów. O podboju Galii marzył również Juliusz Cezar. W okresie I triumwiratu – tajnego porozumienia pomiędzy Gajuszem Juliuszem Cezarem, Gnejuszem Pompejuszem i Markiem Krassusem w 60 roku p.n.e., postanowiono przyznać Cezarowi tytuł konsula, by później uczynić z niego namiestnika Galii Przedalpejskiej.

   Marzący o sławie i własnym triumfie (łac. triumphus – najwyższe wyróżnienie, jakie mógł otrzymać dowódca za swoje zwycięstwa odniesione na polu walki) przybył do Galii w marcu 58 roku p.n.e. Łupy wojenne oraz sława kusiły i wydawały się być w zasięgu jego ręki. Polityka „dziel i rządź” przynosiła zamierzone skutki, a problemy ze zjednoczeniem się galijskich plemion pozwoliła Cezarowi na zdobycie wielu przekupnych sojuszników. Skłóceni przywódcy plemienni nie potrafili porozumieć się między sobą w sprawie wspólnej walki. Dzięki temu Rzymianie umacniali swoją pozycję na okupowanych terenach, podbijając Galów kawałek po kawałku…

   Pomimo początkowych sukcesów, pozycja Juliusza Cezara w Rzymie zaczęła słabnąć. Plemiona galijskie broniły się coraz dzielniej, a senacki skarbiec świecił pustkami. Gdy w czerwcu 53 roku p.n.e. w bitwie z Partami pod Carrhae, na syryjskiej pustyni, zginął Krassus, jeden z triumwirów, Galowie uznali, że nadszedł oto właściwy moment, aby stanąć ponad własnymi podziałami i odpłacić Rzymianom za wszystkie wyrządzone przez nich krzywdy. Postanowili rozpocząć zbrojne powstanie przeciwko okupantowi, a na swojego przywódcę wybrali młodego wodza Arwernów – Wercyngetoryksa…

WERCYNGETORYKS CZY CELTYLLOGNATUS?

Celtycka moneta z podobizną Wercyngetoryksa,
wybita przed rokiem 46 p.n.e.
   Niewiele wiadomo o jego życiu, a najmniej o dzieciństwie i młodości. Galowie nie pozostawili po sobie źródeł pisanych, a historycy wciąż spierają się nawet o jego datę urodzenia. Wercyngetoryks przyszedł na świat prawdopodobnie w roku 82 p.n.e. Pochodził z plemienia Arwernów – Celtów zamieszkujących tereny dzisiejszej środkowej Francji. Jego ojciec Celtyllus (Keltillos) był wodzem tego plemienia i wywodzący się z jednego z najpotężniejszych i najzamożniejszych rodów celtyckich. I w zasadzie tylko to jest pewne. Nawet jego imię, które przeszło do historii, budzi pewne wątpliwości. Istnieje teoria mówiąca, że określenie „uercingetorix” było jedynie jego późniejszym tytułem wojskowym, pochodzącym od galijskich słów „uer” („wielki”, „najwyższy”), „cingeto” („wojownik”) i „rix” („król”, „wódz”) i oznaczało po prostu „wielkiego wodza-wojownika”. Przez swoich współplemieńców nazywany był prawdopodobnie Celtyllognatusem, czyli synem Celtyllusa.

  Jak wyglądało jego dzieciństwo? Na pewno nie różniło się od dzieciństwa innych Galów, pochodzących z zamożnych rodów. Do 7 roku życia byli oni wychowywani przez kobiety – zarówno swoje matki, jak i konkubiny ojców. Wśród Galów panował bowiem zwyczaj posiadania przez wojowników wielu nałożnic, na które zgodę musiały wyrazić oficjalne małżonki. Mężczyźni niezwykle rzadko przebywali w swoich domach, a niemal cały swój czas poświęcali na wyprawy wojenne, polowania, doskonalenie swoich technik walki, męskie uczty oraz, co było niezwykle ważne, na zwoływane od czasu do czasu plemienne narady.

Dzieło „Commentarii de bello Gallico” („O wojnie galijskiej”).
Co ciekawe, Juliusz Cezar imię Wercyngetoryksa zapisywał na kilka
sposobów - między innymi jako „Vercingentorix” lub „Vercigetorix”.
   Po skończeniu 7 lat dzieci opuszczały rodzinny dom, a opiekę nad nimi przejmował „opiekun”, który stawał się dla nich przybranym ojcem. Pod jego okiem, galijskie dzieci uczyły się podstawowych umiejętności, potrzebnych do udziału w bitwach i polowaniach – takich jak walka lekkimi mieczami i strzelanie z łuku. Zwykle taka nauka trwała około 5 lat. Po tym czasie 12-latkowie trafiali pod skrzydła druidów, by nauczyć się pieśni o dawnych zwycięstwach i bohaterach. Uczono ich także pisania i czytania, ale wyłącznie języka Greków, który miał im służyć do prowadzenia owocnego handlu.

   Gdy uczniowie przekroczyli 16 rok życia, przychodził czas na najważniejszą z nauk – sztukę wojenną. Otrzymywali miecze i topory, z którymi się nie rozstawali doskonaląc swoje umiejętności. Dodatkowo chłopcy trafiali w ręce kobiet, których jedynym zadaniem było nauczenie przyszłych wojowników, jakże ważnej dla Galów, sztuki miłości. Cała edukacja dobiegała końca, gdy młodzieńcy osiągali wiek około 21 lat. Wracali wtedy do rodzinnego domu, by z dumą zaprezentować to, czego nauczyli się w ciągu ostatnich 14 lat. Dopiero wtedy Wercyngetoryks mógł po raz pierwszy publicznie pokazać się u boku swojego ojca. Nie miał jednak takiej możliwości, gdyż po powrocie dowiedział się, że Celtyllus został oskarżony o bunt i  próbę przejęcia władzy królewskiej nad całą Galią, za co stracono go w roku 70 p.n.e., a więc wtedy, gdy Wercyngetoryks miał 12 lat i trafiał właśnie do szkoły Druidów. O jego matce wiadomo tylko to, że zmarła krótko po powrocie jej syna do domu.

GORLIWY I BEZWZGLĘDNY ARWERN

Pomnik Wercyngetoryksa w Alezji, nieopodal wsi
Alise-Sainte-Reine, wzniesiony w roku 1865.
   Wercyngetoryks chciał zostać wielkim wojownikiem, jakim był jego ojciec. Z tego powodu, jako przedstawiciel zamożnego rodu wstąpił do galijskich oddziałów rzymskiej armii Juliusza Cezara. Jednak po kilku miesiącach Wercyngetoryks zdezerterował ze swojego oddziału. Nie mógł pogodzić się z tym, że rzymskie legionu dopuszczały się mordów na galijskich kobietach i dzieciach. Wrócił do domu i przez kilka następnych lat nie uczestniczył w politycznym i wojennym życiu swojego plemienia. Nie mógł zapomnieć okrucieństw, których doświadczył. Rosła w nim wrogość do rzymskich okupantów. Służąc w ich armii poznał sposoby walki i taktykę legionów. Planował teraz krwawą zemstę. Potrzebował jednak sojuszników, a w podzielonych i wrogo nastawionych do siebie galijskich plemionach nie mógł znaleźć pomocy.

   Impulsem do zmiany nastawienia okazało się zwycięstwo celtyckich Belgów w bitwie pod Aduatuką oraz wybuch powstania, które wybuchło za sprawą plemienia Karnutów w roku 52 p.n.e. Dwóch wodzów – Kotuatus i Konetodunus odważyło się podnieść rękę na Rzymian. W miejscowości Cenaum ich oddziały napadły i złupiły magazyny zbożowe, mordując przy okazji rzymskich kupców. Wieści o tym wydarzeniu szybko rozeszły się po niemal całej Galii. Doszły też do uszu Wercyngetoryksa, który przebywał właśnie w Gergowii, stolicy kraju Arwernów. Wiedział, że nadszedł odpowiedni moment do działania. Próbował przekonać do tego starszyznę plemienną, jednak spotkał się ze stanowczą odmową. Błagał, prosił, nalegał. Chciał zebrać najlepszych wojowników i dołączyć z nimi do Karnutów. Arwernowie obawiali się wystąpienia przeciwko Cezarowi, nie chcieli bowiem stracić przywilejów jakie otrzymali od Rzymian. W przeciwieństwie do starszyzny, wojownicy chcieli walczyć, nawet wbrew postanowieniom rady plemiennej. Aby zapobiec samowolnej wyprawie wojennej, starszyzna postanowiła wypędzić z miasta Wercyngetoryksa.

   30-letni Arwern swoje kroki skierował na prowincję. Obchodził okoliczne wioski, gdzie namawiał miejscową ludność do przyłączenia się do niego i odpłacenia Rzymianom za wszelkie krzywdy. Trafił na podatny grunt, w okolicy nie było bowiem nikogo, kto nie straciłby kogoś bliskiego w potyczkach z legionami Cezara. Partyzancki oddział Wercyngetoryksa zaczął się rozrastać. Każdego dnia przyłączali się do niego kolejni wojownicy. W końcu uznano, że przyszedł czas na działanie…

Strona tytułowa dzieła Juliusza Cezara "O wojnie galijskiej".
   W marcu 52 roku p.n.e. Wercyngetoryks poprowadził swoich ludzi do Gergowii. Tam zbrojnie wypędzono z niej wszystkich naczelników popierających Cezara. Mieszkańcy miasta uznali to za początek powstania, a samego Wercyngetoryksa obwołano przywódcą i królem. W ciągu kilku następnych tygodni do Gergowii zaczęły ściągać liczne plemiona galijskie z zachodniej i środkowej Galii, składając mu swoje przysięgi wierności. Nowy król kolejny raz podjął się próby zjednoczenia wszystkich plemion. Nie czynił tego jednak po dobroci, ale siłą…

   Najeżdżał okoliczne plemiona i brutalnie zmuszał ludność do posłusznego przyłączenia się do powstania. Ci, którzy odmówili Wercyngetoryksowi zostawali nazywani zdrajcami i zabici w publicznych egzekucjach. O bezwzględności Arwerna usłyszał również sam Juliusz Cezar, który w swoich pamiętnikach „Commentarii de bello Gallico” („O wojnie galijskiej”) tak opisał galijskiego wodza:
„Jak największą swą gorliwość połączył z jak największą bezwzględnością władzy. Wahających się przymuszał surowością kar. Za poważniejsze bowiem wykroczenia skazywał na śmierć przez spalenie i wszelkiego rodzaju męczarnie. Za mniejsze, po obcięciu uszu lub wyłupieniu oka, odsyłał do domu, aby dla pozostałych byli ostrzeżeniem i surowością kary zastraszali innych.”

SPALIĆ I ZNISZCZYĆ WŁASNE OSADY

Pomnik Wercyngetoryksa w Clermont-Ferrand, we Francji.
   Sytuacja Juliusza Cezara stawała się coraz gorsza. Nie mógł sobie pozwolić na takie próby zbrojnego oporu miejscowej ludności. Postanowił raz na zawsze rozprawić się z buntownikami. Podczas nieobecności Wercyngetoryksa wkroczył do Arwernii. Przybycie Rzymian zmusiła króla Galów do przerwania oblężenia Gorgobiny i skierowania swoich wojsk przeciwko Cezarowi. Gdy Rzymianie ruszyli w kierunku miasta Awarikum, Wercyngetoryks postanowił wprowadzić w życie swój nowy plan. Postanowił zastosować metodę „spalonej ziemi”, czyli niszczenia i palenia wszystkich osad na trasie przemarszu legionów, w celu odcięcia Rzymian od potencjalnych źródeł zapasów pożywienia. Metoda ta została odrzucona przez większość wodzów innych plemion, jednak rada plemienna pomysł zaakceptowała.

   Wercyngetoryks był głuchy na wszystkie prośby o nie niszczenie kolejnych miast i wiosek. W samym kraju Biturygów w ciągu niespełna jednego dnia spalono 20 osad. Wyjątek zrobił tylko raz, gdy mieszkańcy Awarikum przez kilka dni błagali go o litość. Zgodził się zachować miasto. Nie wiedział wtedy, że już niedługo pożałuje swojej decyzji…

   Rzymskim żołnierzom wkrótce zaczął doskwierać głód. Z racji ogromnych trudności ze zdobyciem pożywienia, legiony zmuszone zostały do zapuszczania się w odleglejsze tereny w poszukiwaniu zapasów. Na to tylko czekali Galowie, którzy z wielką determinacją atakowali i zabijali Rzymian. Juliusz Cezar, gdy tylko dowiedział się, że za ataki na jego żołnierzy odpowiedzialny jest Wercyngetoryks, postanowił na niego uderzyć. Atak nie udał się jednak i oddziały Cezara musiały się wycofać. Nie dał jednak za wygraną i ruszył w kierunku Awarikum, dokąd zmierzał król Galów.

RZEŹ W AWARIKUM

Rekonstrukcja rzymskiej balisty "Skorpion",
użytej podczas oblężenia Awarikum.
   Otoczone bagnami miasto, które Wercyngetoryks litościwie oszczędził, było trudne do zdobycia. Dostęp do niego był możliwy wyłącznie od strony południowo-wschodniej. Mimo kilku prób, Rzymianom nie udało się podejść pod bramy miasta. Mieszkańcy bronili się wytrwale, a w 25 dniu oblężenia udało im się wykonać skuteczny podkop pod budowaną przez Rzymian rampę. Żadna ze stron nie chciała ustąpić, ale przewaga Rzymian wzrastała z dnia na dzień. Uznano wtedy, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie opuszczenie przez mężczyzn miasta pod osłoną nocy i dołączenie do obozu Wercyngetoryksa, który ukryty na pobliskich wzgórzach grupował swoje oddziały i czekał na dogodny moment, by ruszyć na Cezara.

   Ewakuacja wojowników z oblężonego miasta nie powiodła się. Gdy miejscowe kobiety, w środku nocy, zauważyły jak miasto w tajemnicy opuszczają ich mężowie i synowie, bardzo się przeraziły. Bały się, że gdy zostaną same, Rzymscy żołnierze zaatakują miasto, a one same zginą wraz z dziećmi. Podniosły więc tak wielki lament, płacz i krzyki, że zbudziły one śpiących Rzymian. Nastąpił nieoczekiwany atak i prawdziwa rzeź Galów, w której zginęło około 40 tysięcy mieszkańców Awarikum, w tym kobiety i dzieci. Jedynie 800 Galów zdołało się uratować i dołączyć do Wercyngetoryksa.

   Juliusz Cezar, po uzupełnieniu w mieście zapasów żywności, zarządził kilkudniowy odpoczynek i regenerację sił. Miał nadzieję, że po upadku miasta popularność galijskiego wodza spadnie, a jego wojownicy obrócą się przeciwko niemu. Nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie – pozycja Wercyngetoryksa wzrosła jeszcze bardziej. Wszyscy doskonale pamiętali, że chciał on zniszczyć Awarikum. Nie wierzył w obronne możliwości miasta i za wszelką cenę chciał uniknąć przejęcia jego zapasów żywności przez rzymskie legiony.

Model oblężonego Awarikum, znajdujący się w Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych w West Point.

RZYMSKA ŻĄDZA PLĄDROWANIA

Płaskowyż Gergowii, widok z lotu ptaka.
  Do Cezara coraz częściej dochodziły opowieści o walecznym Galu i podległym jemu nieustraszonym wojownikom. Postanowił więc zakończyć ten konflikt w ostatecznej bitwie. Podzielił swoją armię i wraz z sześcioma legionami (VIII, IX, X, XIII, XV oraz legionem dodatkowym Pompejusza) ruszył za Wercyngetoryksem w stronę jego rodzinnej Gergowii, stolicy Arwernów.

   Rzymianie wiedzieli, że Wercyngetoryks unikał bezpośrednich starć. Ich siła tkwiła w skrytych atakach i zastosowaniu prób zagłodzenia rzymskich oddziałów, odcinając ich od wszelkich źródeł pożywienia. Chciał więc niezauważenie podejść pod miasto i zmusić Galów do otwartej walki. Zabronił swoim żołnierzom by przemarsz odbywał się w całkowitej ciszy, bez żadnych komend i okrzyków. Na miejscu stwierdzono jednak, że miasto nie było bronione. Zaatakowano Gergowię, a zaskoczeni mieszkańcy zostali szybko obezwładnieni. Dla Juliusza Cezara wielkim zaskoczeniem był fakt, że z odsieczą nie przybył Galom waleczny Arwern. 

Pomnik na płaskowyżu Gergowii, upamiętniający
zwycięstwo Wercyngetoryksa.
   Nagle doszło do nieoczekiwanej sytuacji. Konsul zaczął tracić kontrolę nad swoimi legionami. Rozochoceni łatwym zwycięstwem legioniści, po zauważeniu, że Gergowia nie jest broniona przez żadnych wojowników, zaczęli w pośpiechu plądrować miasto. Nie mogący zapanować nad swoimi legionami Cezar, postanowił zarządzić odwrót. Spodziewał się, że gdzieś w pobliżu znajduje się Wercyngetoryks, gotowy w każdej chwili ruszyć na rozprężone legiony, ogarnięte szałem rabunku i zniszczenia. Nie pomylił się.

    W mieście panował tak duży zgiełk, że sygnał odwrotu nie dotarł do uszu żołnierzy. Jedynie legion, znajdujący się najbliżej konsula, zachował szyk bojowy, spodziewając się ataku z zachodu. Nagle oddziały Galów ruszyły na Rzymian od strony południowej. Przewaga liczebna Galów i lepsze, wyżej położone pozycje sprawiły, że Rzymianie zaczęli się cofać. Gdy do Gergowii przybyły walczący po stronie Cezara Eduowie, odwrót legionów zamienił się w paniczną ucieczkę. W chaosie bitwy okazało się bowiem, że Eduowie zdradzili Rzymian i walczyli ramię w ramię z oddziałami Wercyngetoryksa.

   Ucieczka rzymskiej armii zachęciła kolejne galijskie plemiona do wzięcia udziału w powstaniu. Legenda mówi, że po zwycięstwie Wercyngetoryks został podniesiony na tarczy przez swoich ludzi i trzy razy obniesiony dookoła Gergowii. Po sześciu latach wyniszczającej wojny, po grabieżach, zniszczeniach i próbach ujarzmienia galijskich plemion, nagle Juliusz Cezar pozostał sam wśród wrogich mu plemion. Opuszczony przez swoich niedawnych sojuszników w środku obcej, dzikiej krainy pałał żądzą okrutnej zemsty na barbarzyńcach za upokarzającą porażkę, której się nie spodziewał.

   Król Galów postanowił wykorzystać ten sukces do kolejnego uderzenia na armię Cezara. Nie spodziewał się jednak, że do konsula dołączyły legiony Labienusa, które powróciły właśnie z północy Galii. Wzmocnieni w ten sposób Rzymianie skutecznie odparli atak Galów (po stronie Galów zginęło ponad 4 tysiące wojowników) i zmusiły Wercyngetoryksa do odwrotu w stronę miasta Alezja. Juliusz Cezar nie chciał czekać i od razu wyruszył w tym samym kierunku. Wierzył, że właśnie tam uda mu się ostatecznie pokonać swojego największego galijskiego wroga…

Gergowia - pozostałości ściany oppidum, czyli obwarowanego osiedla obronnego.


ALEZJA, CZYLI OSTATNIA TWIERDZA GALÓW

Rysunek przedstawiający rzymskie oblężenie Alezji.
   Twierdza Alezja umiejscowiona była na wysokim wzgórzu pomiędzy rzekami Lutosa i Osera (obecnie wzgórze Auxois, 30 kilometrów na zachód od Dijon). Jej położenie sprawiało, że nacierające wojska miały ogromny problem z jej zdobyciem. Cezar był tego świadomy, więc zrezygnował z szybkiego ataku na twierdzę. Zamiast tego, wydał rozkaz rozpoczęcia oblężenia. Chciał głodem zmusić ludność Alezji do poddania się. Rzymski konsul tak opisał Alezję w swoim pamiętniku „Commentarii de bello Gallico” („O wojnie galijskiej”):
„Samo miasto leżało wysoko na wzgórzu, tak że oczywiście tylko przez oblężenie można było je zdobyć. Podnóże wzgórza oblewały z dwu stron dwie rzeki. Przed miastem rozciągała się równina długości około trzech tysięcy kroków; z wszystkich pozostałych stron miasto opasywały różnej wysokości wzniesienia, ciągnące się w niezbyt wielkiej od niego odległości. Cały ten teren pod murem, a ta część wzgórza była skierowana ku wschodowi, wypełniły były siły zbrojne Gallów i przeciągnęły tu rów oraz zaporę wysokości sześciu stóp. Obwód tych umocnień, które zostały rozpoczęte przez Rzymian, wynosił 10 000 kroków. W odpowiednich miejscach założono osiem obozów i wystawiono dwadzieścia trzy placówki; na placówkach tych stały za dnia straże, aby nie doszło do niespodzianego wypadu; również nocą obsadzały je warty i wzmocnione załogi.”

Rekonstrukcja rzymskich fortyfikacji podczas oblężenia Alezji,
znajdująca się nieopodal francuskiej wsi Alise-Sainte-Reine,
w miejscu historycznej bitwy kończącej powstanie Wercyngetoryksa.
   Rzymskie oblężenie rozpoczęło się od wybudowania wysokich na 4 metry wałów, oplatających prawie całą twierdzę. Był to ogromny wyczyn konstrukcyjny, gdyż łączna długość fortyfikacji wynosiła wówczas prawie 17 kilometrów. 23 forty połączone wałem i fosą miały za zadanie ochraniać rzymskich żołnierzy. Wercyngetoryks zamknięty w oblężeniu widział postępy prac. Nakazał więc niektórym swoim wojownikom wrócić do rodzinnych plemion i sprowadzić posiłki. Liczył na to, że liczna armia nowych wojowników zdąży przybyć do Alezji zanim rzymski pierścień wokół miasta całkowicie się zamknie. Mieszkańcy twierdzy posiadali zapasy żywności, pozwalające im przetrwać około miesiąca. Czas mijał, tymczasem nikt nie mógł się wydostać z Alezji, nie mógł też do niej wejść…

   O planach Wercyngetoryksa dowiedział się jednak Juliusz Cezar. Nie tylko kazał przyspieszyć dokończenie budowy brakującej części fortyfikacji, dodatkowo wydał rozkaz wybudowania „circumvallatio”, czyli dodatkowego wału zewnętrznego, mającego zatrzymać zbliżającą się galijską odsiecz.

   Budowa fortyfikacji oblężniczych pod Alezją była niezwykłym osiągnięciem konstrukcyjnym. Oprócz obu wałów, przedzielonych wieżyczkami, od frontu powbijano zaostrzone pale. Dalej za nimi znajdowały się rzędy mniejszych pali, ukryte w wykopanych jamach i przysłonięte stertą gałęzi. Na samym końcu Rzymianie przygotowali dla Galów kolejną niespodziankę – do drewnianych bali zakopanych w ziemi przymocowano kilka rzędów żelaznych ostrzy. Po ukończeniu tych prac, stało się jasne, że nikt nie może opuścić miasta bez wiedzy i zgody Juliusza Cezara. Wercyngetoryks próbował przeszkodzić legionistom w budowie pułapek, jednak jego nocne ataki były skutecznie odpychane przez ochraniający fortyfikację legion.

POŚWIĘCIĆ BEZBRONNYCH

Prace archeologiczne w twierdzy Alezja, rok 1908.
   Oblężenie przedłużało się, a w mieście zaczęło brakować pożywienia. Aby utrzymać miasto Wercyngetoryks rozkazał wydawać jedzenie tylko obrońcom Alezji. Wszystkich, którzy nie byli w stanie walczyć – starców, chorych, kobiety i dzieci zebrał w jedno miejsce, po czym nakazał im opuścić twierdzę. Być może liczył na to, że Rzymianie zlitują się nad bezbronnymi mieszkańcami i przepuszczą ich przez pierścień oblężenia, by Galowie mogli wyruszyć w poszukiwaniu pożywienia. Juliusz Cezar nie zdecydował się jednak na jakikolwiek odruch humanitaryzmu. Nie pozwolił nikomu wydostać się przez wały. Uwięzieni pomiędzy dwoma obozami Galowie w ciągu kilkunastu następnych dni umierali z głodu na oczach obrońców miasta.

  Tymczasem do pobliskiego wzgórza zbliżyła się długo wyczekiwana armia galijska pod wodzą króla Atrebatów – Commiusa. Swój obóz rozbiła na południowy-zachód od Rzymian. Ich liczba zrobiła wrażenie nawet na Juliuszu Cezarze. Według rzymskich źródeł, na ratunek Wercyngetoryksowi przybyło bowiem 250 tysięcy pieszych wojowników i 8 tysięcy konnych. Prawdopodobnie Rzymianie zawyżyli te dane. Według współczesnych historyków posiłki galijskie liczyły nieco ponad 100 tysięcy piechoty i około 4 tysiące jazdy. O tym wydarzeniu rzymski konsul napisał:

Moment przywiezienia do Alezji
pomnika Wercyngetoryksa w roku 1865.
„Kommiusz i pozostali wodzowie, którym zostało powierzone naczelne dowództwo, przybyli z wszystkimi siłami pod Alezję i po obsadzeniu wyniosłego wzgórza zajęli stanowiska nie dalej niż tysiąc kroków od naszych umocnień. Następnego dnia, po wyprowadzeniu z obozów jazdy, zapełnili całą tę równinę, o której wspominaliśmy, że rozciągała się na długość trzech tysięcy kroków, a oddziały piesze ustawili na wyżej położonych stanowiskach oddalonych od tego miejsca. Z Alezji roztaczał się widok na tę równinę. Na widok tych posiłków oblężeni poczęli się zbiegać; wymieniali wzajemnie życzenia i wszystkich ogarnęła radość. Wyprowadziwszy więc wojsko zajęli stanowiska przed miastem i zaczęli najbliższy rów zarzucać faszyną i zasypywać ziemią oraz gotować się do wypadu i wszelakich zdarzeń.”

   Na drugi dzień po przybyciu armia Commiusa rozpoczęła atak na zewnętrzną stronę „circumvallatio”. W tym samym czasie Wercyngetoryks przypuścił atak na wewnętrzną fortyfikację. Juliusz Cezar podzielił swoje legiony. część żołnierzy uderzyła na Commiusa, pozostali ruszyli w stronę Wercyngetoryksa. Oba galijskie ataki zostały bez problemu odparte, a Galowie ponieśli dotkliwe straty.

   Następnego dnia nie doszło do potyczek. Kolejne uderzenie na Rzymian nastąpiło dopiero w nocy. Walki były krwawe i zaciekłe. Panujące ciemności przeszkadzały jednak w skutecznych atakach. Wielu galijskich wojowników wpadało w rzymskie pułapki. Ginęli przebijani palami i cięci żelaznymi ostrzami. Zryw Galów ponownie został odparty, tym razem jednak także po stronie Rzymian było wielu zabitych.

   Dzień później Wercyngetoryks zaatakował najsłabszy odcinek umocnień. 60 tysięcy Galów ruszyło na część fortu bronioną zaledwie przez dwa legiony, wspierane przez jazdę i oddział pomocniczy. Juliusz Cezar zareagował błyskawicznie. Wiedział, że jeśli Galom uda się przedrzeć przez wał, Rzymianie zamknięci pomiędzy dwiema fortyfikacjami będą bez szans. Skierował więc w rejon bitwy wszystkie swoje legiony oraz dodatkowe kohorty, po czym sam chwycił za miecz i ruszył w środek bitwy. Podobno walczył tam niczym zwykły piechur. Od reszty rzymskich żołnierzy odróżniał go tylko jego czerwony płaszcz.

   Niektórym galijskim wojownikom udało się przedostać przez wał. Zaczęli niszczyć rzymskie umocnienia i rozkopywać wały. W tym samym czasie od tyłu zostali zaatakowani przez kilka kohort i wyrżnięci. Reszta forsujących umocnienia Galów została zaatakowana przez rzymska jazdę i zmuszona do odwrotu w kierunku miasta.

Współczesny widok Alezji, miejsca klęski Wercyngetoryksa.

KAPITULACJA Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ

Obraz autorstwa Lionela Royera z roku 1899, przedstawiający scenę
kapitulacji Wercyngetoryksa przed obliczem Juliusza Cezara.
   Gdy opadł bitewny kurz, do twierdzy przybyli rzymscy dyplomaci, żądając od Galów natychmiastowej kapitulacji. Wercyngetoryks zwołał w tej sprawie zgromadzenie, a następnie oświadczył wszystkim, że podjął się walki z okupantem nie dla własnych korzyści, ale dla dobra wszystkich jego uciemiężonych braci. Jako przegrany, postanowił poddać się woli zgromadzenia. Dał swoim ludziom dwie możliwości do wyboru – mogli go zabić i w ten sposób dać Rzymianom zadośćuczynienie lub przekazać go żywcem Juliuszowi Cezarowi. Nikt z Galów nie chciał zabić swojego króla, więc zgromadzenie zdecydowało się oddać go żywego. Do rzymskiego obozu wysłano dwóch posłów z wiadomością o kapitulacji.

   Cezar rozkazał Galom złożyć broń, a następnie zasiadł na specjalnie przygotowanym dla niego miejscu na umocnieniach przed obozem. Przed swoje oblicze kazał przyprowadzić wszystkich galijskich wodzów. Ci przybyli lecz nie było wśród nich Wercyngetoryksa. Zdecydował się on na bardziej majestatyczne przybycie…

   Wercyngetoryks wyjechał tryumfalnie z Alezji – na koniu, w pełnym uzbrojeniu i z wysoko uniesioną głową. Objechał dookoła cały obóz Juliusza Cezara, po czym zrzucił u jego stóp swoją zbroję, topór i miecz. Następnie zeskoczył z konia i uklęknął przed Cezarem na jedno kolano. Rzymski konsul kazał Gala natychmiast uwięzić. Rzymski historyk i senator Kasjusz Dion (żyjący w latach 163/164-235) w swoim dziele „Romaike historia” („Rzymska historia”) tak przedstawił pojmanie Wercyngetoryksa:
„Nadszedł bez zapowiedzi. Pojawił się nagle przy trybunale, gdzie Cezar zasiadał, by ogłaszać wyroki. Niektórzy Rzymianie odsunęli się, jako że Wercyngetoryks był rosły, a w swej zbroi budził jeszcze większą grozę. Gdy umilkła wrzawa, wystąpił by przemówić. Padł na kolana przed Cezarem, prosząc tym gestem o miłosierdzie. Wielu patrzących na to wypełniło współczucie, gdy porównywali jego obecną sytuację w wcześniejszym powodzeniem.”
Wnętrze podziemnej celi w rzymskim Więzieniu Mamertyńskim (Tullianum), znajdującym się pod kościołem
św. Józefa cieśli (wł. San Giuseppe dei Falegnami). Prawdopodobnie tam został uduszony uwięziony Wercyngetoryks.

„POKONANY PRZEZ CEZARA KRÓL WSZYSTKICH GALÓW”

Rysunek przedstawiający schemat więzienia, w którym
przetrzymywano i zamordowano Wercyngetoryksa.
   Wraz z upadkiem Alezji i uwięzieniem Wercyngetoryksa zakończyło się największe powstanie, jakie kiedykolwiek wybuchło w Galii przeciwko okupantowi. Do rzymskiej niewoli trafiło około miliona ludzi, a decyzją Cezara każdy z legionistów otrzymał na własność jednego galijskiego niewolnika. Arwernowie i Eduowie zostali potraktowani przez rzymian nad wyraz łagodnie – po oddaniu swojej broni mogli powrócić do swoich domów. Juliusz Cezar liczył na to, że okazując im swoją litość, będzie mógł liczyć na te plemiona w przypadku kolejnego ewentualnego buntu. Zawarł także porozumienie z innymi wodzami galijskich plemion dotyczące zapłaty mniejszych niż zazwyczaj trybutów (daniny). Pokonanie wielkiej armii „barbarzyńców” przyniosło Juliuszowi sławę i majątek. Mógł wreszcie spłacić ogromne zadłużenie, jakie zaciągnął przez całą swoją galijską kampanię od roku 58 p.n.e.

   Uwięziony Wercyngetoryks został przewieziony do Rzymu i osadzony w Więzieniu Mamertyńskim (Tullianum), gdzie spędził 6 lat. Jego mury opuścił tylko raz, w roku 46 p.n.e. podczas uroczystego triumfu (najwyższego wyróżnienia, jakie otrzymywał wódz za swoje zwycięstwa na polu walki) Juliusza Cezara w Rzymie. Wercyngetoryksa opisano wtedy jako „pokonanego przez Cezara króla wszystkich Galów”. Krótko po tym wydarzeniu upokorzony Gal powrócił do swojej celi, gdzie prawdopodobnie na przełomie sierpnia i września został uduszony.

   Po zdławieniu galijskiego powstania walki Galów z rzymianami wcale się nie zakończyły. Do większych lub mniejszych starć dochodziło jeszcze wielokrotnie, jednak mnie miały już one takiego znaczenia jak te toczone pod wodzą Wercyngetoryksa. Gdy w roku 51 p.n.e. doszło do wybuchu nowego powstania, Juliusz Cezar natychmiast wyruszył na odsiecz i w mgnieniu oka zdławił największe źródło oporu. Po upadku twierdzy Uksellodunum, wziętym do niewoli Galom Cezar kazał odrąbać prawe dłonie, aby już nigdy więcej nie mogli utrzymać miecza i podnieść swej ręki na Rzym, po czym puścił ich wolno. Wędrując po Galii mieli stać się przykładem i przestrogą dla innych ewentualnych buntowników…

Francuski znaczek pocztowy z roku 1966 upamiętniający Wercyngetoryksa.

POSTSCRIPTUM...

Moment złożenia broni przez Wercyngetoryksa został
sparodiowany w komiksie o przygodach Gala Asteriksa.
   Mimo poniesionej porażki, czyny Wercyngetoryksa i jego odważna walka ze znienawidzonym okupantem rozeszła się po całej Galii, a sami Galowie zaczęli czcić jego imię. Waleczny Arwern stał się dla nich prawdziwym bohaterem. Za każdym razem, gdy zmuszeni byli do wspólnej walki przeciwko wrogowi, imię Wercyngetoryksa jednoczyło ich i dodawało sił. Później zapomniano o nim na kilka wieków. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku o Wercyngetoryksie przypomniał Napoleon III, potrzebujący potężnego symbolu, który mógłby obudzić w jego narodzie ducha walki. Nakazał więc rozpoczęcie prac archeologicznych w Alezji, a w miejscu przegranej bitwy nakazał wznieść Galowi okazały pomnik (niektórzy do dziś twierdzą, że twarz z pomnika łudząco przypomina twarz samego Napoleona III). Na postumencie pomnika wyryto dumny napis:
„La Gaule unie
Formant une seule nation
Animée d'un même esprit
Peut défier l'Univers.”
 
(„Zjednoczeni Galowie
tworzący jeden naród
ożywieni przez wspólnego ducha
mogą przeciwstawić się wszechświatowi”)

Christopher Lambert jako Wercyngetoryks w filmie
„Vercingétorix” z roku 2001.
   Od tamtej pory galijski „wódz wszystkich wodzów” stał się symbolem narodowej dumy i niezwykłej zawziętości w walce Francuzów o swoją ojczyznę. Nawet w czasie rewolucji francuskiej wychwalano jego odwagę, cnotę i męstwo. Do dziś Wercyngetoryks jest jednym z największych bohaterów Francji, choć tak naprawdę Arwern z Francją miał niewiele wspólnego. Pamiętać należy, że Galowie byli Celtami, a współcześni Francuzi mają korzenie germańskie…

    Postać Wercyngetoryksa zaistniała także w kulturze masowej. Pierwszy raz pojawił się już w roku 1909 we francuskim filmie „Vercingétorix”. Czasami przedstawiany był w sposób satyryczny, jak choćby w komiksach oraz filmach animowanych o dzielnym Galu Asteriksie, gdzie żartowano z jego porażki i poddania się Cezarowi. Już znacznie poważniej potraktowano galijskiego wodza w filmie „Vercingétorix” (polski tytuł „Druidzi”) z roku 2001, w którym rolę Wercyngetoryksa zagrał Christopher Lambert.

    We francuskiej wiosce Alise-Sainte-Reine, gdzie mieściła się twierdza Alezja, każdego lata odbywa się festiwal poświęcony pamięci walecznego Gala, który odważył się przeciwstawić samemu Juliuszowi Cezarowi i zapłacił za to najwyższą cenę…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz